Życie Jezusa: od narodzin do chrztu

Wydarzenia związane z jego narodzinami

Skierujemy teraz naszą uwagę na narodziny Jezusa, na żłób i obwieszczenie jego narodzin pasterzom oraz mędrcom. Fakty odnośnie tych wydarzeń, przekazane nam w NT, są nieliczne, ale tradycja chrześcijańska ubarwiła je wieloma detalami, w większości nie mającymi podstaw i opartymi na domysłach – i prawdopodobnie błędnymi.

Żłób

Po pierwsze, gdzie dokładnie w Betlejem narodził się Jezus? Odpowiedź jest taka, że nie zostało nam to powiedziane. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Św. Łukasz nie mówi, gdzie znajdował się ów żłób, a jest on jedynym ewangelistą wspominającym ten fakt. Tak więc ten żłób mógł się znajdować gdziekolwiek w Betlejem. Podoba mi się sugestia, że mógł on być w owczarni używanej przez pasterzy, którym anioł obwieścił narodziny Jezusa. Powody, dla których tak mogło być, są następujące:

* Owce hodowane w i dokoła Betlejem były najwyraźniej używane głównie do składania z nich ofiar w pobliskiej świątyni.

* Przekazanie wieści przez anioła pasterzom wydaje się zakładać, że będą oni wiedzieć, gdzie mogą znaleźć dzieciątko Jezus; nie pisze się, że byli oni prowadzeni do niego, tak jak to było w przypadku mędrców. Św. Łukasz sugeruje, że znaleźli go bez trudu: Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie (w. 16).

* Wieść przekazana pasterzom brzmi: narodził się wam (w. 11). Dlaczego „wam”? Dlaczego aniołowie nie powiedzieli po prostu: „dziś … narodził się”? Czy odniesienie do dziecka, które narodziło się „im”, wskazuje, że narodziło się ono w ich owczarni i to tłumaczy, dlaczego łatwo mogli go znaleźć bez bezpośredniego Bożego przewodnictwa?

* Jeśli tak jest, to jakże stosowne było, żeby Baranek Boży –ten, który zostanie złożony w ofierze za grzechy swego ludu- leżał jako niemowlę w żłobie w owczarni używanej normalnie dla baranków składanych w ofierze.

Pasterze i mędrcy

Dlaczego wieść o tych narodzinach została przekazana tylko pasterzom i mędrcom? Przychodzą mi do głowy trzy powody:

* Po pierwsze, te dwie grupy ludzi jasno przedstawiają dwie główne role samego Jezusa. Był on Dobrym Pasterzem, a także najmędrszym spośród mędrców.

* Po drugie, miał być zbawcą „całego narodu” (w. 10), czyli zarówno Żydów, jak i nie-Żydów; toteż właściwe było powiedzenie o narodzinach żydowskim pasterzom i nie będącym Żydami mędrcom.

* Właściwe jest również, że wieść dla „całego narodu” powinny ilustrować narodziny Zbawcy obwieszczone zarówno biednym pasterzom, jak i bogatym mędrcom.

Rozdział 2 ewangelii Mateusza zawiera relację z odwiedzin Jezusa przez mędrców. Dziecięce przedstawienia o narodzinach Jezusa, kartki świąteczne i kolędy pokazują, że było trzech mędrców, którzy byli królami i którzy złożyli hołd Jezusowi leżącemu w żłobie. Ale są to wszystko mylne wyobrażenia! Wszyscy wiemy, że św. Mateusz nie mówi, ilu mędrców tam było i z pewnością nie opisuje ich jako królów. Również jasno pisze, że odwiedzili oni dom, gdzie leżał Jezus, a nie stajnię. Przypuszczalnie nie używano wówczas już żłobu jako jego łóżeczka.
Biblijna narracja jest spójna, pomimo tego, co dodała do niej chrześcijańska tradycja. Edykt Heroda, aby zabić wszystkich betlejemskich chłopców „w wieku do lat dwóch”, sugeruje, że Jezus mógł sobie liczyć do dwóch lat, kiedy odwiedzili go mędrcy. I św. Mateusz w rzeczywistości mówi nam trzykrotnie, iż Jezus nie był niemowlęciem na ręku, lecz „dziecięciem”, kiedy mędrcy ujrzeli go po raz pierwszy (Mt 2.8-11). W oryginale „dziecię” znaczy dokładnie „małe dziecko”. Jest to to samo słowo, którego Jezus użył w Mt 18.2, kiedy przywołał dziecko, postawił je przed nimi. Tak więc kiedy myślimy o odwiedzinach Jezusa przez mędrców, musimy myśleć o nich odwiedzających malucha w domu, a nie nowonarodzone niemowlę w żłobie w owczarni.

Obrzezanie Jezusa

Przekonawszy się, że opowieść o pasterzach i mędrcach obejmuje prawdopodobnie okres do dwóch lat, wróćmy teraz do ósmego dnia życia Jezusa i jego obrzezania zgodnie z Prawem Mojżeszowym. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki]. Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu….Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego (Łk 2.21-24).
Już wcześniej zanotowaliśmy, że Józef był „sprawiedliwym” człowiekiem, co oznaczało, iż pilnie przestrzegał prawa Mojżeszowego. On i Maria stosowali się skrupulatnie do wymogów Prawa odnośnie młodego Jezusa. W Kpł 12 zarządza się, że po urodzeniu się chłopca jego matka pozostaje nieczysta przez siedem dni. Następnie, ósmego dnia, chłopiec ma być obrzezany; a matka ma pozostać nieczysta przez dalsze trzydzieści trzy dni. W ciągu tego okresu nieczystości matka miała zabronione dotykania jakiejkolwiek świętej rzeczy i miała zakaz wstępu do świątyni. Kiedy minął pełny okres jej oczyszczenia, miała przyjść do świątyni i za pośrednictwem kapłana złożyć młodą owcę na ofiarę całopalną oraz młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę za grzechy (przebłagalną). Kiedy zostało to uczynione, stawała się ona obrzędowo oczyszczona i mogła znów uczestniczyć w normalnym i religijnym życiu.
Nie mamy tu miejsca na zgłębianie duchowego znaczenia tych rzeczy, przypomnimy sobie tylko pokrótce iż:

* Ten okres nieczystości po urodzeniu dziecka dla matki (lecz nie dla ojca) przypuszczalnie wiąże się z Edenem, gdzie kobieta, Ewa, przekroczyła Boże prawo, nim uczynił to jej mąż; i kara wymierzona przez Boga kobiecie szczególnie wiązała się z rodzeniem dzieci oraz przekazywaniem śmiertelnej, grzesznej natury z jednego pokolenia na drugie.

* Obrzezanie było fizycznym odcięciem ciała, które symbolizuje (jak wyjaśnia św. Paweł w Rz 2.29) odcięcie się w sercu i umyśle przez wierzącego od tego wszystkiego, co ma związek z rzeczami cielesnymi; albo, jak pisze on do Filipian, obrzezanie jest symbolem u wiernego faktu, że nie pokłada on ufności w ciele, lecz czci Boga i chlubi się w Jezusie Chrystusie.

* Ofiara całopalna była ofiara dobrowolną, podczas której całe zwierzę albo ptak było składane Bogu.

* Ofiara za grzechy (przebłagalna) była obowiązkowa i była odpokutowaniem za niezamierzone grzechy i duchową nieczystość.

Ustęp z Łk 2 mówi, że kiedy Jezus miał osiem dni, Maria i Józef obrzezali go w Betlejem. Jakże znaczący był w jego wypadku ten akt; gdyż był on dzieckiem, któremu, choć było „doświadczone we wszystkim” podobnie jak my, udało się całkowicie odciąć od wszelkich cielesnych pragnień, które kiedykolwiek go nękały.
Św. Łukasz mówi nam zatem, że kiedy w swoim czasie upłynęło dalszych trzydzieści trzy dni nieczystości Marii, rodzina udała się w podróż z Betlejem do Jerozolimy. Maria mogła dokończyć proces oczyszczenia siebie i mieć znowu możliwość wstępu do świątyni w Jerozolimie. Tam złożyła ona ofiarę całopalną i ofiarę przebłagalną i, jak zapisał św. Łukasz, ona i Józef „przedstawili” Jezusa Panu. To słowo „przedstawili” jest interesujące, gdyż takiego samego używa św. Paweł w Rz 12.1: A zatem proszę was, bracia, … abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną.
A więc oto mamy Marię, przedstawiającą swe ofiary – całopalną i przebłagalną przed Bogiem, zgodnie z Prawem; ale również przedstawiającą Bogu w świątyni Jego własnego Syna – niemowlę, które, gdy stanie się mężczyzną, samo stanie się w rzeczywistości ofiarą całopalną i ofiarą za grzechy.
A oto kilka dalszych kwestii związanych z tym wydarzeniem. Jeśli, jak wierzą błędnie niektórzy, Jezus był Synem-Bogiem i narodził się w czystym (bez grzechu) ciele, a nie przejmując swej matki ludzką, grzeszną naturę, byłoby dziwne, by żądano od Marii wypełnienia tych wszystkich drobiazgowych wymogów Prawa celem oczyszczenia się po wydaniu go na świat. Można by sądzić, iż urodzenie Boga samo w sobie byłoby oczyszczeniem i że zwolniono by ją z wypełnienia obrzędu , wymaganego w przypadku wszystkich innych narodzin.
Po drugie, wspomniałem wcześniej, że Księga Kapłańska mówi, iż ofiary całopalna i przebłagalna złożone dla oczyszczenia powinny składać się z młodej owcy i z albo synogarlicy, albo młodego gołębia. Dlaczego więc, według św. Łukasza, Józef i Maria złożyli parę synogarlic albo dwa młode gołębie, a nie owieczkę? Prawo mówiło, że biedni ludzie, których nie było stać na kupno owieczki, mogli zamiast niej złożyć w ofierze dwa ptaki: Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią, i będzie oczyszczona (Kpł 12.8).
Dlatego św. Łukasz przekazuje nam, że Maria i Józef byli ludźmi ubogimi i, nawet z okazji narodzin Syna Boga, nie było ich stać na kupno i złożenie w ofierze całopalnej owieczki. Mężczyzna i kobieta tak religijni jak oni złożyliby droższą ofiarę, jeśli byłoby to tylko w ich przypadku możliwe.
Ten fakt prawdopodobnie potwierdza, że wizyta mędrców miała miejsce po obrzędzie oczyszczenia, ponieważ dane przez nich cenne podarki z pewnością umożliwiłyby kupno owieczki. Tak jeden z pisarzy skomentował finansową pozycję tego małżeństwa, któremu Bóg zawierzył Swego umiłowanego Syna: „Można spokojnie założyć, że dom, w którym wzrastał Jezus, nie znał dobrobytu ani nawet umiarkowanej stabilności klasy średniej, a tylko ciągłe, niekończące się zmagania z biedą.”

Późniejsze lata

Zastanowimy się teraz nad środowiskiem rodzinnym, w którym dorastał Jezus. Św. Mateusz pisze o Józefie jako o cieśli, a u św. Marka mówi się o samym Jezusie jako cieśli: Czyż nie jest On synem cieśli? (Mt 13.55); Czy nie jest to cieśla, syn Maryi? (Mk 6.3).

Nasze dotychczasowe rozważania wskazują, że bycie cieślą nie było dochodowym zajęciem. Wydaje się, że Józef i Maria, nawet zanim mieli dzieci, nie cierpieli na nadmiar pieniędzy, i pewnie Bóg chciał, aby Jego Syn wzrastał w rodzinie, w której światowe dobra nigdy nie zakłócały domowego spokoju i materializm nigdy nie miał na nią wpływu. Taki układ oznaczał również, jak widzimy to w ewangeliach, że Jezus żył z dala od wykształconych i uczonych przywódców religijnych swoich czasów. Nie posiadał on ich prawa, wynikającego z urodzenia, do uprzywilejowanego wychowania. Jego siła zależała od treści jego nauczania, nie od wysokiego urodzenia. Wiemy z NT, iż owi przywódcy gardzili nim i szydzili z niego dlatego, że zarówno on, jak i Józef, byli zwykłymi cieślami. Podważali jego predyspozycje do bycia nauczycielem religii, ponieważ w ich oczach nie był on jednym z nich, lecz jedynie biednym, niewykształconym, lokalnym rzemieślnikiem.

Istniały oczywiście spekulacje odnośnie tego, czy Jezus i Józef byli cieślami, czy może kamieniarzami. (Zobacz artykuł na ten temat w Ecclesial Magazine ze stycznia 2006 r. i odnośny list w wydaniu marcowym tegoż czasopisma).

Nazaret

Kontynuując temat wychowania Chrystusa w skromnych warunkach, warto zauważyć, że Bóg zaaranżował dla Swego Syna wychowywanie się w pogardzanym i nie cieszącym się popularnością miejscu, jakim był Nazaret. Pogarda, z jaką mówiono o Nazarecie, została jawnie wyrażona przez Natanaela, kiedy usłyszał, że Jezus przybył z tego miasta: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? (J 1.46).

Natanael mieszkał zaledwie osiem kilometrów od Nazaretu, w Kanie; co więc było takiego dyskredytującego odnośnie Nazaretu w oczach miejscowego krajana? Z pewnością Nazaret wydaje się być bardzo mało znaną miejscowością. Nie pisze się o nim nigdzie w ST. Historyk żydowski Józef Flawiusz nie ma nic do powiedzenia o tym miejscu. Jak to napisał jeden autor: „Józef Flawiusz wymienia wszystkie wsie znajdujące się dokoła, ale wydaje się zupełnie nie wiedzieć o jego (Nazaretu) istnieniu” (Thomson: The Land and The Book). We wczesnych latach nowotestamentowych Nazaret zdaje się nie być niczym więcej, jak małą wioską w rejonie, który ten sam autor opisuje jako „miejsce o niekorzystnym położeniu i z dokuczliwym brakiem wody”. Inny pisarz mówi o nim jako o izolowanej mieścinie z samowystarczalnymi i powściągliwymi mieszkańcami.

Dlaczego Jezus wychowywał się w takim miejscu? Z pewnością dlatego, że nie mogło być w ludzkiej stronie życia Jezusa niczego, co mogłoby zjednać mu ludzi z tytułu urodzenia się w jakimś miejscu. Podobnie jak w przypadku przeciwności wspomnianych powyżej, nie mógł on oprzeć się na pochodzeniu ze znanej rodziny w modnej części kraju – wprost przeciwnie. To wyłącznie jego nauczanie, moc Ducha św. i własny charakter miały wyróżnić go jako kogoś bardzo niezwykłego.

Najbliższa rodzina

Wiemy, że Jezus był pierworodnym synem Marii, lecz rodzina z Nazaretu powiększyła się o przynajmniej sześcioro innych dzieci. Św. Marek mówi o Jezusie, że miał czterech braci i najmniej dwie siostry: Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? (Mk 6.3).

Z nauczania Jezusa wiemy, iż oczekuje on od swych uczniów postawienia go ponad ich wszystkimi naturalnymi związkami rodzinnymi i stosował on tę opinię w praktyce w swym własnym życiu. U św. Mateusza mamy powiedziane, że dla niego tłum słuchający jego nauki był ważniejszy, niż jego własna matka i bracia (Mt 12.46-50); szczególnie że w owym czasie jego bracia nie wierzyli w to, czego nauczał. Później oczywiście Jakub i Juda stali się uczniami – Jakub został jednym z przywódców kościoła, a Juda napisał jeden z listów zawartych w NT. Ale nie wiemy nic o jego pozostałych dwóch braciach ani siostrach.

Wzrastanie

Podczas gdy nie wiemy prawie niczego z Pisma o dzieciństwie Jezusa, to św. Łukasz zanotował, iż: Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim (2.40). Słowa te informują nas, że Jezus rozwijał się zarówno fizycznie, jak i umysłowo i że w swym młodym wieku żył on, napełniając się mądrością. Skoro mądrość tego świata jest głupstwem u Boga (1 Kor 3.19), jest mało prawdopodobne, żeby św. Łukasz odnosił się tu do mądrości człowieka. Tak więc musi on mówić, iż w najwcześniejszych latach swego dzieciństwa Jezus był napełniony „mądrością pochodzącą z góry” i, jak się przekonamy, potwierdza to jego zachowanie w świątyni, kiedy miał dwanaście lat.

Ale co z „łaską Bożą”, która spoczywała na nim? Zwykle myślimy o łasce Boga jako o przejawie Jego względów okazywanych mężczyźnie i kobiecie, nawet jeśli na nie nie zasługują, ale nie może tak być w przypadku młodego Jezusa. Ten duchowo nastawiony do świata chłopiec, który nigdy nie zgrzeszył słowem ani myślą, ani uczynkiem, musiał zasłużyć na względy swego Ojca Niebieskiego. Było dla mnie ciekawą rzeczą zobaczyć, że James Strong w swej Konkordancji podaje jedno ze znaczeń hebrajskiego słowa „łaska” następująco: „Boży wpływ na serce i jego odzwierciedlenie w życiu”; i z pewnością w tym znaczeniu słowa tego użył św. Łukasz, pisząc o młodym Jezusie.

W świątyni

Tak oto doszliśmy do jedynego wydarzenia w dzieciństwie Jezusa, które zostało zapisane w Piśmie. W Łk 2 mówi się, że każdego roku Józef i Maria udawali się do Jerozolimy w czasie Święta Paschy, razem z wieloma swymi krewnymi, przyjaciółmi i znajomymi. Podróżowali wspólnie w jednej wielkiej grupie – być może to radosny przedsmak opisanego przez Zachariasza tłumu ludzi, którzy w przyszłym Królestwie rokrocznie pielgrzymować będą, by oddać pokłon Królowi – Panu Zastępów – i obchodzić inne święto – Święto Namiotów.

W wieku lat dwunastu, kiedy żydowscy chłopcy stawali się dojrzali przed Bogiem, Jezus poszedł wraz z rodzicami, jak to opisał św. Łukasz. Ewangelista mówi, że owa grupa wracała „po skończonych uroczystościach” w Jerozolimie – co prawdopodobnie oznacza, że zatrzymywali się w mieście nie tylko na czas Paschy, ale również na trwające cały tydzień świętowanie niekwaszonego chleba, które następowało zaraz po niej; to inny przykład pełnego oddania życia religijnego praktykowanego przez tę rodzinę.

Znamy to wydarzenie bardzo dobrze i dla potrzeb naszych bieżących rozważań zatrzymamy się tylko dla odnotowania, co Jezus robił w Jerozolimie, kiedy powinien być w drodze powrotnej do Nazaretu. Św. Łukasz mówi, że był on w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami (2.46-47).

Zwróćmy uwagę na dwukierunkowość tego procesu – Jezus był spragniony wiedzy; słuchał nauczycieli Prawa i zadawał im pytania. Ale również oni sprawdzali jego wiedzę i byli zdumieni rozumieniem i znajomością Pism przez tego chłopca. W odpowiedzi Jezusa Marii, kiedy ona i Józef go znaleźli, widzimy sposób jego myślenia. Znalazł się w Jerozolimie, blisko ludzi, którzy posiadali ogromną wiedzę o jego własnym Ojcu; jak mógłby przegapić tę rzadką i cenną sposobność pogłębienia swej wiedzy i rozumienia Pism? To przypomina nam, że musiał on przejść ten proces zdobywania wiedzy – że jego rozległa wiedza nie została po prostu wtłoczona do jego umysłu przez Boga. Mógł równie dobrze mieć na myśli, że w Jerozolimie w okresie innego przyszłego Święta Paschy on sam będzie barankiem ofiarnym.

Kiedy Maria wyjaśniła swemu synowi, że ona i jego ojciec szukali go z bólem serca, zastanawiając się, gdzie się znajduje, Jezus prawie że ją karci. Wydaje się on mówić, że ponieważ przebywał w domu swego prawdziwego ojca przez ten cały czas, to nie było konieczne, by jego rzekomy ojciec, Józef, martwił się o niego. Gdzież indziej mógłby znajdować się w Jerozolimie, niż w domu swego prawdziwego Ojca, koncentrując się na sprawach dotyczących jego prawdziwego Ojca. Nawet w tak młodym wieku dla Jezusa liczą się o wiele bardziej sprawy duchowe niż przyziemne kwestie, takie jak niepokój jego rodziców o dobro syna.

Brakujące osiemnaście lat

Nic pewnego nie wiadomo o następnych osiemnastu latach życia Jezusa, z wyjątkiem paru krótkich wzmianek św. Łukasza. Z jednej z nich dowiadujemy się, że Jezus poszedł z nimi(Marią i Józefem) i wrócił do Nazaretu; i był im poddany…czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2.51).

Zawsze mnie zdumiewało, że Jezus potrafił ustrzec się całkowicie grzechu, najpierw jako dziecko, a potem jako nastolatek oraz młody mężczyzna. Nigdy nie pozwolił sobie na nic, co mogłoby nie spodobać się jego Ojcu. Tak więc św. Łukasz opisuje go jako człowieka honorującego i szanującego swych ziemskich rodziców, jak wymagało tego Prawo.

W drugiej wzmiance św. Łukasz mówi, że w miarę dojrzewania Jezus nabrał zwyczaju regularnego chodzenia do synagogi w Nazarecie i uczestniczenia w obrzędach religijnych. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać (4.16).

I chyba możemy słusznie założyć, że podstawę dla niektórych przypowieści i nauczania Jezusa mogły dać przeżycia z własnego dzieciństwa spędzonego w biednej rodzinie w Nazarecie. Jak napisał jeden z braci: „Połatane ubranie, gorączkowe poszukiwanie przez wdowę zgubionej monety o niewielkiej wartości, ojciec i dzieci dzielące jedno posłanie, jedna, powieszona wysoko lampa, by mogła oświetlić cały dom – wszystko to wydaje się odzwierciedlać borykanie się z biedą w okresie jego młodości” (Melva Purkis: A Life of Jesus, s. 25).

Chrzest

W końcu doszliśmy do następnego wydarzenia we wczesnym okresie życia Chrystusa, o którym cokolwiek wiemy: jego chrzcie, gdy miał trzydzieści lat, tuż przed kuszeniem go na pustyni i początkiem jego służby publicznej.

Dlaczego Jezus musiał zostać ochrzczony? Chrzest w Chrystusie obecnie wiąże się z odpuszczeniem przeszłych grzechów i rozpoczęciem nowego, duchowego życia. Chrzest Jana Chrzciciela cechował się tym samym: ci, którzy przychodzili do niego, wyznawali swoje grzechy, gdy byli przez niego chrzczeni, jak to opisuje św. Mateusz. Sugeruje się również, że Jan odmawiał ochrzczenia kogokolwiek przychodzącego do niego, kto szczerze nie odczuwał żalu.

Lecz to wszystko było całkowicie niestosowne w odniesieniu do Jezusa. Nie miał on przeszłych grzechów i widzieliśmy nieco przykładów jego wielkiej religijności nawet w dzieciństwie. Nie musiał zmieniać drogi swego życia; nie było tu potrzeby odczuwania żalu czy przebaczania. Przypuszczalnie dlatego Jan Chrzciciel z początku odmówił chrztu Jezusowi. Jak mógł grzeszny człowiek –nawet tak wielki jak Jan- chrzcić bezgrzesznego, bez skazy Syna Boga? Wydaje się być coś absolutnie niewłaściwego w takim czynie.

Ale wiemy, że Jezus nalegał: tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe (Mt 3.15). Powiedział w praktyce: „Jest właściwe, żebym został ochrzczony; właściwe, ponieważ bardziej niż inni ludzie to ja muszę wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Posiadam, tak jak każdy inny człowiek, śmiertelną naturę; jak każdy inny człowiek potrzebuję zbawienia poprzez ofiarę z samego siebie; nie mogę być postrzegany jako ktoś dystansujący się od wszystkich innych ludzi, ponieważ jeśli nie wypełnię wszystkiego, co sprawiedliwe, to nie zostanę zbawiony. Muszę, na początku mej służby publicznej, przedstawić symbolicznie to, co w rzeczywistości uczynię na końcu mej posługi. Na początku mej służby dobrowolnie i symbolicznie ofiaruję me życie i powstanę do życia powtórnie w tym akcie chrztu; na końcu mojej posługi dobrowolnie –lecz rzeczywiście i fizycznie- złożę w ofierze swoje życie; i zawierzę mojemu Ojcu, że mnie rzeczywiście i fizycznie wskrzesi do życia powtórnie”.

I jego mocne pragnienie i determinacja, by spełniać wolę swego Ojca we wszystkim –wypełnić wszystko, co sprawiedliwe- zostało otwarcie uznane przez jego Ojca, gdy akt chrztu Jezusa został dopełniony. Ojciec wiedział, że Jego Syn zwyciężył dotychczas każdą najmniejszą pokusę, które narzuca mu jego ludzka natura; Bóg widział pilność i miłość, z którymi Jego umiłowany Syn pragnął poznawać swego Ojca przez całe swoje dotychczasowe życie; i Bóg był właśnie świadkiem symbolicznej deklaracji Swego Syna, że jest on zdeterminowany wypełnić wolę Ojca, nawet jeśli oznaczało to śmierć na krzyżu. Nic więc dziwnego, że gdy Jezus powstał z wody chrztu, Ojciec złożył publiczne świadectwo o Swoim Synu: otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie (Mt 3.16-17).

Martin Southgate

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *