List do Hebrajczyków (cz. 16)

Doszliśmy oto do rozdziału 12. Pamiętajmy wciąż, do kogo analizowany przez nas list został pierwotnie napisany – adresatami byli chrześcijanie żydowskiego pochodzenia, którym groziło, iż zostaną przekonani przez Judaizujących do powrotu  do Prawa Mojżeszowego. Byli to ludzie, którzy tropili apostołów, jak to zostało opisane w Dziejach Apostolskich. Byli tymi, którzy snuli intrygi, kiedykolwiek mogli zaszkodzić wyznawcom Drogi, np.:

Dz 14.1-2 – A w Ikonium weszli również do synagogi żydowskiej i przemawiali tak, iż uwierzyło wielkie mnóstwo Żydów i Greków. Lecz Żydzi, którzy nie uwierzyli, podjudzili i rozjątrzyli pogan przeciwko braciom. Saul z Tarsu był jednym z najaktywniejszych prześladowców owych chrześcijan.

Zatem rozdział 12. rozpoczyna słowo Przeto  ze względu na to, co zostało napisane w rozdziale 11., rozdziale, w którym wspomniano  o wielu ważnych osobach wierzących w Boga, pochwalonych przez Boga za ich wiarę, a żyli oni na długo przed daniem Izraelowi Prawa za pośrednictwem Mojżesza. A jednak Bóg był z nich zadowolony, nie z powodu skrupulatnego przestrzegania Prawa, ale ponieważ wierzyli oni, że Bóg istnieje i że nagradza On tych, którzy Go wytrwale szukają.

Tak więc, list prezentuje przykłady wielu mężczyzn i kobiet, którzy nie żądali nagrody, aby sobie pochlebiać, że na nią zapracowali, ale byli wdzięczni, że Bóg chciał wspaniałomyślnie uznać ich za sprawiedliwych z powodu ich wiary w Niego i Jego obietnice. Prawdopodobnie żaden z nich nie mógłby twierdzić, iż jest sprawiedliwy. Każdy z nich wiedział, że jest grzesznikiem, któremu grzechy zostały wybaczone.

Hbr 12.1-2: Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami, patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego.

Świadkami byli ci pochwaleni za swą wiarę w rozdziale 11. Ale w jakim sensie byli oni świadkami? Użyto tu greckiego słowa „martur”, od którego pochodzi angielski wyraz „martyr” (męczennik). Męczennik daje świadectwo przez swoją śmierć, że wierzy on tak mocno w Boga i jego obietnice, że jest gotów za nie umrzeć. Tak więc wielki zastęp mężczyzn i kobiet wycierpiał tyle z tego samego powodu – ponieważ wierzyli oni mocno, iż są one prawdziwe. W taki sposób okazywali swą wiarę. Dlatego wierni na przestrzeni wieków stawiali ich sobie za przykład do naśladowania.

Stąd nauka – nie krępujmy samych siebie sprawami, które nas obciążają w tym metaforycznym biegu do zwycięstwa. Wszyscy wiemy, czym są owe uciążliwości i niekoniecznie są one dla każdego takie same. Czymkolwiek by one nie były, są one tymi czynnikami w naszym życiu, które utrudniają nam bieg. Istnieje tak wiele rzeczy w naszym życiu, które mogą być obciążeniem – rozproszenie uwagi, utrata z pola widzenia celu, spowodowana przez ambicje i dążności tego życia. Każdy z nas indywidualnie musi wybrać sobie priorytety, tak by nie potknąć się w naszym biegu. Jedną z takich przeszkód, kamieniem potknięcia, nazwany jest grzech.

Następnie zwraca się ich i naszą uwagę na wyjątkowego człowieka, wyjątkowego, gdyż nie popełnił on grzechu.

Hbr 12.2: Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.

Co znaczą słowa: Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala? Po pierwsze, odnotujmy, że słowa „nam” brak w greckim oryginale tekstu. Zdanie to brzmi zatem: Patrzmy na Jezusa, który w wierze przewodzi i ją wydoskonala.

Wiara ludzi wierzących wszystkich generacji wydoskonaliła się przez Jezusa. Jest on podstawą, na której budujemy naszą wiarę. Zostajemy usprawiedliwieni albo inaczej wydoskonaleni przez wiarę w niego.

Przypomina się nam o tej najważniejszej zasadzie w:

Rz 4.23-5.3 – A nie napisano tego, że mu poczytano tylko ze względu na niego, ale ze względu na nas, którym ma to być poczytane i którzy wierzymy w tego, który wzbudził Jezusa, Pana naszego, z martwych, który został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego. Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość;

Jeśli Chrystus nie umarłby za nasze grzechy i nie został wskrzeszony, nie byłoby podstawy do przebaczenia nam ani do usprawiedliwienia nas! Usuńmy Jezusa, a próżne będą nasze nadzieje. Jeśli Chrystus nie został wzbudzony z martwych, to wiara jest daremna; pozostajemy nadal w grzechu. Ale Chrystus naprawdę zmartwychwstał! 1 Kor 15.17.

Jezus cierpiał z ręki tych samych ludzi, którzy teraz czynili zamęt w głowach adresatów listu, został przez nich skazany na śmierć. Jezus zniósł upokorzenia i cierpiał, ponieważ wierzył w przyrzeczoną nagrodę i wyglądał jej z radością. Ta radość nadeszła, został wskrzeszony do całkowicie odmiennego życia, boskiej natury i zasiada teraz na tronie po prawicy Boga!

Do tego wszystkiego musi zostać dodana radość posiadania wiedzy o tym, że Jezus otworzył drogę do zbawienia dla wiernych wszystkich czasów, Żydów i nie-Żydów (pogan).

Po to znosił ciągłe odrzucenie i obelgi ze strony żydowskich przywódców, zakończone hańbiącą śmiercią. Wszystko to znosił cierpliwie. Jak prorokował Symeon:

Łk 2.34-35 – …rzekł do Marii, matki jego: Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą, i aby były ujawnione myśli wielu serc;

Rzeczywiście, myśli wielu serc zostały ujawnione i okazały się bardzo bezduszne!

Nauka skierowana do chrześcijan żydowskiego pochodzenia, do których adresowany był ten list, brzmiała zatem:

Hbr 12.3-6 – Przeto pomyślcie o tym, który od grzeszników zniósł tak wielkie sprzeciwy wobec siebie, abyście nie upadli na duchu, utrudzeni. Wy nie opieraliście się jeszcze aż do krwi w walce przeciw grzechowi…

Niektórzy w Judei stracili swoje życie, jak na przykład Szczepan i Jakub, inni byli bici, wielu spotkało się z brutalnością Saula z Tarsu. Pomimo to należy zrozumieć ważną zasadę:

Hbr 12.5-6 – i zapomnieliście o napomnieniu, które się zwraca do was jak do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pańskiego ani nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza; bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje.

Musieli słyszeć o tym, jak apostołowie zostali aresztowani i wychłostani, a przecież –

Dz 5.41 – odchodzili sprzed oblicza Rady Najwyższej, radując się, że zostali uznani za godnych znosić zniewagę dla imienia jego.

Jak napisał później Jakub:

Jk 1.2-4 – Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie, wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość, wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków.

Nauka: (w.7) – Jeśli znosicie karanie, to Bóg obchodzi się z wami jak z synami;

Cóż to za wyróżnienie! Bóg ich powołał, ale nie pozostawi ich samym sobie. Nie mówi: „płyń lub toń”. Nie, zamierza w pełni wyszkolić, zdyscyplinować i wykształcić Swych synów i Swe córki. Dokładnie przygotowuje ich do wiecznej wspólnoty ze Swym umiłowanym synem Jezusem oraz do objęcia w posiadanie dziedzictwa w Bożym królestwie. Tak więc wszystkich Jego synów czeka ostatecznie radość.

            Lecz historia ludzkości, jaką przedstawiono nam w Piśmie, uwidacznia, że pomimo ojcowskiego szkolenia przez Boga Jego dzieci często się przeciw Niemu buntowały. Jak czytamy w Księdze Ozeasza:

Oz 6.4-7 – Co ci mam uczynić, Efraimie? Co ci mam uczynić, Judo? Wszak wasza miłość jest jak obłok poranny i jak rosa, która szybko znika. Dlatego ociosywałem ich przez proroków, zabijałem ich słowami moich ust, i moje prawo wzeszło jak światłość. Gdyż miłości chcę, a nie ofiary, i poznania Boga, nie całopaleń. Lecz oni zerwali przymierze już w Adam, tam mi się sprzeniewierzyli.

Jak widać, uznanie Boga i obdarzanie Go trwałą miłością nie jest przyrodzoną cechą człowieka. Otrzymaliśmy wielką inteligencję, zdolności i wolność wyboru, jak je spożytkować. Nauka z Pisma, poczynając od Edenu, jest taka, że ludzka natura jest skłonna raczej, by ulegać swym skłonnościom, a nie korzystać z mądrości naszego Ojca. To oznacza, że miłość do naszego Ojca wymaga naszej stałości i skupienia. Nie jest ona czymś, o czym mamy myśleć tylko niekiedy, ale zawsze. Oznacza czytanie z miłością wszystkiego, co mówi nam w Swym Słowie, branie tego na poważnie, rozmawianie z Nim w modlitwie i czynienie tego, co – zgodnie z Jego wolą – powinniśmy.

Hbr 7-10: …bo gdzie jest syn, którego by ojciec nie karał? A jeśli jesteście bez karania, które jest udziałem wszystkich, tedy jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami. Ponadto, szanowaliśmy naszych ojców według ciała, chociaż nas karali; czy nie daleko więcej winniśmy poddać się Ojcu duchów, aby żyć? Tamci bowiem karcili nas według swego uznania na krótki czas, ten zaś czyni to dla naszego dobra, abyśmy mogli uczestniczyć w jego świętości.

abyśmy mogli uczestniczyć w jego świętości. To niezwykła zachęta. Jak wyjaśnia Piotr:

2 P 1.3-4 – Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i

pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę, przez które

darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami

boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość.

Rozważmy, co o Jezusie zostało powiedziane w wersecie 3. Znosił on nienawiść tych samych ludzi, którzy teraz próbują zniszczyć jego uczniów i chcą odciągnąć was z powrotem do Prawa. Adresaci tego listu znajdowali się w samym środku bardzo ciężkiej próby wiary. Był to przypadek „karania” (kształcenia) przez Boga. Czy pójdą za ludźmi, tymi, którzy skazali naszego Pana Jezusa na śmierć, czy też pójdą za Ojcem Pana Jezusa? Był to sprawdzian, test. Właściwa odpowiedź na ten test może wydawać się dla nas z perspektywy czasu oczywista, ale w owej chwili próby nie było to bynajmniej takie jednoznaczne dla tamtych uczniów.

w. 11 – Żadne karanie nie wydaje się chwilowo przyjemne, lecz bolesne

Wiemy z doświadczenia, że próba obrony Prawdy przed fałszywymi braćmi może być jedną z najcięższych prób, jakich kiedykolwiek doświadczyliśmy. Przeżył taką próbę Jezus, cierpiał także Paweł. Większość listów Pawła to obrona ewangelii Chrystusa przed tymi, którzy uważali samych siebie za usprawiedliwionych dzięki swym własnym uczynkom. Ci samousprawiedliwiający się ludzie byli wściekli, gdy im mówiono, że są grzesznikami tak jak wszyscy inni ludzie, zarówno Żydzi, jak i poganie/nie-Żydzi! Wszyscy tak samo byli zdani na łaskę i dobroć Boga.

Jednakże, jeżeli uczynią właściwie, uznając mądrość Ojca, to przekonają się, że karanie: później jednak wydaje błogi owoc sprawiedliwości tym, którzy przez nie zostali wyćwiczeni.

Jeśli tylko to zrozumieją, zobaczą, że werset ten zawiera ogromną naukę.

Jest to pierwsza z serii nauk wywiedzionych od Mojżesza i proroków, a pochodzi z Księgi Izajasza 32.17 i jest ona wezwaniem do kobiet w Jerozolimie:

Iz 32.17-18 – I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedliwości po wszystkie czasy. I zamieszka mój lud w siedzibie pokoju, w bezpiecznych mieszkaniach i w miejscach spokojnego odpoczynku.

Izrael był podobny do pustyni, pozbawiony owocu sprawiedliwości, do czasu, gdy duch Pana został wylany na nich z wysokości, tak że pustynia stała się urodzajnym polem… Boża sprawiedliwość zamieszka na pustyni; Jego sprawiedliwość – na urodzajnym polu. To Jezus, wylany na nich z wysokości, jak czytamy w Księdze Izajasza:

Iz 11.1-2 – I wyrośnie różdżka z pnia Isajego, a pęd z jego korzeni wyda owoc. I spocznie na nim Duch Pana; Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch poznania i bojaźni Pana.

Rozdział ten kończy wspaniały obraz: Nie będą krzywdzić ani szkodzić na całej mojej świętej górze, bo ziemia będzie pełna poznania Pana jakby wód, które wypełniają morze.

Tak więc pokój to przede wszystkim pokój z Bogiem. Wierny nie chce być wrogiem Boga, ponieważ wierzy w istnienie Boga i cierpliwie go szuka.

Dalsza nauka jest również bardzo trafna:

w. 12-13 – Dlatego opadłe ręce i omdlałe kolana znowu wyprostujcie, i prostujcie ścieżki dla nóg swoich, aby to, co chrome, nie zboczyło, ale raczej uzdrowione zostało.

Jeśliby tylko znali kontekst, to ta zachęta do powrotu do Chrystusa jest bardzo silna. Źródłem jest Księga Izajasza 35. Zaczyna się ten rozdział znów od metafory pustyni.

Iz 35.1-5 – Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia; niech się rozraduje i zakwitnie step! Niech jak złotogłów bujnie zakwitnie i weseli się, niech się raduje i wydaje radosne okrzyki! Chwała Libanu będzie mu dana, świetność Karmelu i Saronu; ujrzą one chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Wzmocnijcie opadłe ręce i zasilcie omdlałe kolana! Mówcie do zaniepokojonych w sercu: Bądźcie mocni, nie bójcie się! Oto wasz Bóg! Nadchodzi pomsta, odpłata Boża! Sam on przychodzi i wybawi was! Wtedy otworzą się oczy ślepych, otworzą się też uszy głuchych.

Hbr 12.14 – Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana,

Czytając między wierszami, walka pomiędzy Judaizującymi a wiernymi braćmi i siostrami, która miała  miejsce prawdopodobnie w zborze, nie doprowadzi do niczego innego, jak do pokoju. Domniemywa się, że tym zborem był zbór w Jerozolimie. Jerozolima była centrum judaizmu – ze świątynią, Sanhedrynem, pałacem arcykapłana, była też miejscem, gdzie zbierali się faryzeusze i saduceusze. Hbr 13.17 zdaje się wspierać takie przypuszczenie:

Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi i zdadzą z tego sprawę; niechże to czynią z radością, a nie ze wzdychaniem, gdyż to wyszłoby wam na szkodę.

Wiemy, że czasami jesteśmy nietolerancyjni odnośnie kwestii, które nie są zgodne z naszą tradycją, i robimy z tego raban. Paweł mówi bardzo jasno, że nie możemy narzucać naszych opinii innym. Oczywiście, nie dotyczy to zasad biblijnych. Przy innej okazji, w odniesieniu do pokarmu, Paweł napisał:

Rz 14.19-22 – Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu. Dla pokarmu nie niszcz dzieła Bożego. Wszystko wprawdzie jest czyste, ale staje się złem dla człowieka, który przez jedzenie daje zgorszenie. Dobrze jest nie jeść mięsa i nie pić wina ani nic takiego, co by twego brata przyprawiło o upadek. Przekonanie, jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto nie osądza samego siebie za to, co uważa za dobre.

Paweł udziela tutaj rad zborowi uprzednich pogan, chociaż znajdowali się w nim także bracia żydowskiego pochodzenia. Był to zbór w Rzymie, w którym rozpowszechnione było pogaństwo.

Natomiast zbór w Jerozolimie został tak ostrzeżony:

w. 15 – Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który rośnie w górę, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni…

Nauka ta nie mogłaby być bardziej trafna, gdyż wywodziła się od Mojżesza:

Pwt 29.16-18 – Widzieliście obrzydliwe ich bałwany i bożki z drzewa i kamienia, ze srebra i złota, jakie są u nich. Niechże nie będzie wśród was mężczyzny ani kobiety, ani rodziny, ani plemienia, których serce odwróciłoby się dziś od Pana, Boga naszego, aby pójść i służyć bogom tych narodów. Niechaj nie będzie wśród was korzenia, wydającego truciznę i piołun, który by, słysząc słowa tego zaprzysiężonego przymierza, pochlebiał sobie w swoim sercu, mówiąc: Dobrze mi będzie, choćbym nawet trwał w zatwardziałości swego serca. To doprowadziłoby do tego, że zostałoby zniszczone to, co nawodnione, wraz z tym, co wyschnięte.

Tacy mieli być zabici. Oczywiście, wydaje się to bardzo ostrym stwierdzeniem według opinii ludzi żyjących w XXI wieku, którzy chcą dawać przyzwolenie i tolerować każdą ludzką zachciankę i każdy nałóg. Lecz, jeśli Izrael postąpiłby zgodnie z nakazami Mojżesza, niezliczona rzesza Izraelitów nie odpadłaby od Boga i nie zginęłaby. Posłuszeństwo wiodłoby do zbawienia.

Następna lekcja dotyczy bluźnierstwa niebrania na poważnie Bożych obietnic.

w. 16-17 – żeby nikt nie był rozpustny lub lekkomyślny jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał pierworodztwo swoje. A wiecie, że potem, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie uzyskał bowiem zmiany swego położenia, chociaż o nią ze łzami zabiegał.

Punkt kulminacyjny następuje w następnym pouczeniu:

w. 18-21 – Wy nie podeszliście bowiem do góry, której można dotknąć, do płonącego ognia, mroku, ciemności i burzy ani do dźwięku trąby i głośnych słów, na których odgłos ci, którzy je słyszeli, prosili, aby już do nich nie przemawiano; nie mogli bowiem znieść nakazu: Gdyby nawet zwierzę dotknęło się góry, ukamienowane będzie. A tak straszne było to zjawisko, iż Mojżesz powiedział: Jestem przerażony i drżący.

To przypomnienie doświadczeń Izraela pod górą Synaj. Było ono tak przerażające, że błagali Mojżesza, by Bóg nie przemawiał już do nich nigdy więcej.

Pwt 18.15-19 – Proroka takiego jak ja jestem, wzbudzi ci Pan, Bóg twój, spośród ciebie, spośród twoich braci. Jego słuchać będziecie. Według tego, jak prosiłeś Pana, Boga twego, na Horebie, w dniu zgromadzenia, mówiąc: Nie chciałbym już słyszeć głosu Pana, Boga swego, i patrzeć nadal na ten wielki ogień, abym nie zginął, Pan rzekł do mnie: Słusznie powiedzieli. Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty. Włożę moje słowa w jego usta i będzie mówił do nich wszystko, co mu rozkażę. Jeśli więc kto nie usłucha moich słów, które on mówić będzie w moim imieniu, to Ja będę tego dochodził na nim.

Jakże to mocna nauka, jeśliby tylko byli czujni co do źródła jej pochodzenia!

Dla wielkiego kontrastu, jeśliby tylko to zrozumieli, że nie zbliżyli się do grozy Synaju, wierząc w Jezusa, lecz do góry Syjon, do radosnych i cudownych rzeczy.

w. 22-24 – Lecz wy podeszliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego, do Jeruzalem niebieskiego i do niezliczonej rzeszy aniołów, do uroczystego zgromadzenia [radosnego zgromadzenia] i zebrania pierworodnych, którzy są zapisani w niebie, i do Boga, sędziego wszystkich, i do duchów ludzi sprawiedliwych, którzy osiągnęli doskonałość, i do pośrednika nowego przymierza, Jezusa, i do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla.

To najbardziej głęboka sentencja. Cóż ona mówi?

  1. podeszliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego, do Jeruzalem niebieskiego.

Paweł pisał o kontraście pomiędzy alegoriami góry Synaj i Syjonem w

Gal 4.24-31: Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny: niewiasty te wyobrażają dwa przymierza; jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar: Synaj jest to góra w Arabii, a odpowiednikiem jej jest obecne Jeruzalem. Ono bowiem wraz ze swoimi dziećmi trwa w niewoli. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. [tzn Sarą]

W Księdze Objawienia 3.11-12 czytamy: Przyjdę niebawem: Trzymaj, co masz, by nikt twego wieńca nie zabrał! Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego i już nie wyjdzie na zewnątrz. I na nim imię Boga mojego napiszę i imię miasta Boga mojego, Nowego Jeruzalem, co z nieba zstępuje od mego Boga, i moje nowe imię.

Miasto to zostało opisane dokładniej w Obj 21 i jest wzmocnione przez inny symbol – oblubienicy, żony Baranka.

  • i do niezliczonej rzeszy aniołów, do uroczystego zgromadzenia [radosnego zgromadzenia].

Czyż nie są to służebne duchy z Hbr 1.14, posłane do służenia tym, którzy dostąpią zbawienia? Czyż nie cieszyliby się odniesionym w swym dziele sukcesem? Pamiętamy również niezliczoną rzeszę aniołów z Obj 5.11, śpiewających na chwałę Baranka, który został zabity i godzien był wziąć moc i bogactwo, i mądrość, i siłę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo.

Czyż nie powiedział Jezus:

Łk 15.7 – Powiadam wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania.

  • i zebrania pierworodnych, którzy są zapisani w niebie.

To odniesienie do Hbr 3.6 – lecz Chrystus jako syn był ponad domem jego [Boga; kontrast pomiędzy Mojżeszem jako sługą w domu Boga a Jezusem, Jego synem]; a domem jego my jesteśmy, jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność i chwalebną nadzieję.

Do tego zgromadzenia podeszliśmy, do tych wiernych wszystkich wieków, którzy zachowali niewzruszenie nadzieję.

  • którzy są zapisani w niebie, tj. których imiona są zapisane w księdze życia.

Obj 3.5 – Zwycięzca zostanie przyobleczony w szaty białe, i nie wymażę imienia jego z księgi żywota, i wyznam imię jego przed moim Ojcem i przed jego aniołami.

  • i do Boga, sędziego wszystkich.

To oczywiste, że jest nim Bóg. Dz 17.31 – wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych.

  • i do duchów ludzi sprawiedliwych

Hbr 12.9 – Ponadto, szanowaliśmy naszych ojców według ciała, chociaż nas karali; czy nie daleko więcej winniśmy poddać się Ojcu duchów, aby żyć?

Mojżesz i Aaron, wstawiając się za Izraelem –

Lb 16.22 – upadli na swoje oblicza i rzekli: Boże, Boże duchów wszelkiego ciała! Czy jeżeli zgrzeszy jeden mąż, będziesz się gniewał na cały zbór?

Słowo „duch” ma wiele znaczeń, zależnie od kontekstu. Jego pierwotne znaczenie to „wiatr” lub „oddech/dech”, i w tym przypadku takie właśnie wydaje się mieć znaczenie. Bóg jest stwórcą wszystkiego, co oddycha. Jednakże nie wszystkie istoty, które oddychają, podeszły do zgromadzenia, lecz ci, którzy osiągnęli doskonałość. Dlatego następna fraza brzmi: do pośrednika nowego przymierza, Jezusa.

To przymierze widzieliśmy już, wspomniane niejednokrotnie w omawianym liście. To przymierze, o którym pamiętamy za każdym razem, gdy łamiemy chleb i pijemy wino. Jest ono o wiele lepsze od przymierza zawartego pod górą Synaj. Boże prawa zostaną wypisane w sercach wiernych, a nie na kamieniu, i umożliwi ono przebaczenie grzechów. Niestety, serca Izraela pozostały kamienne i takie pozostaną do czasu, kiedy Bóg usunie ich kamienne serca, a da im serca mięsiste, co im przyrzekł, jak czytamy w Księdze Ezechiela 36.

Przelana krew Jezusa, którą uwierzytelniono nowe przymierze, miała zatem o wiele większe znaczenie, niż krew Abla.

A teraz sens tego wszystkiego, co się wcześniej wydarzyło:

Hbr 12.25-29 – Baczcie, abyście nie odtrącili tego, który mówi; jeśli bowiem tamci, odtrąciwszy tego, który na ziemi przemawiał, nie uszli kary, to tym bardziej my, jeżeli się odwrócimy od tego, który przemawia z nieba. Ten, którego głos wtenczas wstrząsnął ziemią, zapowiedział teraz, mówiąc: Jeszcze raz wstrząsnę nie tylko ziemią, ale i niebem. Przeto okażmy się wdzięcznymi, my, którzy otrzymujemy królestwo niewzruszone, i oddawajmy cześć Bogu tak, jak mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią. Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym.

Geoffrey Mitchell

List do Hebrajczyków (cz. 15)

Zatem, w kontekście całego Listu do Hebrajczyków, doszliśmy do punktu kulminacyjnego. Jego siła zawiera się w słowach:

Hbr 10.26 – Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy, tj. jeśli ktoś porzuca ciało Chrystusa i powraca do zgromadzenia tych, którzy są zwolennikami Prawa Mojżeszowego, to oczywiście, nie ma w tym wypadku dlań ofiary przebłagalnej za grzechy. Wybaczenie następuje poprzez wiarę w ofiarę Chrystusa, który umarł za nasze grzechy i został wskrzeszony dla naszego usprawiedliwienia. Traktowanie ofiary Chrystusa z takim brakiem szacunku może przynieść jedynie  jakieś przerażające oczekiwanie sądu i żar ognia, który ma trawić przeciwników. Kto przekracza Prawo Mojżeszowe, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie dwóch albo trzech świadków. Pomyślcie, o ileż surowszej kary stanie się winien ten, kto by podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew Przymierza, przez którą został uświęcony, i obelżywie zachował się wobec Ducha łaski. Znamy przecież Tego, który powiedział: Do Mnie [należy] pomsta i Ja odpłacę. I znowu: Sam Pan będzie sądził lud swój. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego (Hbr 10.27-31).

To niezwykle ostre słowa.

Dlatego piszący je wzywa adresatów listu, by przypomnieli sobie, jakimi byli oddanym członkami ciała Chrystusowego. Absolutnie nie powinni  powracać do Prawa, które zostało usunięte i w  żadnym wypadku nie mogło ich zbawić.

Hbr 10.32-39:

Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień, już to będąc wystawieni publicznie na szyderstwa i prześladowania, już to stawszy się uczestnikami tych, którzy takie udręki znosili. Albowiem współcierpieliście z uwięzionymi, z radością przyjęliście rabunek waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwającą. Nie pozbywajcie się więc nadziei waszej, która ma wielką zapłatę. Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Jeszcze bowiem za krótką, za bardzo krótką chwilę przyjdzie Ten, który ma nadejść, i nie spóźni się. A mój sprawiedliwy z wiary żyć będzie, jeśli się cofnie, nie upodoba sobie dusza moja w nim. My zaś nie należymy do odstępców, którzy idą na zatracenie, ale do wiernych, którzy zbawiają swą duszę.

Po tym pełnym pasji wezwaniu następują przykłady z historii ludzi, którzy wykazali się wiarą w Boże obietnice. Ale zauważmy, że wielu spośród nich żyło na długo przed czasem otrzymania przez Izraelitów Prawa. Oczywiste jest więc, że Prawo nie mogło ich zbawić! Zbawienie zależało od ich wiary i łaski Boga. Bóg rzekł do Abrahama, iż poczytane mu zostało to ku usprawiedliwieniu, że uwierzył Bogu.

Tak więc rozdział 11 rozpoczyna odpowiedź na pytanie, czym jest wiara? Znajdujemy ją w wyjaśnieniu, co ona sprawia. Czyni ona człowieka pewnym tego, w co wierzy, tj. pewnym jego nadziei. Chociaż tej nadziei nie widać obecnie, i nie może być ona widoczna, tym niemniej wiara, że jest ona czymś realnym i niezawodnym, zakłada zaufanie do Boga, który jest dawcą tej nadziei. To, co widzimy, zawsze było najważniejszym dowodem istnienia czegoś lub kogoś. Natomiast przekonanie o istnieniu czegoś, czego na razie nie można zobaczyć, wymaga wiary.

Umocnieniu tego przekonania służyć miały przedstawione w następnych wersetach listu przykłady wiary. Są to przykłady wybitnych mężczyzn i kobiet, takich jak patriarchowie narodu żydowskiego oraz obdarzany niezwykłym szacunkiem Mojżesz.

Jednakże pierwszy przykład wiary to arcyważny akt stwarzania, zapisany w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju. Jakie to niezwykle, że to my, żyjący w dniach ostatnich, musimy bronić tej ważnej prawdy! Dzięki wierze jesteśmy przekonani, że wszechświat powstał poprzez słowo Boga. Bóg przemówił dziesięć razy i wszystko, co widzimy i znamy, zaistniało. To, co widoczne (dowód naszych oczu) zostało stworzone dzięki słowu Boga. Tak więc wiara nie jest konieczna, by uwierzyć w istnienie świata, jest on doskonale widoczny i napawa nas zdumieniem. To w istnienie Stwórcy musimy uwierzyć! Rzeczywiście, werset 6 rozwija tę myśl, ponieważ bez wiary nie możemy podobać się naszemu Stwórcy; ponadto, jeśli nie wierzymy w Jego istnienie, to na próżno Go szukamy. Nie tylko musimy wierzyć, że Bóg Swym słowem stworzył wszystko, stworzył z niczego cudowne rzeczy, które widzimy na własne oczy, musimy wierzyć także, że nagrodzi On tych, którzy w Niego wierzą i Go szukają. Jednakże ludzie w kraju, w którym jesteśmy obcymi i przybyszami, odrzucają świadectwo swoich oczu i nie chcą widzieć ręki Stwórcy w tym, co postrzegają ich własne oczy.

Moglibyśmy więc zapytać, czy my mamy wiarę podobną do tej, jaką mieli ci ludzie żyjący wieki temu? Z pokorą możemy odpowiedzieć: „Tak” na to pytanie. Wierzymy, że to, co Bóg przekazał w Księdze Rodzaju 1, jest prawdą. Także szukamy Go w Jego słowie i wierzymy w Jego obietnicę zbawienia.

Mamy w tym rozdziale niesamowite stwierdzenia, które trudno nam pojąć. Werset 16 mówi, że: Bóg nie wstydzi się być nazywany ich Bogiem. Bóg nie czuje się zakłopotany tym, że jest łączony z nami. Nie uchybia Mu, że nazywamy Go naszym Bogiem.

Rzeczywiście, czytaliśmy już, że Bóg cieszy się tymi, którzy Go szukają. Trudno nawet sobie wyobrazić, jaką moglibyśmy mieć większą zachętę, a jednak Pismo zapewnia nas, że jesteśmy Jego dziećmi, jest On naszym Ojcem, i że dał On Swego umiłowanego i bez skazy syna, by umarł za nas, byśmy mogli się z Nim pojednać. Bóg uczynił wszystko, aby nam umożliwić przyjście do Siebie, by mógł nam dać wspaniałe rzeczy, które przyrzekł.

Skoro mamy tak kochającego Boga, nie jesteśmy jak ci, którzy Go nie znają. Dla nich życie jest ulotne, więc muszą je wykorzystać w pełni i trzymać się go mocno. Jak to jasno widzimy podczas składania do grobu kogoś z nas, uczucie smutku i żałobę przewyższa pewność zmartwychwstania do nieporównanie lepszego życia. Ci, o których przypomina się w tym rozdziale z powodu ich wielkiej wiary, nie weszli jeszcze do obiecanego dziedzictwa, ponieważ pamiętając i o nas, Bóg obmyślił lepszy plan, że jedynie razem z nami osiągną oni swą doskonałość. Owa doskonałość została opisana w 1 Kor 15 jako: nieskażona, nieśmiertelna.

Hbr 11.13-14 – Wszyscy oni poumierali w wierze, nie otrzymawszy tego, co głosiły obietnice, lecz ujrzeli i powitali je z dala; wyznali też, że są gośćmi i pielgrzymami na ziemi. Oczekiwali oni miasta, którego budowniczym był sam Bóg.

Pierwszą spośród osób wymienionych w 11. rozdziale listu jest Abel. Możemy się zastanawiać, jaki związek miała wiara ze złożoną przez niego ofiarą? Zwierzę, złożone Bogu w ofierze, pochodziło z jego własnego stada i był to dowód prawości Abla, podczas gdy ofiara Kaina taką nie była i nie została przez Boga przyjęta.

Wnioskujemy z tych przesłanek, iż Abel zrozumiał naukę udzieloną mu przez rodziców na temat nasienia kobiety i nasienia węża. Musiał on wiedzieć, że nasienie kobiety będzie cierpieć z rąk nasienia węża w trakcie miażdżenia głowy węża. Więcej, że wąż zostanie unicestwiony. Ten, który kusił kobietę i wprowadził na świat śmierć, by uciemiężyć ją i wszystkich jej potomków, zostanie pokonany, a życie będzie przywrócone wiernym.

Abel musiał być pouczony o sposobie, w jaki Bóg zakrył grzech jego rodziców poprzez przelanie krwi zabitego zwierzęcia, zapewne baranka, i zakrycie w ten sposób ich nagości. Rozumiał on akt odkupienia zaoferowany przez Boga.

Wiara Abla w ewangelię zbawienia, ukazaną w sposób metaforyczny w tym akcie, sprawiła, iż złożył Bogu właściwą ofiarę. Ale czyniąc właściwie i będąc za to pochwalonym, wzbudził złość Kaina, który zamordował swojego młodszego brata. Tym samym mamy tu ilustrację przypowieści: wąż (Kain) ukąsił nasienie kobiety (Abla) w piętę. Stąd przelana krew Abla nadal do nas mówi. Mówi o nadchodzącej śmierci Jezusa w odległej przyszłości. A zmartwychwstanie Jezusa sprawiło, że życie było możliwe do otrzymania przez tych ludzi, którzy mieli wiarę Abla. Jego śmierć mówi do nas, iż utrata obecnego życia nie jest istotna w kontekście wieczności.

Wiemy, iż ofiara Kaina składała się z płodów ziemi. Symbolicznie ziemia oznacza człowieka, został on uczyniony z ziemi, więc płody grzesznej ludzkiej natury nie mogły prowadzić do zbawienia. Jak to opisuje Paweł: Pierwszy człowiek jest z prochu ziemi, ziemski. Taki człowiek nie może odziedziczyć królestwa Boga, gdyż skażone, nie odziedziczy tego, co nieskażone (1 Kor 15.47-48). Kain widocznie albo nie rozumiał tej zasady, albo się przeciw niej zbuntował.  Tak więc powrócił do ziemi, z której powstał, by zginąć na zawsze.

Ta kwestia pojawia się również w przypadku Noego. Ludzkość skaziła ziemię do takiego stopnia, że Bóg był tak rozczarowany swym stworzeniem, iż był gotów je unicestwić. Noe, jako jedyny, wierzył słowu Boga odnośnie do uśmiercenia wszystkiego, co oddycha. Wziął sobie do serca pouczenie Boga i przygotował arkę, by uratować swoją rodzinę. Możemy przeczytać opis tego zdarzenia w ciągu zaledwie kilku minut, ale Noe wszak odłożył na bok wszystkie inne zajęcia, by zbudować tę ogromną konstrukcję. Prawdopodobnie zajęło mu to 120 lat ciężkiej pracy celem ratowania swej rodziny przed skutkami kataklizmu, którego ludzkość nie doświadczyła nigdy wcześniej. Wyobrażamy sobie tę łódź, budowaną daleko od morza, więc wyszydzaną przez innych ludzi, gdyż wydawało się im to przedsięwzięcie zwyczajną głupotą. Wiara Noego przejawiała się w ciągu dekad, kiedy ścinał on setki drzew, obrabiał na deski i wręgi, mocował je w jakiś sposób, uszczelniał potężny kadłub statku i go ekwipował. Było to monumentalne przedsięwzięcie i dokładnie w dniu, gdy Bóg zamknął za Noem i jego rodziną wejście do arki, a deszcz lunął z nieba, ludzie przekonali się o słuszności jego wiary. Wszyscy, z wyjątkiem ośmiu osób składających się na rodzinę Noego, zginęło w wodach potopu, w który nikt z tych ludzi nie wierzył!

W dostępny nam sposób głosimy koniec tego świata, jak to zostało przyrzeczone w słowie Boga, oraz to, że aby uniknąć unicestwienia, człowiek musi uwierzyć w ewangelię i zostać ochrzczony w Chrystusie. Wiemy, że uważa nas się za ludzi głupich, ludzi, którzy wierzą w prawdziwość Biblii. Ale jesteśmy pewni, że nasza wiara również w końcu zwycięży. Tak właśnie uzewnętrzniamy tę naszą wiarę.

Piotr pisze, że Bóg cierpliwie czekał na Noego, by ten ukończył arkę, aby mógł być on uratowany przed wodami potopu. Cała jego rodzina bezpiecznie przetrwała czas potopu, co Piotr porównuje z chrztem. Woda potopu zapowiadała chrzest, który nas ocala. Apostoł dodaje, że chrzest nie jest obmyciem z brudu cielesnego, lecz prośbą do Boga o dobre sumienie, a ono przynosi zbawienie przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Następny przykład jest tak ważny, że poświęcono mu dwanaście spośród czterdziestu wersetów w omawianym rozdziale. Dotyczy on Abrahama i Sary. Tego Abrahama, którego przeciwnicy Jezusa, faryzeusze, nazywali swoim ojcem Abrahamem. Stąd dla chrześcijan żydowskiego pochodzenia, zastanawiających się nad powrotem do judaizmu, Abraham był kluczową postacią. To z pewnością wyjaśnia, dlaczego Abraham zajmuje tak prominentne miejsce w tym rozdziale listu. Abraham jest wymieniony 75 razy w Nowym Testamencie. Bardzo ważne objaśnienie niezwykłej wagi kwestii usprawiedliwienia przez wiarę jest oparte właśnie na relacji Boga z Abrahamem.

Hbr 11.17-19:

Przez wiarę Abraham przyniósł na ofiarę Izaaka, gdy był wystawiony na próbę, i ofiarował jednorodzonego, on, który otrzymał obietnicę, do którego powiedziano: Od Izaaka nazwane będzie potomstwo twoje. Sądził, że Bóg ma moc wskrzeszać nawet umarłych; toteż jakby z umarłych, mówiąc obrazowo, otrzymał go z powrotem.

To bez wątpienia typ prawdziwej śmierci i zmartwychwstania Jezusa, tego Jezusa, który został zabity zgodnie z wolą swego ojca i wskrzeszony z martwych także przez swego ojca do chwały i nieśmiertelności. To z pewnością miał na myśli Jezus, mówiąc: Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać dzień mój, i oglądał, i radował się (J 8.56).

Przykład Abrahama jest naprawdę znaczący. Ten patriarcha czekał 25 lat na własnego syna; Izaak był prawdopodobnie przynajmniej nastolatkiem, gdy jego ojciec został poddany temu strasznemu testowi wiary.

Łatwo sobie wyobrazić radość Abrahama, kiedy jego ręka została powstrzymana, a oczy skierowane na barana uwięzionego za rogi w zaroślach.

Spisany pod natchnieniem komentarz Pawła odnośnie do zdumiewającej wiary Abrahama tak podsumowuje ten przykład:

Rz 4.16-22 – Przeto obietnica została dana na podstawie wiary, aby była z łaski i aby była zapewniona całemu potomstwu, nie tylko temu, które polega na zakonie, ale i temu, które ma wiarę Abrahama, ojca nas wszystkich, jak napisano: Ustanowiłem cię ojcem wielu narodów, zapewniona przed Bogiem, któremu zaufał, który ożywia umarłych i który to, czego nie ma, powołuje do bytu. Abraham wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, uwierzył, aby się stać ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co powiedziano: Takie będzie potomstwo twoje. I nie zachwiał się w wierze, choć widział obumarłe ciało swoje, mając około stu lat, oraz obumarłe łono Sary; i nie zwątpił z niedowiarstwa w obietnicę Bożą, lecz wzmocniony wiarą dał chwałę Bogu, mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał, ma moc i uczynić. I dlatego poczytane mu to zostało za sprawiedliwość.

Następna sławna osoba obecna w tym rozdziale to Mojżesz. Mojżesz, któremu dano Prawo. To samo Prawo, które teraz się zdezaktualizowało! Ten, którego Prawo uczeni w Piśmie i faryzeusze zdawali się wypełniać co do joty, chociaż w rzeczywistości zagubili jego cel w swej akademickiej tradycji. Jak znaczące są zatem fakty z życia Mojżesza?

Po pierwsze, wszystkie mają związek z jego wiarą, a po drugie, wszystkie miały miejsce przed daniem Prawa na górze Synaj. Mojżesz odmówił uznania siebie za syna córki faraona, woląc być związany ze swym własnym ludem. Tak więc odrzucił przyjemności i luksusy egipskiego dworu faraona.

Hbr 11.26 – Uważał bowiem za większe bogactwo znoszenie zniewag dla Chrystusa niż wszystkie skarby Egiptu, gdyż patrzył na zapłatę.

Ta zapłata musiała być widziana w dziele nasienia kobiety, z którym związane były obietnice dane Abrahamowi. Błogosławieństwo poprzez Abrahama i jego nasienie/potomka – objęcie w posiadanie ziemi Kanaan na zawsze. Do nich zostały dodane błogosławieństwa Jakuba skierowane do jego synów, zwłaszcza te przekazane Judzie i Józefowi. Ta wiedza musiała być wpojona Mojżeszowi przez jego bogobojnych rodziców w owym krótkim czasie, zanim został on oddany córce faraona. Jego wiara w Boże obietnice była dlań o wiele ważniejsza, niż splendor egipskiego dworu.  Zostały mu przekazane na pewno niezwykłe zdarzenia z życia Józefa, jak dzięki Bożej opatrzności stał się on zbawcą świata.

Czy Mojżesz rozmawiał o swej wierze na dworze faraona? Jeśli tak, to nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby z niego drwiono i ganiono go za – jak się wydawało – absurdalne nadzieje, szczególnie że lud, którego te obietnice dotyczyły, był w niewoli Egipcjan.

List do Hebrajczyków nie wspomina o wielkiej ufności, jaką musiał mieć ten najskromniejszy z ludzi, chodząc wielokrotnie do faraona, aby go ostrzec przed kolejnymi niszczącymi plagami. Mówiąc po ludzku, faraon miał władzę, by zwyczajnie skazać nękającego go Mojżesza na śmierć.

Ale zaufanie Mojżesza do Boga było w tym czasie już niezwykle ugruntowane. Dzięki swej wierze obchodził Paschę, będąc przekonanym, że ta straszna plaga, która dotknie w tak dramatyczny sposób tej samej nocy Egipcjan, oszczędzi Izraelitów, którzy posłusznie wypełnili nakaz Boga.

Przez wiarę Mojżesz poprowadził Izraelitów przez dno Morza Czerwonego jak po suchym lądzie, podczas gdy woda zalała ścigające ich oddziały wojska faraona. Faraon i jego potężna armia zginęli, a Izraelici zostali symbolicznie ochrzczeni w tym samym morzu i otrzymali nadzieję objęcia w posiadanie ziemi obiecanej Abrahamowi.

Te przykłady powinny w sposób bardzo dobitny przekonać Hebrajczyków, by nie odwracali się od zbawienia w Chrystusie.

My, nie-Żydzi, nie potrzebujemy takiego przekonywania, ale uwielbiamy ten 11. rozdział listu do Hebrajczyków za pokazanie jeszcze wielu innych przykładów wiary. Rzeczywiście, postrzegamy siebie jako osoby niezwykle uprzywilejowane, że Bóg czekał, by i nas włączyć do Swych obietnic. Jak Bóg czekał, aż arka została ukończona, tak czeka i teraz, zanim przeznaczeni do zbawienia nie wejdą do arki.

Hbr 11.39-40 – A wszyscy ci, choć dla swej wiary zdobyli chlubne świadectwo, nie otrzymali tego, co głosiła obietnica, ponieważ Bóg przewidział ze względu na nas coś lepszego, mianowicie, aby oni nie osiągnęli celu bez nas.

Obyśmy my posiadali zdrowy rozsądek, by trzymać się wspaniałej nadziei, na którą otworzono nam oczy, jak dotąd niewidocznej. Nie bądźmy tak niemądrzy, by wzgardzić łaską, przez którą możemy być zbawieni.

„… bójcie się raczej tego, który może i duszę, i ciało zniszczyć w piekle” Mat.10;28

Kiedykolwiek spotykamy w Biblii słowa Jezusa Chrystusa, są one warte naszej najwyższej uwagi. Czytając przytoczony powyżej werset, wydaje się, iż potwierdza on tradycyjny pogląd chrześcijan, że jednym z przeznaczeń człowieka po śmierci jest pobyt w „piekle”.

Jednakże werset ten zawiera więcej treści, niż widzimy to na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim, znajduje się w nim stwierdzenie, które wydaje się być w sprzeczności z tradycyjnym postrzeganiem „piekła”. Podstawowa idea „piekła” jest taka, że jest to „miejsce wieczystej męki”. Natomiast Jezus mówi, iż zarówno dusza, jak i ciało zostaną zniszczone w piekle. Jeśli dusza podlega zniszczeniu, to nie może cierpieć wieczystej męki. To oznacza, że słowa Jezusa stoją w sprzeczności z tradycyjnym rozumieniem piekła przez chrześcijan.

Próbując przestudiować, co stwierdzenie to znaczy, musimy przyjrzeć się dwóm słowom w cytowanym wersecie: „dusza” oraz „piekło”.

Nowy Testament został pierwotnie spisany w języku greckim. Grecki wyraz „psyche” tłumaczony jako „dusza” w Mt 10 znaczy „dech/oddech”. Wyraz tłumaczony jako „piekło” w Mt 10.28 to greckie słowo „Gehenna”, czyli nazwa miejsca powiązanego ze Starym Testamentem i jego hebrajską nazwą Dolina Hinnom.

Musimy przyjrzeć się obydwu tym słowom z pieczołowitością, w ich kontekście, by zrozumieć dokładnie, o czym mówił Jezus.

Dolina Hinnom wygląda bardzo spokojnie obecnie, ale w czasach Jezusa było to dosłownie „piekło” na Ziemi.

Gdzie znajduje się Gehenna?

Nazwę tę nosi jedna z dolin tuż za murami Jerozolimy, która była używana w czasach rządów niektórych z królów znanych nam ze Starego Testamentu do składania ofiar z dzieci (por. np. 2 Krl 23.10). Jezus wspominał o Dolinie Hinnom przy różnych okazjach. Dwa najbardziej znane tego przykłady znajdują się w ewangelii Mateusza, rozdziałach 5. i 18., gdzie Jezus mówi, że lepiej jest utracić część swego ciała, niż gdyby całe ciało miało iść „do piekła” (gehenny). Tego samego słowa Jezus używa w 10. rozdziale ewangelii Mateusza.

W Starym Testamencie mamy podobny opis, jak w Mateusza 10. Księga Izajasza 66 zawiera proroctwo, w którym przedstawia się tych, którzy przybędą do odnowionego Jeruzalem, by czcić tam Boga Izraela (Jahwe). Wyjdą oni poza miasto i będą oglądać trupy ludzi, którzy odstąpili ode mnie; bo robak ich nie zginie, a ogień ich nie zgaśnie i będą obrzydliwością dla wszelkiego ciała (Iz 66.24). To opis nie „piekła”, a następstwa sądu Boga nad Izraelem.

Opis ten w oczywisty sposób jest powiązany ze słowami Jezusa, kiedy stwierdza on, iż lepiej jest dla ciebie wejść do żywota kalekim lub chromym, niż mając obydwie ręce lub obydwie nogi być wrzuconym do ognia wiecznego (Mt 18.8). Jezus mówi po prostu, że lepiej jest wejść do żywota wiecznego w Bożym królestwie, mając coś „odciętego” w obecnym życiu, niż być jak ci, o których była mowa w Izajasza 66, którzy ponieśli karę po osądzeniu ich przez Boga za to, że się przeciw Niemu zbuntowali. To powiązanie pomaga nam lepiej zrozumieć słowo „dusza”, w tłumaczeniu dosłownym: „dech/oddech”. Jezus mówił o baniu się Boga, który może zniszczyć ciało i duszę (dech/oddech), czyli samo życie, podczas Swego sądu (jak to opisuje Księga Izajasza 66).

Mapa Jerozolimy w czasach Chrystusa

Dolina Hinnom znajduje się na dole, naprzeciwko południowo-zachodniej części miasta. Dolina, splugawiona pogańskimi rytuałami składania w ofierze dzieci, była miejscem, gdzie bezustannie płonął ogień, w którym palono śmieci wyrzucane z miasta.

Nie bójcie się

Spójrzmy zatem na kontekst słów Jezusa. W 10. rozdziale ewangelii Mateusza Jezus mówił do swych 12 wybranych uczniów, zanim posłał ich, by głosili dobrą nowinę o królestwie Boga. Jezus jasno im przedstawił problemy, z którymi mogą się spotkać w czasie tej misji. Zapowiedział im, że będą bici, biczowani i znienawidzeni, lecz Jezus powiedział im też, by się nie bali tymi słowami: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy [oddechu/dechu] zabić nie mogą… Następnie rzekł: Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10.28).

Co znaczy słowo „dusza”?

Musimy przypatrzeć się temu wersetowi szczegółowo. Jezus powiedział, że wrogowie uczniów mogą zabić ich ciała, ale nie ich duszę (oddech/dech). Co to oznacza? Czy to znaczy, że ludzie mają „duszę nieśmiertelną”, którą może zabić jedynie Bóg? Sugerujemy, że nie mamy tu do czynienia z takim przypadkiem. By zrozumieć to wyrażenie, musimy przejść do samego początku Biblii, do Księgi Rodzaju:

ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą.

Rdz 2.7

W czasie stwarzania Adama zapis biblijny mówi nam, że Bóg tchnął w nozdrza jego dech życia.

To pokazuje moc Boga i Jego władzę nad wszelkim Bożym stworzeniem, co zostało rozwinięte w Księdze Joba, gdzie Elihu mówi:

Gdyby wziął z powrotem do siebie swojego ducha i ściągnął w siebie swoje tchnienie, a wszelkie ciało zaginie i człowiek w pył się obróci.

 Job 34.13-14

Jezus poniósł śmierć na krzyżu, ale na trzeci dzień Bóg przywrócił mu jego „dech/oddech”. Władze rzymskie i żydowskie mogły „zniszczyć” jego ciało, lecz nie mogły „zniszczyć” jego „oddechu”, który Bóg może przywrócić poprzez dar zmartwychwstania. Jezus mówił swoim uczniom, by się nie bali tych, którzy mogli zabić ich w obecnym życiu, ale by się bali Boga; tego, kto może zniszczyć „ciało” i „dech życia” na zawsze.

Czego mamy się bać?

Musimy przyjrzeć się dokładnie jeszcze innemu słowu w omawianym ustępie ewangelii Mateusza – słowu „bać się”. Grecki wyraz tutaj użyty można tłumaczyć „przestraszyć, alarmować, niepokoić”; i przez analogię – „być pod wrażeniem czegoś” albo „czcić, szanować”. To również pomaga nam zrozumieć sens słów Jezusa:

I nie bójcie się [nie niepokójcie się, niech was nie przestraszą] tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się [bądźcie pod wrażeniem, czcijcie]  raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle.

Mt 10.28

Jezus z całą mocą przypominał swym uczniom o troskliwej opiece, jaką otacza ich Bóg w czasie ich misji głoszenia dobrej nowiny o Bożym królestwie. Jest to jasne, gdy czytamy następujące wersety:

Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego. Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli.

Mt 10.29-31

Widzimy, że Jezus jasno pokazuje swoim uczniom, jak bardzo Bóg się troszczy o nich i ich dobro, więc nie powinni się bać, w tym sensie, że nie powinno ich niepokoić ani przestraszać to, co mogą im zrobić ludzie. Wszak to Bóg Biblii, troskliwy, kochający Bóg, jak czytamy w jednym z psalmów: Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo łagodny (Ps 103.8). Jezus rzekł: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3.16). Bóg jest miłością. Powiedziane mamy o tym w pierwszym liście Jana (1 J 4.7-11).

Podsumowanie

Co wynika zatem z powyższych przemyśleń na temat nauki zawartej w słowach Jezusa, gdy mówi nam: bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle?

  1. Jezus zachęca swych uczniów, zanim wyruszą oni w drogę, by głosić dobrą nowinę o Bożym królestwie; dlatego kontekst wersetu w Mt 10.28 dotyczy kwestii pełnego zaufania.
  • Jezus przypomina swym uczniom, że ci, którzy się im sprzeciwiają, mogą jedynie zabrać im doczesne życie, ale nie mają władzy nad przyszłym życiem, które może dać Bóg poprzez przywrócenie im tchnienia życia, oddechu, w czasie zmartwychwstania.
  • Jezus mówi swym uczniom, że nie muszą się bać czy niepokoić opozycją ze strony ludzi, ale raczej powinni mieć szacunek, czcić Boga, który ostatecznie decyduje o życiu wiecznym.
  • Jezus następnie przypomina swym uczniom, jak bardzo Bóg troszczy się o tych, na których mu zależy, a to jeszcze jeden powód, by się nie bali żadnych przejawów wrogości, jakiej mogą doświadczyć ze strony ludzi w czasie głoszenia ewangelii.

Słowa Jezusa, które na pierwszy rzut oka wydawałoby się, iż zawierają przesłanie bardzo negatywne o zniszczeniu w piekle i baniu się Boga, są w rzeczywistości częścią pozytywnego i podnoszącego na duchu przekazu, skierowanego do dwunastu uczniów. Słowa Jezusa zostały przezeń wypowiedziane ku ich zbudowaniu i zachęcie. Taki sam wpływ mogą one mieć i na nas.

Cokolwiek się przydarza naśladowcom Jezusa w tym życiu, pamiętajmy, że ma on moc przywrócić dech życia poprzez wzbudzenie nas z martwych w czasie swego powtórnego przyjścia (zob. J 5.28-29; 1 Tes 4.16). Jest to jeden z kluczowych biblijnych przekazów i jak najbardziej godny dalszego przestudiowania.

Dan Giles, Birmingham, UK

„… przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios” Mat.4;17

Wyrażenie to było zasadniczym elementem nauczania Jezusa, przynajmniej na początku jego publicznej służby, o czym dowiadujemy się z ewangelii: Odtąd począł Jezus kazać i mówić: Upamiętajcie się, przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios (Mt 4.17; BW). Nie tylko sam zawarł ten przekaz w swoim nauczaniu, lecz także później, kiedy posłał dwunastu uczniów z misją głoszenia, pouczył ich, by mówili to samo (Mt 10.7).

Jednakże Jezus nie był pierwszym, który posłużył się tą frazą. Wiadomość tę przekazał najpierw jego krewny, Jan Chrzciciel: W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie (Mt 3.1-2; BT).

Słowa te zawierają odcień ponaglenia, pouczając słuchaczy, by podjęli działanie. Wynika z nich, że jeśli się nie nawrócą szybko, to utracą swoją szansę, kiedy przyjdzie Królestwo. Ta niepowtarzalna szansa jest krótkotrwała.

królestwo niebieskie

Zanim rozważymy, co znaczyło określenie bliskie, powinniśmy najpierw zbadać czym jest  

królestwo niebieskie. Wyrażenie to pojawia się 33 razy w Ewangelii Mateusza, co wskazuje na jego ważność w nauczaniu Jezusa. Co zaskakujące, nie znajdujemy go w żadnej innej księdze Biblii, lecz porównanie z pozostałymi ewangeliami pokazuje, że określenie użyte w ewangelii Mateusza jest ekwiwalentem spotykanego w nich królestwa Bożego.

Przypuszczalnie różnica ta powstała na skutek odmiennego tłumaczenia słów Jezusa, najpewniej mówionych w języku aramejskim bądź hebrajskim, na język grecki w manuskryptach Nowego Testamentu. Nie mamy żadnych problemów z widzeniem tych dwóch wyrażeń jako swoich odpowiedników. Jak stwierdził sam Bóg: Niebiosa są moim tronem (Iz 66.1; zob. także Mt 5.34). Tron władcy jest symbolem jego władzy, zatem uzasadnione jest stwierdzenie, iż królestwo, które należy do Boga, należy jednocześnie do niebios. Warto zauważyć również, że słowa królestwo niebieskie niekoniecznie zakładają, że to królestwo znajduje się w niebiosach.

dawno przyrzeczone

Odkładając na bok nasze z góry wyrobione opinie na temat stwierdzenia królestwo niebieskie, warto rozważyć, co ono prawdopodobnie oznaczało dla tych, którzy je usłyszeli po raz pierwszy.  W ewangelii Mateusza czytamy, że Jan i Jezus ostrzegali lud, iż Królestwo jest bliskie, ale nie tłumaczyli, czym ono jest – jakby oczekiwali od swych żydowskich słuchaczy, że to dobrze wiedzą; oczekiwali tego nie bezpodstawnie.

W Starym Testamencie znajduje się wiele proroctw odnośnie do przyszłego Bożego Królestwa oraz człowieka wybranego przez Boga, by nim władał. Jeden przykład, podstawa dla omawianej kwestii, to przyrzeczenie dane przez Boga Dawidowi, wielkiemu królowi Izraela: Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. On zbuduje dom imieniu memu, a Ja utwierdzę tron jego królestwa na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich (2 Sam 7.12-14). Bóg, przez proroka Natana, mówił o królestwie, które będzie trwać na wieki, którym będzie władał potomek Dawida, który jednocześnie będzie synem Boga.

Podobną zapowiedź mamy w proroctwie Daniela: Za dni tych królów Bóg niebios stworzy królestwo, które na wieki nie będzie zniszczone, a królestwo to nie przejdzie na inny lud; zniszczy i usunie wszystkie owe królestwa, lecz samo ostoi się na wieki (Dn 2.44). Tak więc to królestwo, założone przez Boga, zastąpi wszystkie rządy sprawowane przez ludzi.

syn Dawida

W tym starotestamentowym kontekście królestwo niebieskie, o którym mówili Jan oraz Jezus, musi być tym samym królestwem, które zapowiadały powyższe proroctwa. I na wypadek, gdybyśmy przeoczyli ten związek, początek Nowego Testamentu podkreśla ów fakt: Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama (Mt 1.1). Nie byłoby powodu wspominać, że Jezus jest potomkiem Dawida, o ile nie byłby on owym obiecanym potomkiem, który ma rządzić na wieki.

Sprawa staje się zupełnie jasna, kiedy czytamy zwiastowanie anioła Gabriela, skierowane do matki Jezusa, Marii: I oto poczniesz w łonie, i urodzisz syna, i nadasz mu imię Jezus. Ten będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego. I da mu Pan Bóg tron jego ojca Dawida. I będzie królował nad domem Jakuba na wieki, a jego królestwu nie będzie końca (Łk 1.31-33).

królestwo na ziemi

Podsumowując, co na temat królestwa niebieskiego mówią nam proroctwa, stwierdzamy:

  • Jezus Chrystus, nasienie/potomek Dawida, będzie królował na wieki.
  • Królestwo to nigdy nie zostanie zniszczone.
  • Zastąpi ono siły polityczne na ziemi.
  • Będzie to przywrócenie starożytnego królestwa Dawida.
  • Jego poddanymi będą przede wszystkim potomkowie Jakuba (Izraela), znani także jako Żydzi.

Powyższe fakty opisują rzeczywiste królestwo, utworzone na Ziemi, tak jak królestwo Dawida, sprawujące władzę nad ziemią i ludem Izraela. Proroctwo Izajasza dodaje jeszcze inny szczegół, wskazując stolicę, system prawny i zakres panowania Jezusa:

Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny (Iz 2.1-4).

Zatem możemy dodać do poprzedniej listy:

  • Stolicą jego będzie Jerozolima, znana również jako Syjon, dawna stolica królestwa Dawida.
  • Wszystkie narody przybędą, aby czcić Boga w Jego świątyni w Jerozolimie.
  • Jezus będzie rządził narodami zgodnie z Bożym prawem.
  • Jego rządy przyniosą światu trwały pokój.

Cóż to za wspaniała perspektywa na przyszłość – prawdziwej sprawiedliwości, mądrego rządu i pokoju. Boże Królestwo przyniesie koniec wszystkim problemom i cierpieniom, które biorą się z ludzkich złych rządów, chciwości i niemoralności. Właśnie tego potrzebujemy – królestwa niebieskiego.

ewangelia o królestwie

Jest zupełnie jasne, iż przypomniane proroctwa jeszcze się nie wypełniły – królestwo niebieskie dopiero przyjdzie. Dlaczego więc Jan Chrzciciel i Jezus, 2 000 lat temu, ponaglali ludzi, by się nawrócili ze swoich grzechów, skoro od dawna będą już w grobie, zanim nadejdzie królestwo?

Odpowiedzią jest oczywiście nadzieja zmartwychwstania, dana nam przez Boga szansa zmartwychwstania do życia wiecznego, możliwa dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa oraz przebaczeniu grzechów. Taką dobrą nowinę głosił Jan, Jezus i apostołowie; z tego powodu przynaglali lud do skruchy i zmiany sposobu życia.

Nadzieja zbawienia jest ściśle związana przyjściem królestwa niebieskiego, ponieważ dopiero w królestwie wierni otrzymają nagrodę, jak nauczał Jezus: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie (Mt 7.21). Kiedy Jezus powróci na ziemię, by ustanowić królestwo, zmarli zostaną wskrzeszeni i osądzeni; wówczas wierni zostaną uczynieni nieśmiertelnymi i wejdą do królestwa. Dlatego czasem określa się nauczanie Jezusa dobrą nowiną/ewangelią o Królestwie (np. Mt 4.23).

przybliżyło się królestwo

W jakim więc sensie królestwo niebios „przybliżyło się/jest bliskie”? Konkordancja Stronga definiuje wyraz użyty w oryginale greckim tekstu Mateusza następująco: „uczynić bliskim, zbliżyć się” i podaje jego źródłosłów: „bliski” (dosłownie lub metaforycznie o miejscu lub czasie). Zatem Jan i Jezus mówili, że królestwo niebieskie przybliżyło się, lecz ta bliskość może dotyczyć miejsca albo czasu, i może nie mieć znaczenia dosłownego – może być określeniem bliskości metaforycznym, na przykład, że królestwo stało się bardziej znane albo bardziej dostępne.

Jak to wiemy z Pisma oraz ze świadectw historycznych, królestwo nie było bynajmniej w sensie dosłownym w czasie bliższe, kiedy zostały wypowiedziane analizowane słowa. Ale pewne sprawy, bardzo ściśle powiązane z królestwem, były wówczas literalnie bliskie.

Po pierwsze, oczywiście, dotyczy to jego przyszłego władcy, samego Jezusa Chrystusa. W pewnym sensie, ucieleśniał on królestwo, które miało dopiero nadejść, co zostało jasno ukazane nam wtedy, gdy Jezus wjechał do Jerozolimy na osiołku. Tłum wiwatował na jego powitanie jako Synowi Dawida! (Mt 21.9), wypełniając proroctwo zawarte w Księdze Zachariasza: A to się stało, aby się spełniło, co powiedziano przez proroka, mówiącego: Powiedzcie córce syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny i jedzie na ośle, źrebięciu oślicy podjarzemnej (Mt 21.3-4). Przybył on jako król Syjonu, ale jeszcze nie, aby władać.

Po drugie, widoczne było działanie mocy Ducha Świętego Boga, dzięki której Jezus czynił cudowne znaki. Stwierdził on: Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże (Mt 12.28). Tak więc moc, którą posiadał Jezus wówczas, była tą samą mocą, dzięki której będzie on sprawował władzę na Ziemi, zatem dokonywane przez niego cuda były zapowiedzią przyszłego królestwa.

Po trzecie, prawo, którego nauczał Jezus, jest prawem, zgodnie z którym będzie kierowane królestwo niebieskie, o czym się mówi w przytoczonym powyżej cytacie z Księgi Izajasza 2. Jeśli pragniemy stać się obywatelami tego królestwa, gdy zostanie ono już założone na Ziemi, musimy poddać się temu prawu już dzisiaj.

królestwo bliskie w przenośni

W uzupełnieniu do tych atrybutów królestwa niebieskiego, będących blisko w sensie dosłownym, w pewien sposób królestwo było w przenośni bliskie w czasach Jezusa. Stwierdzenie, że bliskie jest królestwo niebieskie, było połączone z ponaglającym wezwaniem słuchaczy do nawrócenia, zatem musi się to odnosić do indywidualnej, osobistej szansy zbawienia każdego z nich.

Ewangelia o królestwie była ujawniona przez Boga od samego początku, w Jego obietnicach danych Abrahamowi i Dawidowi, w słowach proroctw Starego Testamentu, a nawet w rytuałach Prawa Mojżeszowego, ale przekaz ten mógł być z łatwością przeoczony przez tych, którzy nie dążyli do jego zrozumienia. Kiedy pojawił się Jan Chrzciciel, ewangelia była głoszona przez niego otwarcie, nawołując bezpośrednio każdego człowieka do nawrócenia i czynienia tego, czego wymaga Bóg.

Głoszenie Jana Chrzciciela było działem w objawieniu Bożego planu, jak nauczał Jezus:

Aż do Jana sięgało Prawo i Prorocy; odtąd głosi się Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, i każdy gwałtem wdziera się do niego (Łk 16.16).

Zatem nauczanie o królestwie niebieskim przez Jana, Jezusa i jego uczniów ogromnie wzmacnia naszą świadomość i zrozumienie spraw królestwa i tego, co mamy robić, by do niego wejść. Ich słowa, zarówno kiedy były mówione, jak i teraz, gdy je zapisano na kartach Biblii, przybliżyły królestwo niebios naszym umysłom, uczyniły je bardziej dostępnym, ale też uczyniły je sprawą bardziej naglącą.

bądź gotów!

Chociaż królestwo niebieskie musi być znacznie bliżej dzisiaj niż było w czasach Nowego Testamentu, natarczywość wezwania do nawrócenia i bycia gotowym nie zmieniła się:

A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie (Mt 24.43-44).

Wezwanie jest natarczywe nie tylko dlatego, iż nie wiemy, kiedy Jezus powróci, ale również z tego powodu, że nasze życie może zostać przerwane zupełnie niespodziewanie. To, czy otrzymamy dar życia wiecznego i wejdziemy do królestwa, zależy od tego, jak odpowiemy na wezwanie Chrystusa właśnie teraz.

Nigel Neate

Nottingham, UK

List do Hebrajczyków (cz. 14)

Hbr 10.1: Albowiem zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy, nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą.

Cień powstaje dzięki światłu, na którego drodze stanie przeszkoda, a nie byłoby go, gdyby nie owa przeszkoda. Ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że cień jest tylko zarysem, bez szczegółów, które on skrywa. W zależności od kąta padania światła na znajdującą się przed nim przeszkodę, cień będzie mniej lub bardziej zniekształconym zarysem.

Tak więc w pierwszym zdaniu dziesiątego rozdziału omawianego listu zawarta została uwaga, że Prawo było tylko cieniem. Tym niemniej nauczało ono lud Boży, Izraela, ważnych zasad. Jednakże było ono jedynie pierwszym krokiem. Plan Boga miał się odsłonić w odpowiednim czasie, nie tylko jako jego cień, ale jako prawdziwa rzeczywistość rzucająca cień. W okresie istnienia cienia prawdziwa rzeczywistość, sama jej istota (ciało), która jest najważniejsza, kluczowa, była tajemnicą. Zasadniczą myślą Listu do Hebrajczyków jest to, że owa rzeczywistość została teraz odsłonięta. Już dłużej nie patrzymy na cień, ale na ciało, samą istotę, która rzucała cień. Tą istotą, ciałem jest Chrystus.

Gal 3.19-25:

Czymże więc jest zakon? Został on dodany z powodu przestępstw, aż do przyjścia potomka, którego dotyczy obietnica; [Obietnica dana Abrahamowi i jego potomstwu.] …Czy więc zakon jest przeciw obietnicom Bożym? Bynajmniej! Gdyby bowiem został nadany zakon, który może ożywić, usprawiedliwienie byłoby istotnie z zakonu. Lecz Pismo głosi, że wszystko poddane jest grzechowi, aby to, co było obiecane, dane było na podstawie wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą. Zanim zaś przyszła wiara, byliśmy wspólnie zamknięci i trzymani pod strażą zakonu, dopóki wiara nie została objawiona. Tak więc zakon był naszym przewodnikiem do Chrystusa, abyśmy z wiary zostali usprawiedliwieni. A gdy przyszła wiara, już nie jesteśmy pod opieką przewodnika.

Bardzo jasno zostało stwierdzone  również w Liście do Kolosan 2, że już nie jesteśmy pod opieką tego przewodnika.

Kol 2.13-17 – I was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża.

Wstępny etap planu Boga, etap przewodnictwa, został więc zakończony wraz z ukrzyżowaniem Jezusa.

Kol 2.15 – rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi.

            Żydowscy przywódcy, nauczyciele Prawa/zakonu, uczeni w Piśmie i faryzeusze, którzy gardzili i uciskali ludzi biednych, słabo wykształconych, nagle zostali ukazani takimi, jakimi rzeczywiście byli: skrupulantami, pedantami, np.

Mk 7.5-8 – Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji.

W ten sposób zostali zawstydzeni. Ale to tłumaczy również ich nienawiść do wyznawców Jezusa, chrześcijan. Dążyli do ich wygubienia poprzez bezlitosne prześladowanie. Przykład Pawła z Tarsu dobrze ilustruje tę postawę. Próbowali pozbyć się chrześcijan żydowskiego pochodzenia, przywracając ich pod moc Prawa, czemu List do Hebrajczyków tak usilnie stara się zapobiec.

Zatem, kontynuując nasz cytat z Listu do Kolosan:

w. 16 – Niechże was tedy nikt nie sądzi z powodu pokarmu i napoju albo z powodu święta lub nowiu księżyca bądź sabatu. Wszystko to są tylko cienie rzeczy przyszłych; rzeczywistością natomiast jest Chrystus.

W Liście do Hebrajczyków 10.1n wskazuje się więc na niedostatki Prawa:

w. 1-4 – Albowiem zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy, nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą. Bo czyż nie zaprzestano by ich składać, gdyby ci, co je składają, nie mieli już żadnej świadomości grzechów, gdy raz zostali oczyszczeni? Przeciwnie, one właśnie przywodzą na pamięć grzechy co roku. Jest bowiem rzeczą niemożliwą, aby krew wołów i kozłów mogła gładzić grzechy.

Sądzę, że jest oczywiste, iż za tym ustępem kryje się odniesienie do Dnia Pojednania. Był to dzień, kiedy wiele wołów i kozłów składano w ofierze w intencji przebłagania za grzechy całego narodu. Pamiętamy, jak kozioł wylosowany dla Azazela/kozioł rozstania był wyprowadzany na pustynię i uwalniany dla zobrazowania usunięcia grzechów ludu. Był to jeden szczególny dzień w roku, ale musiał być powtarzany każdego następnego.

Pozostaje to w kontraście z tym, o czym czytamy dalej:

w. 5 – Toteż, przychodząc na świat, mówi: Nie chciałeś ofiar krwawych i darów, aleś ciało dla mnie przysposobił;

To cytat z Psalmu 40, gdzie dalej czytamy – w.7-8: Nie chcesz ofiar krwawych i darów, ale dałeś mi otwarte uszy; nie żądasz całopalenia i ofiary zagrzesznej. Wtedy rzekłem: Oto przychodzę; w  zwoju księgi napisano o mnie:

Kiedy mówi się powyżej: Nie chcesz ofiar krwawych i darów, Ale dałeś mi otwarte uszy; Nie żądasz całopalenia i ofiary zagrzesznej, to wiemy, iż były one wymagane przez Prawo.

Zwróćmy uwagę na słowa Jezusa w następnych wersetach tego psalmu.

Ps 40.10-11 – Zwiastowałem sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu, oto warg swoich nie zamknąłem, Panie, ty wiesz o tym. Nie ukrywałem w sercu swoim sprawiedliwości twojej, opowiadałem o wierności twojej i zbawieniu twoim; nie zataiłem łaski i wierności twojej wobec wielkiego zgromadzenia.

Znów mamy tu kontrast pomiędzy Jezusem a Izraelem – Jezus przyszedł, by czynić wolę Boga, natomiast o Izraelu Izajasz tak mówi:

Iz 1.4 – Biada ci, narodzie grzeszny, ludu obciążony nieprawością, plemię zbójeckie, dzieci wyrodne! Opuścili Pana, wzgardzili Świętym Izraela, odwrócili się wstecz.

Iz 1.11 – Co mi po mnóstwie waszych ofiar? – mówi Pan. Syt jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców. Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła.

Bóg był znużony pustymi, religijnymi gestami, stały się one dlań ciężarem! A oto pojawia się człowiek, który mówi: Oto przychodzę, aby wypełnić wolę twoją, o Boże.

To właśnie ciało przygotował Bóg, ciało, które miało być doskonałą, bez skazy ofiarą, złożoną zgodnie z prawdą i prawem.

Ofiara ta została złożona przez Boga i przez Jezusa. To człowieka złożono w ofierze. Nie zwierzę, które nie posiadało świadomości grzechu ani śmierci. Zgodnie z Prawem, człowiek nie umierał za swe grzechy, umierało za niego zwierzę. Nic dziwnego, że ofiary ze zwierząt nigdy nie mogły usunąć grzechu. Hbr 10.4 – Jest bowiem rzeczą niemożliwą, aby krew wołów i kozłów mogła gładzić grzechy.

Tak więc – Prawo zostało wypełnione, by dać miejsce nowemu przymierzu, które może dać przebaczenie grzechów. Dlatego czytamy dalej – Hbr 10.9-10: Znosi więc pierwsze, aby ustanowić drugie; mocą tej woli jesteśmy uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze. Ta ofiara nie musiała być powtarzana. Była zupełnie wystarczająca. O tym właśnie się mówi na początku omawianego rozdziału, zatem powróćmy do końcówki wersetu 1. oraz wersetu 2.:

nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą. Bo czyż nie zaprzestano by ich składać, gdyby ci, co je składają, nie mieli już żadnej świadomości grzechów, gdy raz zostali oczyszczeni?

Będąc pod Prawem, wierny nigdy nie był wolny od świadomości swej grzeszności. Przypominało mu ono ciągle, że jest grzesznikiem. Natomiast ofiara złożona przez Boga była całkowicie odmienna. Nie miała na celu ciągłego przypominania nam, że jesteśmy ludźmi grzesznymi. Przeciwnie, uświadamia nam, że jesteśmy pod łaską [Rz 6.14], że dzięki Bogu dostępujemy usprawiedliwienia i że jest to dar Boga. Ofiara Boga nie była ofiarą ze zwierzęcia składaną za grzesznika, lecz ofiarą z doskonałego człowieka, Jego umiłowanego syna! Ta ofiara usuwa świadomość grzechów. Tak więc czytamy – w. 14: Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni.

Cóż za cudowny fakt do właściwego zrozumienia! Z pewnością powinno to oznaczać dla każdego z nas, że nie jesteśmy obciążeni poczuciem winy. Nie powinniśmy kłopotać się pytaniami w rodzaju: „Czy jestem wystarczająco dobry, by się znaleźć w Królestwie?”, „Czy robię wystarczająco dużo w służbie Bogu?” Bóg i Jezus uczynili wszystko, co było konieczne, by uczynić nas doskonałymi i zostało to zrobione raz na zawsze. Musimy w to wierzyć. Wiara w to cudowne prawo jest środkiem ustanowionym przez Boga, by nas zbawić. Abraham uwierzył Bogu i poczytane mu to zostało za sprawiedliwość i zostało to zapisane ze względu na Abrahama oraz ze względu na nas. Rz 4.24-25: tak więc za sprawiedliwość …będzie poczytane i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia.

            Podobnie jak Abraham, i my musimy oddać chwałę Bogu za to, co stało się dla nas możliwe dzięki Jego ofierze! Ta właśnie wdzięczność płynąca z głębi naszego serca powinna kierować naszym zachowaniem. Wbijmy to sobie mocno do głowy, że to Bóg złożył skuteczną ofiarę, ofiarę, która może uczynić nas doskonałymi. Usuńmy z naszej głowy żydowski sposób myślenia i ludzki sposób myślenia, że musimy składać ofiary za nasze grzechy. To podstawa pogaństwa – myślenie, że trzeba zasłużyć na zbawienie przez udobruchanie zagniewanego Boga. A przecież niesamowitą prawdą jest fakt, że to właśnie Bóg złożył ofiarę dla naszego zbawienia. J 3.16: Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.

Hbr 10.14 – Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni.

Zwróćmy uwagę na stwierdzenie w wersetach 11-12: A każdy kapłan sprawuje codziennie swoją służbę i składa wiele razy te same ofiary, które nie mogą w ogóle zgładzić grzechów; lecz gdy On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej.

Znów mamy kontrast. Arcykapłan, będący pod Prawem, stawał codziennie do wykonywania swej służby, składając ofiary, a była to służba nieustanna, rok po roku wymagany od niego ten sam  obrzęd.

Lecz Chrystus, ofiarowawszy samego siebie jako ofiarę doskonałą, zasiadł następnie po prawicy Boga. Uczynił wszystko, czego wymagał Bóg raz na zawsze. Werset 13: …oczekując teraz, aż nieprzyjaciele jego położeni będą jako podnóżek stóp jego. To cytat z Psalmu 110.

W wersetach 15-17 jesteśmy kierowani raz jeszcze do Księgi Jeremiasza 31:

Poświadcza nam to również Duch Święty; powiedziawszy bowiem: Takie zaś jest przymierze, jakie zawrę z nimi po upływie owych dni, mówi Pan: Prawa moje włożę w ich serca i na umysłach ich wypiszę je, dodaje: A grzechów ich i ich nieprawości nie wspomnę więcej.

Mamy tu bardzo istotną kwestię do odnotowania. Kiedy Izrael otrzymał Przymierze na górze Synaj, lud rzekł: Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni. Oczywiście, nie byli w stanie uczynić tego, co przyrzekli. Pod nowym Przymierzem nie liczy się to, co ludzie mówią, lecz to, co mówi Bóg: A grzechów ich i ich nieprawości nie wspomnę więcej.

Zatem czytamy w wersecie 18: Gdzie zaś jest ich odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy.

Przypominamy więc z naciskiem raz jeszcze, że Bóg znajduje upodobanie w wierze w Niego, a nie w ofiarach składanych zgodnie z wymogami Prawa. Jaki byłby sens składania ofiar za grzechy, jeśli zostały one już wcześniej wybaczone? Dlatego dalej czytamy następne cudowne stwierdzenie:

w. 19-22 – Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego [Najświętszego] przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje. Mając zaś kapłana wielkiego, który jest nad domem Bożym, przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą.

Zatem nie powinniśmy czuć się przytłoczeni  świadomością ciężaru naszych grzechów, ponieważ zostały one wybaczone przez Boga i tego, który wstawia się za nami, a którym jest nie kto inny, jak ten, kto oddał swe życie dla naszego zbawienia. Nasze grzechy raz wybaczone przestały istnieć. Pismo używa takich określeń, jak: grzechy wasze zostały zgładzone; obmyci; jak jest odległy wschód od zachodu, tak daleko odsuwa od nas nasze występki; nie wspomnę więcej.

Z powyższego nauczania wynika praktyczne zastosowanie ich zasad.

Oczywiście, nie daje nam to prawa do grzeszenia bezkarnie. Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Z pewnością nie, mówi się w Rz 6.

Hbr 10.22: …przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą.

Jest to aluzja do obmywania się przez kapłanów pod Prawem, lecz obmyciu podlega tu nie tylko ciało, ale i serce. To przypomina nam znów o nowym Przymierzu, kiedy Bóg włoży Swoje prawa w nasze umysły i wypisze je na naszych sercach.

Tak więc, jak już to zostało powiedziane, jesteśmy do tego stopnia poruszeni tym, co Bóg dla nas uczynił, że pragniemy odpowiedzieć na to miłością do Niego.

Taką miłość okazujemy swym przekonaniem, iż Bóg jest wierny:

Hbr 10.23-24 – Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę. Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać[pobudzać – BW] do miłości i do dobrych uczynków.

„Zachęcanie się” nawzajem [„pobudzanie”] – słowo „pobudzać” czy też „zachęcać” jest tłumaczeniem greckiego słowa „paroxymos”. Od niego pochodzi słowo „paroksyzm”. SJP definiuje je następująco: gwałtowny, bardzo silny przejaw jakichś przeżyć.

Jezus mówi nam, czym są miłość i dobre uczynki:

Mt 22.37-39 – Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. To jest największe i pierwsze przykazanie. A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.

Skąd one się biorą? Ich źródłem jest zachwyt, jaki odczuwamy z powodu tego wszystkiego, co Bóg dla nas uczynił. Sprawia nam radość nadzieja, jaką nam dano. Biorą się one z zachęty, jaką znajdujemy w Słowie Boga; z dreszczu emocji odczuwanego, gdy dzielimy się tym Słowem. To z tego powodu jesteśmy tutaj dzisiejszego wieczoru, pobudzamy siebie nawzajem do miłowania Boga.

A oto następny ustęp:

Hbr 10.25 – Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień.

Wspólnych zebrań. Wyrażenie to w grece przypomina słowo „synagoga”, ale z ważną cechą różniącą. Wyraz synagoga znaczy „zebranie ludzi”, natomiast użyte w tym miejscu słowo pochodzi od gr. epi-sun-agogue, które oznacza pełne zgromadzenie ludzi. Zostało ono użyte tylko raz w innym miejscu w Biblii, w 2 Liście do Tesaloniczan.

2 Tes 2.1 – W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i naszego zgromadzenia się wokół Niego… Jezus nie będzie niedbały w gromadzeniu sobie swych braci i sióstr, nie przeoczy kilkorga tu czy tam, będzie to pełne zgromadzenie. Będzie to pełne ciało Chrystusa, które zostanie zgromadzone w ten wyczekiwany dzień. Jeśli nie jesteśmy częścią ciała Chrystusa teraz, to nie będzie dla nas nadziei, byśmy stali się jego częścią w ten dzień.

Tak więc, w kontekście omawianego listu, kładzie się nacisk na następującą kwestię:

w. 26 – Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy, tj. jeśli zaniedbujemy ciało Chrystusa i powracamy do zgromadzeń z tymi, którzy przynależą do Prawa Mojżeszowego, to oczywiście nie ma w tym wypadku ofiary przebłagalnej za grzechy. Przebaczenie jest następstwem wiary w ofiarę Chrystusa, który umarł za nasze grzechy i został wskrzeszony dla naszego usprawiedliwienia. Traktowanie ofiary Chrystusa z takim brakiem szacunku może prowadzić jedynie do

Hbr 10.27-31:

… jedynie jakieś przerażające oczekiwanie sądu i żar ognia, który ma trawić przeciwników. Kto przekracza Prawo Mojżeszowe, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie

[zeznania]

dwóch albo trzech świadków. Pomyślcie, o ileż surowszej kary stanie się winien ten, kto by podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew Przymierza, przez którą został uświęcony, i obelżywie zachował się wobec Ducha łaski. Znamy przecież Tego, który powiedział: Do Mnie [należy] pomsta i Ja odpłacę. I znowu: Sam Pan będzie sądził lud swój. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego.

Zatem piszący ten list zwraca się do Hebrajczyków, by pamiętali, że byli uprzednio oddanymi członkami ciała Chrystusa:

Hbr 10.32-39 –

Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień, już to będąc wystawieni publicznie na szyderstwa i prześladowania, już to stawszy się uczestnikami tych, którzy takie udręki znosili. Albowiem współcierpieliście z uwięzionymi, z radością przyjęliście rabunek waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwającą. Nie pozbywajcie się więc nadziei waszej, która ma wielką zapłatę. Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Jeszcze bowiem za krótką, za bardzo krótką chwilę przyjdzie Ten, który ma nadejść, i nie spóźni się. A mój sprawiedliwy z wiary żyć będzie, jeśli się cofnie, nie upodoba sobie dusza moja w nim. My zaś nie należymy do odstępców, którzy idą na zatracenie, ale do wiernych, którzy zbawiają swą duszę.

List do Hebrajczyków (cz. 13)

Zakończyliśmy część 12, analizując nowe przymierze. Było to przymierze ratyfikowane poprzez przelanie krwi Jezusa. Przymierze to stwierdzało, że grzechy mogą zostać przebaczone. To zasadnicza różnica pomiędzy nowym a starym przymierzem – Prawem Mojżeszowym. Przymierze ratyfikowane przez krew składanych w ofierze zwierząt wskazywało na grzechy i przypominało ludziom o ich grzeszności. Nowe przymierze było przewidziane w przymierzu z Abrahamem. Pokazywało, że grzesznicy będą mogli być usprawiedliwieni przez wiarę w Boga.

Rozdział 9 Listu do Hebrajczyków uczy nas, że przybytek zbudowany w czasie pierwszego przymierza był środkiem do przekazania nauki. W dalszej części omawianego rozdziału mówi się o nim jako o kopii prawdziwego przybytku znajdującego się w niebiosach. Był on jedynie odbiciem domu Boga w niebie.

Tak więc Miejsce Najświętsze było symbolem samego nieba. Arcykapłan wchodził do niego raz w roku, by błagać o wybaczenie grzechów popełnionych nieumyślnie – zarówno dla siebie, jak i dla całego ludu. Przepisy go obowiązujące były bardzo ścisłe, ich naruszenie było równoznaczne z karą śmierci.

Prawdziwym arcykapłanem, opoką, jest Jezus, nieśmiertelny, mający boską naturę, który już wstąpił przed oblicze samego Boga i zasiada po Jego prawicy, skąd wstawia się za swymi braćmi i siostrami.

Na różne sposoby zostaliśmy już pouczeni o wyższości Jezusa pod każdym względem. Jako nasz arcykapłan nie miał on nic wspólnego z arcykapłanami według Prawa Mojżeszowego. Nie pochodził z rodu kapłanów. Był arcykapłanem według porządku Melchizedeka, porządku, który istniał na długo przed Prawem. Jezus żyje na zawsze. Nie poszedł w ślady poprzednich kapłanów, którzy umarli. Właśnie on został zaprzysiężony przez Boga, by być kapłanem na zawsze według porządku Melchizedeka.

Jak sądzę, wszyscy znamy wyposażenie przybytku, a Paweł opisuje właśnie te sprzęty w omawianym przez nas obecnie rozdziale. Jednakże napotykamy tutaj zagadkowy werset:

Hbr 9.3-4 [BT]

Za drugą zaś zasłoną był przybytek, który nosił nazwę „Święte Świętych”. Posiadało ono złoty ołtarz kadzenia i Arkę Przymierza, pokrytą zewsząd złotem. Znajdowało się w niej naczynie złote z manną, laska Aarona, która zakwitła, i tablice Przymierza.

Wszyscy wiemy, że ołtarz kadzenia czy też złota kadzielnica [BW], nie znajdował się w Miejscu Najświętszym/„Świętym Świętych”. Stał on przed zasłoną, która oddzielała Miejsce Święte od Miejsca Najświętszego. Dlaczego więc Paweł popełnia ten wydawałoby się podstawowy błąd? Oczywiście, nie może to być błąd, ponieważ słowa te zostały zapisane pod Bożym natchnieniem. Co zatem mamy z tym zrobić?

Brat John Carter w swej książce „Letter to the Hebrews” sugeruje: „zasadniczo, ołtarz kadzenia przynależał do Miejsca Najświętszego”. Dokładny opis nie został umieszczony w tej części, w której przedstawiono wszystkie inne sprzęty w Miejscu Świętym, tj. w Wj 25. Zamiast tego szczegóły te znajdujemy w Wj 30.6: Postawisz go zaś przed zasłoną, która wisi przed Arką świadectwa, przed przebłagalnią, która jest nad świadectwem, gdzie będę spotykał się z tobą. Tak więc zasadniczo ołtarz kadzenia miał związek z przebłagalnią, ponad którą symbolicznie spoczywał tronujący Bóg.

W opisie świątyni Salomona mówi się, że ołtarz kadzenia przynależy do Miejsca Najświętszego: 1 Krl 6.22 – Całą świątynię kazał dokładnie wyłożyć złotem, także i ołtarz, który był wewnątrz przybytku, kazał wyłożyć złotem.

Zauważmy, że Hbr 9 skupia się na Dniu Pojednania oraz na roli arcykapłana. W liście tym apostoł  zwraca szczególną uwagę na wyższość arcykapłana nowego przymierza, Jezusa. Tak więc, porównując stare i nowe przymierze, Paweł pisze:

Hbr 9.6-7

Tak zaś te rzeczy były urządzone, iż do pierwszej części przybytku zawsze wchodzą kapłani sprawujący służbę świętą, do drugiej zaś części jedynie arcykapłan, i to tylko raz w roku, i nie bez krwi, którą składa w ofierze za grzechy swoje i swojego ludu.

Zatem według porządku starego przymierza faktycznie jedynie arcykapłan mógł wejść do Miejsca Najświętszego raz w roku, ściśle według obowiązującej procedury –

Hbr 9.8-9

Przez to pokazuje Duch Święty, że jeszcze nie została otwarta droga do Miejsca Świętego, dopóki istnieje pierwszy przybytek. To zaś jest obrazem czasu teraźniejszego…

Tak więc, dopóki istniały zasady starego przymierza, błogosławieństwa nowego przymierza, przebaczenie grzechów, były ciągle kwestią przyszłości.

Stąd też uwaga:

w. 9 …składa się w nim dary i ofiary, nie mogące jednak udoskonalić w sumieniu tego, który spełnia służbę Bożą.

Nie, nie mogą; były one jedynie obrzędami, ale jednak pełnymi symbolicznych znaczeń.

w. 10 …są to tylko przepisy zewnętrzne, dotyczące pokarmów i napojów, i różnych obmywań, nałożone do czasu zaprowadzenia nowego porządku. (Nowego porządku lub inaczej nowego przymierza.)

Ale ten nowy porządek już nadszedł! Jakże więc bezsensownym było przylgnięcie do starego porządku Prawa Mozaickiego. System, który potępiał jego wyznawców jako grzeszników, który przypominał im, jak bardzo byli grzeszni. Który nigdy nie mógłby usunąć ich grzechów i skazywał ich na śmierć.

Hbr 9.11-15:

Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką – to jest nie na tym świecie – uczyniony przybytek [tj. dom Boga w niebiosach], ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie. Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu. I dlatego jest pośrednikiem Nowego Przymierza, ażeby przez śmierć, poniesioną dla odkupienia przestępstw, popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są wezwani do wiecznego dziedzictwa, dostąpili spełnienia obietnicy.

Tak więc przebaczenie było możliwe do uzyskania przez ludzi pozostających pod starym przymierzem, o ile byli wierni Bogu. O ile zachowywali Prawo nie jako rytualny obrzęd z koniecznymi do przestrzegania męczącymi ograniczeniami, ale z pełną wiarą w obecność Boga pośród Jego ludu. Wiara była kwestią zasadniczą, wiara podobna do tej, jaką miał Abraham.

Następny werset zastanawiał mnie od lat. Wydaje się on być błędem wnioskowania, nie wydaje się być logicznym ciągiem rozumowania w tym przypadku.

Kontekst jest najważniejszy. Jak to już stwierdzaliśmy wielokrotnie, cały list jest prezentacją kontrastu pomiędzy starym a nowym przymierzem. Nowe przymierze jest o wiele lepsze.

Hbr 9.16-17 – Gdzie bowiem jest testament, tam musi ponieść śmierć ten, który sporządza testament. Testament bowiem po śmierci nabiera mocy, nie ma zaś znaczenia, gdy żyje ten, który sporządził testament.

Z jakiegoś powodu, którego nie jestem w stanie dociec, nie będąc biegłym w grece, wiele przekładów wprowadza określenie „testament”. Testament i  określenie „ten, kto go sporządza”.

Dwie uwagi muszą być poczynione odnośnie do słów tłumaczonych jako „testament” oraz „ten, kto go sporządza” [spadkodawca].

Greckie słowo tłumaczone jako „testament” brzmi „diatheke”. Ale List do Hebrajczyków jest wszak adresowany do Żydów, a odpowiednikiem powyższego słowa w języku hebrajskim jest „berith”, które znaczy „przymierze”. Kontekstem dla rozumowania apostoła jest nowe przymierze, które pojawia się w Księdze Jeremiasza 31.31-34.

To samo słowo zostało użyte przez Jezusa podczas ustanowienia przez niego pamiątki: Ten kielich, to nowe przymierze [testament]we krwi mojej, która się za was wylewa [Łk 22.20] oraz To jest krew moja nowego przymierza [testamentu], która się za wielu wylewa [Mk 14.24]. Paweł używa tego samego słowa w 1 Kor 11.25: Ten kielich to nowe przymierze [testament] we krwi mojej.

Musimy przypomnieć sposób, w jaki zawierano przymierze, opisany w pismach hebrajskich. Dobrze je ilustruje przymierze zawarte przez Boga z Abrahamem. Rdz 15 jest bezsprzecznym fundamentem Prawdy. Łączy się tu usprawiedliwienie przez wiarę z przymierzem Boga z Abrahamem.

Rdz 15.1-21:

Po tych wydarzeniach doszło Abrama w widzeniu następujące słowo Pana: Nie bój się, Abramie, Jam tarczą twoją; zapłata twoja będzie sowita! Wtedy Abram odpowiedział: Panie Boże, cóż mi możesz dać, gdy ja schodzę bezdzietny, a dziedzicem domu mego będzie Eliezer z Damaszku. Potem rzekł Abram: Przecież nie dałeś mi potomstwa, więc mój domownik będzie dziedzicem moim. Wówczas doszło go słowo Pana: Nie ten będzie dziedzicem twoim, lecz ten, który będzie pochodził z wnętrzności twoich, będzie dziedzicem twoim. Potem wyprowadził go na dwór i rzekł: Spójrz ku niebu i policz gwiazdy, jeśli możesz je policzyć! I rzekł do niego: Tak liczne będzie potomstwo twoje. Wtedy uwierzył Panu, a On poczytał mu to ku usprawiedliwieniu. Potem rzekł do niego: Jam jest Pan, który cię wywiódł z Ur chaldejskiego, aby ci dać tę ziemię w posiadanie. A on odpowiedział: Panie Boże, po czym poznam, że ją posiądę? On zaś rzekł: Sprowadź mi trzyletnią jałówkę i trzyletnią kozę, i trzyletniego barana, nadto synogarlicę i gołębicę. I sprowadził mu to wszystko, i rozciął na poły, i położył jedną połać na przeciw drugiej, lecz ptaków nie dzielił. Wtedy zleciały ptaki drapieżne do padliny, lecz Abram je odpędził. A gdy zachodziło słońce, ogarnął Abrama twardy sen, wtedy też opadły go lęk i głęboka ciemność. I rzekł do Abrama: Wiedz dobrze, że potomstwo twoje przebywać będzie jako przychodnie w ziemi, która do nich należeć nie będzie i będą tam niewolnikami, i będą ich ciemiężyć przez czterysta lat. Lecz Ja także sądzić będę naród, któremu jako niewolnicy służyć będą; a potem wyjdą z wielkim dobytkiem. A ty odejdziesz do ojców swoich w pokoju i będziesz pogrzebany w późnej starości. Lecz dopiero czwarte pokolenie wróci tutaj, gdyż przed tym czasem nie dopełni się wina Amorytów. A gdy słońce zaszło i nastała ciemność, oto ukazał się dymiący piec i płonąca pochodnia, które przesuwały się między owymi połaciami. W dniu tym zawarł Pan przymierze z Abramem, mówiąc: Potomstwu twemu daję tę ziemię, od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat: Kenitów i Kenizytów, i Kadmonitów, i Chetytów, i Peryzytów, i Refaitów, i Amorytów, i Kananejczyków, i Girgazytów, i Jebuzytów.

Przymierze zawarte zostało poprzez rozlanie krwi. Ofiara została zabita, rozcięta na dwoje, a zawierający przymierze przechodzili pomiędzy tymi połowami.

Inny przykład mamy wówczas, gdy król Sedecjasz zawarł przymierze, do którego dołączył też lud; wszyscy oni sprzymierzali się, że uwolnią swoich braci Izraelitów od niewolnictwa. Co charakterystyczne, przymierze to jak szybko zostało zawarte, tak jeszcze szybciej zostało złamane i uwolnieni ludzie zostali złapani i powtórnie uczynieni niewolnikami.

Jr 34.17-20:

Dlatego tak mówi Pan: Wy nie usłuchaliście mnie, aby ogłosić wyzwolenie dla swojego brata i swojego bliźniego; więc Ja, mówi Pan, ogłaszam wam wypuszczenie na wolność miecza, zarazy i głodu i uczynię was postrachem wszystkich królestw ziemi. I postąpię z tymi ludźmi, którzy przekroczyli moje przymierze, nie dotrzymali warunków przymierza, jakie zawarli przede mną, jak z cielcem, którego rozcięli na dwoje i przeszli między jego połówkami, z książętami Judy i z książętami Jeruzalemu, dworzanami i kapłanami, i z całą ludnością kraju, którzy przeszli między połówkami cielca. Wydam ich w ręce ich wrogów i w ręce tych, którzy czyhają na ich życie; a trupy ich staną się żerem dla ptactwa niebieskiego i dla zwierząt polnych.

Hbr 9.16 – Gdzie bowiem jest testament, tam musi być stwierdzona śmierć tego, który go sporządził.

Zapomnijmy o testamencie, a pomyślmy o przymierzu. Zastąpmy słowo „testament” słowem „przymierze”:

Hbr 9.16-17 – Gdzie bowiem jest przymierze, tam musi być stwierdzona śmierć tego, który je sporządził/ustanowił, bo przymierze jest prawomocne z chwilą śmierci, a nie ma nigdy ważności, dopóki żyje ten, kto je sporządził.

Właściwe tłumaczenie znajdujemy w dosłownym przekładzie Younga – gdyż greckie słowo tłumaczone jako „spadkodawca” [„ten, kto je/go sporządził”] znaczy „rozdzielić”. Dlatego Young używa tu określenia „ofiara przymierza”. Ofiara, którą potwierdzano przymierze.

Z takiego punktu widzenia następne wersety są już logiczne.

Tak więc Jezus był ofiarą przymierza. To jego krew przelano, by przypieczętować nowe przymierze.

Hbr 9.18-24:

Dlatego i pierwsze przymierze nie zostało zapoczątkowane bez rozlewu krwi.

Zatem na górze Synaj –

Gdy bowiem Mojżesz ogłosił całemu ludowi wszystkie ustawy zakonu, wziął krew cielców i kozłów wraz z wodą, wełną szkarłatną i hizopem, i pokropił zarówno samą księgę, jak i cały lud, mówiąc: To jest krew przymierza, które Bóg dla was ustanowił. … A według zakonu niemal wszystko bywa oczyszczane krwią, i bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia. Jest więc rzeczą konieczną, aby odbicia rzeczy niebieskich były oczyszczane tymi sposobami, same zaś rzeczy niebieskie lepszymi ofiarami aniżeli te. Albowiem Chrystus nie wszedł do świątyni zbudowanej rękami, która jest odbiciem prawdziwej, ale do samego nieba, aby się wstawiać teraz za nami przed obliczem Boga.

Jak już czytaliśmy, Jezus wstawia się za nami jako współczujący arcykapłan, siedzący po prawicy Ojca. Nie musiał wchodzić do rzeczywistego Miejsca Najświętszego każdego roku, przebywa tam ciągle, aż do dnia wyznaczonego przez Boga, kiedy pośle On Jezusa, by sądził świat sprawiedliwie. Dlatego w wersetach 25-26 wyjaśnia się:

i nie dlatego, żeby wielekroć ofiarować samego siebie, podobnie jak arcykapłan wchodzi do świątyni co roku z cudzą krwią, gdyż w takim razie musiałby cierpieć wiele razy od początku świata; ale obecnie objawił się On jeden raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie.

…u schyłku wieków.

Według mnie oznacza to albo schyłek wieków, odkąd grzech pojawił się na świecie, albo czas mozaizmu, wieki, w których panowało Prawo Mojżeszowe.

w. 27-28:

A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują.

Ludzkość została skazana na śmierć i Jezus, jako człowiek, nie był wyjątkiem. Dla nas życie jest czasem służenia Panu, jako to czynił Jezus. Po śmierci zbudzimy się ze snu na sąd. Ale Jezus umarł za nasze grzechy, stąd, jeśli wytrwamy wiernie do końca, niecierpliwie go oczekując, zbudzimy się nie, by zostać potępionymi, ale zbawionymi.

Być może już zauważyliście, że w angielskim tłumaczeniu słowo „ukazać się” występuje trzykrotnie w drugiej części omawianego rozdziału. Ale w każdym przypadku język grecki używa innego wyrazu.

1.

w. 26 – …obecnie objawił się On jeden raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie.

W tym przypadku znaczenie tego słowa w języku greckim to „stał się oczywisty”.

2.

w. 24 – Albowiem Chrystus nie wszedł do świątyni zbudowanej rękami, która jest odbiciem prawdziwej, ale do samego nieba, aby się wstawiać teraz za nami przed obliczem Boga;

Tutaj słowo greckie znaczy „zaprezentować się/przyjść do” samego Boga.

3.

w. 28 – tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują.

W tym wypadku znaczy to „patrzeć ze zdumieniem”. Przypuszczam, że jakkolwiek oczekujemy z wielką niecierpliwością przyjścia Jezusa, to będziemy w tym dniu całkowicie zdumieni. Być może nawet jeszcze bardziej skierowaniem nas na miejsce po jego prawej ręce, by otrzymać chwałę i nieśmiertelność.

Wyższość nowego przymierza nad starym została ukazana poprzez następujące fakty:

Jezus nie wszedł do przybytku, lecz udał się wprost przed oblicze Boga, nie przed symbol Boga, jakim było Miejsce Najświętsze.

Nie zbliżył się do Boga z krwią zwierząt bez skazy, lecz ze swą własną krwią. Złożył w ofierze samego siebie, bez skazy, gdyż przeżył życie bez grzechu.

Wiara w powyższe jest środkiem, dzięki któremu zostajemy usprawiedliwiani przez Boga. Nie przypomina nam się o naszej grzeszności, lecz nam się wybacza.

Nie dyscyplinują nas obrzędy, a Boże prawa są wyryte w naszych sercach i umysłach.

Tak więc Paweł opisuje następująco dzień powrotu naszego Pana, ten dzień, gdy spojrzymy na Jezusa ze zdumieniem –

Rz 2.5-8: Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków jego: tym, którzy przez trwanie w dobrym uczynku dążą do chwały i czci, i nieśmiertelności, da żywot wieczny; tych zaś, którzy o uznanie dla siebie zabiegają i sprzeciwiają się prawdzie, a hołdują nieprawości, spotka gniew i pomsta.

Przypowieść o nieudanej zabawie dzieci Mt 11;16-19, Łk 7;31-35

„Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali”. Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność”. [Biblia Tysiąclecia II, Łk 7]

Zarówno Jan Chrzciciel jak i Jezus doświadczają odrzucenia. Tego samego doświadcza wspólnota wierzących, dzieląc los Syna Człowieczego oraz jego poprzednika.

Już pierwsze zdanie: „z kim więc mam porównać …?” wskazuje, że będziemy mieć do czynienia z przypowieścią. Mowa jest tu o dzieciach, które siedzą na rynku i próbują inicjować zabawę. Zabawa nie dochodzi jednak do skutku, ponieważ podejmowana inicjatywa nie spotyka się z odpowiedzią. Padają dwie różne propozycje zabawy: taniec oraz lament. Obydwie zostają jednak odrzucone (w. 32).

W objaśnieniu przypowieści przywołane zostaje wydarzenie dostrzegane na rynku i zastosowane do Jana Chrzciciela oraz Syna Człowieczego (w. 33 -34). Różnica pomiędzy propozycją Jana Chrzciciela a propozycją Syna Człowieczego zostaje unaoczniona poprzez stwierdzenie „je i pije” (Syn Człowieczy) oraz „nie je i nie pije” (Jan). I tutaj także, podobnie jak w przypadku dzieci, pojawia się podwójny sprzeciw. Ludzie odrzucają ascetyczny sposób życia i przesłanie Jana, utrzymując, że jest opętany przez złego ducha. Odrzucają też przesłanie i otwarty na wszystkich ludzi sposób życia Jezusa, utrzymując, że jest „pijakiem i żarłokiem, przyjacielem grzeszników i celników”. Jakkolwiek Jan i Jezus ukazują się w dwóch odmiennych rolach, odrzuceni zostają jednakowo.

Przypowieść kończy się zdaniem: „a jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność” (w. 35). Już samo użycie odmiennych wyrażeń na określenie dzieci – w. 32 gr. „paidia” to dzieci w sensie wieku, w. 35 – gr. „tekna” – dzieci w sensie przynależności, wskazuje, że „dzieci mądrości” to ktoś inny niż dzieci bawiące się na rynku.

Śpiew i taniec należały do obrzędów weselnych, podczas kiedy lament do rytuału pogrzebowego. Muzyka i taniec w Starym Testamencie wyrażały również radość z powodu odniesionego zwycięstwa. Po przejściu przez Morze Trzcinowe Miriam i inne kobiety tańczą.

„Miriam prorokini, siostra Aarona, wzięła bębenek do ręki, a wszystkie kobiety szły za nią w pląsach i uderzały w bębenki” 2Moj. 15;20.

Również po zwycięstwie nad Filistynami kobiety grając i śpiewając wyszły na spotkanie Dawida i Saula.

„Gdy przybyli oni i wracał Dawid po zabiciu Filistyna, kobiety ze wszystkich miast wyszły ze śpiewem i tańcami naprzeciw króla Saula, przy wtórze bębnów, okrzyków i cymbałów” 1Sam 18;6

Tańczono także w święta oraz z powodu innych szczęśliwych wydarzeń. Z powodu mocnego zakorzenienia się tych obrzędów w tradycji Izraela można sądzić, że miały one miejsce w czasach Jezusa.

Obrzędy pogrzebowe odgrywały w Izraelu dużą rolę i były regulowane szczegółowymi zwyczajami. W okresie żałoby lamentowano, poszczono (2 Sam 1;12 – „Potem lamentowali i płakali, i pościli aż do wieczora, z tego powodu, że padli od miecza Saul i syn jego Jonatan, i z powodu ludu Jahwe i domu Izraela”), uderzano się w piersi (Iz 32;12), zasłaniano brodę i obcinano włosy (Ez 24;17), posypywano głowy popiołem (2 Sam 3;31), chodzono boso. Do zachowywania tych zwyczajów zobowiązani byli krewni zmarłego, ale mogli to czynić inni uczestnicy żałoby. W centrum obrzędów znajdowały się lamentacje, które wykonywały specjalnie do tego angażowane kobiety – płaczki. Według tradycji rabinistycznej nawet najuboższy zmarły powinien być żegnany przez co najmniej jedną płaczkę i dwóch flecistów. Także w starożytności grecko-rzymskiej muzyka i taniec odgrywały ważną rolę zarówno w obrzędach pogrzebowych, jak i podczas zabaw i rozrywek. Bawiono się w domach, ale także na ulicach i placach, gospodach i termach.

Dokładnego przebiegu zabawy dzieci nie można odtworzyć. Jest możliwe, że jedna grupa np. chłopcy proponowała śpiew i tańce, druga np. dziewczynki – opowiadała się za pieśniami żałobnymi. W każdym razie przebywające na rynku dzieci zachęcały się wzajemnie do śpiewów weselnych albo pogrzebowych. Za każdym razem jednak zachęta nie spotykała się z pozytywnym oddźwiękiem. Zawsze pojawiała się odmowa.

Przypowieść odwołuje się do powszechnych zwyczajów jest też osadzona w biblijnej tradycji. Uwidacznia się to już w samym pytaniu wstępnym, w którym pojawia się wyrażenie „to pokolenie”: „Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia?” Wyrażenie „to pokolenie” wskazuje najpierw na ludzi ówcześnie żyjących. Jest ono też synonimem ludzi sprzeciwiających się Bogu i jego prowadzeniu. W Psalmie 95;10 czytamy: „Przez czterdzieści lat budziło we mnie odrazę to pokolenie. Rzekłem więc: „To lud, którego serce błądzi, i dróg moich nie poznali”. [Biblia Poznańska, Ps 95]. Podobne sformułowania pojawiają się na innych miejscach Starego Testamentu. Wskazują na ludzi nierozeznających Bożego działania. „To pokolenie” jest aktualnym, odwracającym się od Boga pokoleniem.

„To pokolenie’” zestawione jest z dziećmi, którym nie udała się zabawa. Bawiące się dzieci przywołują na pamięć biblijny obraz z Zach 8;4, w którym mowa jest o zamieszkaniu Boga w Jerozolimie oraz o tym jak ta obecność wyrazi się w życiu mieszkańców miasta.

„Tak mówi Jahwe Zastępów: „I znowu staruszkowie i staruszki zasiądą na placach Jeruzalem, wszyscy z laskami w ręku z powodu podeszłego wieku. I zaroją się place miasta od bawiących się tam chłopców i dziewcząt„. [Biblia Tysiąclecia II, Za 8] Ta zabawa dzieci jest obrazem przyszłego zbawienia. Jeśli „to pokolenie”, podobnie jak owe dzieci na rynku, odmawiają pozytywnej odpowiedzi, oznacza to w kontekście cytowanej Księgi Zachariasza, że zbawienie nie stanie się jego udziałem.

„Dzieci mądrości” (wiersz 35) w relacji Łukasza zestawione są z „czynami mądrości” (Mat 11;19). Te „czyny mądrości” nawiązują bezpośrednio do wyrażenia „czyny Chrystusa” z Mt 11;2 a także do „cudów” o których czytamy w wierszu 20 tegoż rozdziału – (20): Wtedy począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. [Biblia Tysiąclecia II, Mt 11]

Mt 11;4-5 – „Jezus im odpowiedział: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. [Biblia Tysiąclecia II, Mt 11]

Błogosławieństwo odnosi się do tych, którzy nie czują się zgorszeni orędziem Chrystusa, ale należycie odczytują jego czyny. To błogosławieństwo nie odnosi się do miast galilejskich nieprzyjmujących Jezusa, toteż po przypowieści następuje kilkakrotnie wypowiedziane „biada”, skierowane do tych miast (Mt 11;20-24). „Czyny mądrości” to czyny samego Jezusa, czyny Chrystusa – Mesjasza. W nich wyraża się i objawia Mądrość Boża. Ten, kto zamknie się wobec nich, stanie się adresatem gróźb „biada”.

Wiersz 35 siódmego rozdział Ewangelii wg Łukasza – (35): A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność”. [Biblia Tysiąclecia II, Łk 7] nawiązuje do wcześniejszego 29 wiersza – (29): I cały lud, który Go słuchał, i nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. [Biblia Tysiąclecia II, Łk 7]. Jest tu mowa o celnikach i grzesznikach, którzy przyjmowali chrzest od Jana w ten sposób przyznając sprawiedliwość Bogu tj. przyznając i aprobując Jego zbawczy zamiar. Faryzeusze i uczeni w Piśmie nie przyjmują chrztu Janowego i w ten sposób odrzucają i niweczą zamiar Boga. Wynika stąd, że odrzucenie proroków i wysłanników Bożej Mądrości przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie oznacza odwrócenie się od Bożego zbawienia. „Dziećmi Mądrości” są ci, którzy przyjmują i akceptują zamiary Boga tym samym przyznając im słuszność w tym przypadku to celnicy i grzesznicy a nie duchowi przywódcy.

(35): I tak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność. [Biblia Poznańska, Łk 7]

W objaśnieniu przypowieści propozycje dzieci na rynku zestawione są z działalnością Jezusa i Jana. Swym ascetycznym zachowaniem Jan głosił sąd Boży.

(4): Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. (5): Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. (6): Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordanie, wyznając przy tym swe grzechy. (7): A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: „Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? (8): Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, [Biblia Tysiąclecia II, Mt 3]

Z kolei wspólne posiłki Jezusa z ludźmi, nawet z grzesznikami, akcentowały radość i wspólnotę w mającym nadejść Królestwie Bożym. Jan Chrzciciel uznawany był za nadmiernego rygorystę, Jezusowi zarzucano brak ascezy. Jedni chcieli, aby Chrystus zesłał ogień na ziemię i wszystkich przeciwników, i uważali, że jest zbyt łagodnym i pobłażliwym. Inni spodziewali się, że Jezus ułatwi im życie i przyczyni się do dobrobytu. Krzyż był dla nich zbyt trudnym, tak jak i wszystkie wyrzeczenia. Ludzie ci uporczywie trzymali się swoich poglądów, zamiast przyjąć i mierzyć wszystko miarą Boga. Pragnęli Królestwa Bożego, nie zauważając, że to upragnione przez nich Królestwo budowane jest według miar ludzkich, a Bóg stworzony na obraz człowieka. Przeciwnicy Jana i Jezusa są gotowi przyjąć obietnice jedynie na swoich warunkach i według swoich wyobrażeń – ani Janowa groźba sądu, ani zachowanie Jezusa nie zdołało przekonać „tego pokolenia”.

Boża Mądrość, która „woła na ulicach, na placach głos swój podnosi; [Biblia Tysiąclecia II, Prz 1]” (Przyp. 1;20) wysyłała swoje orędzie do ludzi:

(49): Dlatego mądrość Boża powiedziała: Poślę do nich proroków i apostołów. I jednych z nich zabiją, a innych będą prześladowali. (50): Tak to pokolenie poniesie karę za krew wszystkich proroków wylaną od powstania świata. [Biblia Poznańska, Łk 11] (Łk 11;49-50).

Jednak „to pokolenie” nie przyjmowało Bożego przesłania.

Przypowieść skierowana jest przeciwko tym, którzy kształtują albo chcą kształtować obraz Boga według własnych idei i wyobrażeń. Zamiast mierzyć swoje sprawy miarą Boga, chcieliby dostosować Boga i Jego działanie do własnych miar. To człowiek powinien dostosować się do Boga, a nie Bóg do człowieka. Przyjęcie Chrystusa zależy od właściwego obrazu i pojęcia Boga – inaczej nie ma ono sensu.

Jan Chrzciciel okazał się dla niektórych swych słuchaczy zbyt surowy i wymagający. Jezus wydawał się niektórym zbyt łagodny i pobłażliwy. Jedni i drudzy nie okazali się „dziećmi mądrości”, ale raczej dziećmi głupoty. Nie rozpoznali głosu Bożej Mądrości. Ze strony Bożej Mądrości nie było żadnych „zaniedbań”. Bóg wysyłał proroków, posłał Jana Chrzciciela, w końcu swego Syna. W słowach i czynach wzywali oni do wiary. Czynili ją możliwą, słuszną i rozumną. Ale nie wszyscy przyjmowali Słowo Boże, nie wszyscy odpowiadali wiarą.

Tak jest i dzisiaj. Bożemu Słowu nie brakuje niczego. Wszystkim daje możliwość przyjęcia. Ten, kto nie stwarza w swym sercu uprzedzeń wobec Bożego Słowa może je przyjąć z wiarą. Kto jednak zamyka się w sobie, kto szuka tylko siebie, ten znajdzie tylko siebie i nie może odnaleźć Boga. Odrzucenie Chrystusa kiedyś jest upomnieniem na dzisiaj.

Przypowieść o budowaniu wieży i wyprawie wojennej Łk 14;28-32

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? : Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego:  „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.  Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu?  Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. [Biblia Tysiąclecia II, Łk 14]

Są to dwie krótkie bliźniacze przypowieści występujące obok siebie. Innym przykładem tego typu przypowieści może być przypowieść o niespodziewanie przybyłym przyjacielu (Łk 11;5-8) i o sędzim i wdowie (Łk 18;1-7) – te jednak znajdują się w sporym oddaleniu od siebie.

Przyglądnijmy się kontekstowi i tłu tej wypowiedzi.

Ta podwójna przypowieść należy do grupy przypowieści, które rozpoczynają się od pytania: „Któż z was …?” – tego typu formuła występuje tylko u Mateusz i Łukasza. Ma ona na celu uzyskać aprobatę słuchaczy w odniesieniu do prawdy znajdującej się na innej płaszczyźnie, która dzięki przypowieści może być ukazana i zrozumiana.

W Ewangelii wg Łukasza od 51 w. 9 rozdziału do 27 w. 19 rozdziału jest opisana droga Chrystusa do Jerozolimy – w połowie tej opowieści pojawia się omawiana przypowieść. Nieco wcześniej, w tym samym rozdziale 14, Jezus opowiada przypowieść o wielkiej uczcie (Łk 14;16-24). Spotykamy tam wezwanie do pójścia na drogi i opłotki z zaproszeniem na ucztę – Bóg pragnie, zgromadzić wierzących na uczcie Królestwa. W Łk 14,25 następuje modyfikacja tematyki. Właśnie wtedy, kiedy „liczne tłumy” podążały za Jezusem, i to z „dróg i opłotków”, Jezus mówi o cenie, jaką trzeba zapłacić, by być uczniem (Łk 14;25-27).

(25): A szły z Nim wielkie tłumy. On zwrócił się i rzekł do nich: (26): „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. (27): Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. [Biblia Tysiąclecia II, Łk 14]

Na początku, tj. w pierwszej wypowiedzi, Jezus stwierdza dość radykalnie, że nie można być Jego uczniem, jeśli nie ma się „w nienawiści” rodziny, a nawet swego własnego życia, Wyraz „nienawidzić” w znaczeniu semickim oznacza tyle co „mniej miłować” – z 1Moj. 29;30 dowiadujemy się, że Jakub miłował Rachelę, a Leę „nienawidził” – w polskich tłumaczeniach np. BT „Jakub więc zbliżył się do Racheli i kochał ją bardziej niż Leę”. Myśl jest tutaj taka, że uczeń nie może przedkładać czegokolwiek ponad lojalność wobec Jezusa. Zgodnie z takim rozumieniem sens wypowiedzi jest taki, że więź ucznia z Jezusem powinna być ściślejsza niż z ludźmi nawet najbardziej bliskimi. Łukasz myśli zapewne o sytuacji prześladowania, kiedy to uczeń musiał występować wbrew woli najbliższych, w imię wyznawanej przez siebie wiary. Idzie w szczególności o konflikty, które dzieliły członków rodzin w związku z opowiedzeniem się za Chrystusem. W rozumieniu ewangelisty, powyższy wymóg odnosi się do wszystkich, a nie tylko do wybranej grupy np. dwunastu apostołów. Wynika to ze słów wprowadzenia (Łk 14;25), gdzie czytamy, że zachęty Jezusa skierowane były do „wielkich tłumów”.

Wypowiedź druga (Łk 14;27) oznacza, że aby być uczniem Jezusa trzeba być gotowym ponieść „swój krzyż”. Zapewne idzie tu o wyrzeczenie się samego siebie, gotowość przyjęcia cierpienia, a nawet śmierci. Ten wymóg nie odnosi się do czynności jednorazowej, ale raczej jest wezwaniem do trwania w realizacji przyjętego zadania. Zwrot „nieść krzyż” (gr. bastadzo) także w innych miejscach Ewangelii wskazuje na czynność trwającą dłuższy czas tzn. tak długo jak to jest konieczne. Przykłady użycia słowa „nosić” znajdujemy w : Łk 7;14, 10;4, 11,27, 22;10, Dz 3;2, 21,35. Ewangelista nie uściśla, na czym polega dźwiganie krzyża. Pod tym względem drugi wymóg (Łk 14,27) odróżnia się od dwóch pozostałych, które określone są dość precyzyjnie w wierszach 26 i 33.

Tak więc podwójna przypowieść o budowie wieży i wyprawie wojennej włączona jest pomiędzy wezwanie do niesienia krzyża (w. 27) a wezwanie do wyrzeczenia, które następuje w w. 33 –  czytamy: „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Wyrażenie „tak więc” ma znaczenie podsumowujące to, co powiedziano dotychczas: ten, kto chce być moim uczniem, powinien działać jak człowiek, który zamierza budować wieżę albo wyruszyć na wojnę. Przypowieść nie tyle dotyczy samosprawdzenia, co oceny swoich umiejętności. Kluczowym słowem w wierszach 26 i 27 jest „móc – być zdolnym” (gr. dynatai), podobnie w wierszu 33 „móc – być zdolnym” (gr. dynatos), to właśnie jest tematem przypowieści.

Łukasz pragnie podkreślić, jak wielką niekiedy wypada zapłacić cenę, aby stać się uczniem Jezusa. Nie wszyscy stają przed takimi zobowiązaniami, ale jeśli nie przed takimi to z pewnością przed innymi tego rodzaju. Nikt nie może uniknąć określonych wymogów, czy to w momencie w którym decyduje się stać uczniem Chrystusa, czy też później, na drodze, którą obrał. Tak więc przypowieść o roztropności w podejmowaniu ryzykownych przedsięwzięć sąsiaduje bezpośrednio z wezwaniami do wyrzeczenia i radykalizmu.

Sama przypowieść opowiada o dwóch wymagających przedsięwzięciach, a mianowicie o zamiarze budowania wieży oraz wyprawie wojennej. Obydwa przedsięwzięcia nie są pozbawione ryzyka. Zróżnicowanie obrazów i wzajemne uzupełnianie się wskazuje na ich metaforyczność. Obydwa opowiedziane wydarzenia mają jeden punkt wspólny. Chodzi o uniknięcie katastrofy. W pierwszym przypadku klęską jest nie tylko niepowodzenie przedsięwzięcia, ale także szyderstwo ludzi, w drugim – katastrofa militarna i jej konsekwencje. Kolejność przypowieści stopniuje ryzyko. Przegrana bitwa jest czymś bardziej dotkliwym niż zawstydzenie z powodu nieukończenia budowli.

Znaczenie wieży (gr. pyrgos) nie jest zupełnie pewne. Zapewne chodzi o wieże strażniczą stawianą w winnicy (Iz 5;2, Mk 12;1, Mt 21;33) lub o budowlę gospodarczą, w której przechowuje się narzędzia i plony. Tego typu wieże były dobrze znane palestyńskim rolnikom. Były też wieże o znaczeniu militarnym.

Druga przypowieść dotyczy ludzi o zdecydowanie większej pozycji społecznej. Podana liczba wojsk – 10 tyś i 20 tyś pozwala sądzić, że jest to konflikt między dwoma panującymi.. Określenie „król” odnosi się do każdego rodzaju panujących: książąt, wodzów i innych dostojników. „Mniejszy król” musi rozstrzygnąć, czy potrafi podjąć ryzyko oparcia się dwa razy potężniejszemu przeciwnikowi. Niepodjęcie ryzyka jest także przegraną, choć prawdopodobnie mniejszą. Będzie zobowiązany do zapłacenia okupu, utraci prestiż, jednak zachowa życie.

Obydwie części podwójnej przypowieści mówią o potrzebie rozważenia podejmowanego ryzyka. Ryzyko polega na pójściu za Jezusem (w. 25-27) łącznie z wyrzeczeniem się posiadania (w. 33). Obrazy budowy i wojny często pojawia się w Biblii, głównie w Starym Testamencie (np. Iz 5;2, 28;16, 49;17, Jer 24;6, 31;28). Także apostoł Paweł posługiwał się taką metaforyką dla zobrazowania trudów związanych z zakładaniem eklezji. W 1Kor 3;9-15 pojawiają się takie terminy, jak: fundament, budować czy budowla. Przeczytajmy ten fragment:

(9): My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. (10): Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. (11): Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. (12): I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, (13): tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. (14): Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; (15): ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień. [Biblia Tysiąclecia II, 1Kor 3]

W tej metaforze znajdujemy jeszcze jeden punkt wspólny z omawiana przypowieścią – zaznaczona została możliwość niepowodzenia w budowaniu.

U apostoła Pawła również pojawia się metaforyka wojenna np. w 1Kor 9;7, 2Kor 10;3-5, 1Tes 5;8.

Znaczenie przypowieści.

Niektórzy bibliści utrzymują, że podwójna przypowieść nie odnosi się do ewentualnych uczniów Jezusa, ale do niego samego. Chrystus podejmował decyzję „porzucenia rodziny” i „niesienia swojego krzyża” (Łk 14;26-27) w czasie czterdziestodniowego pobytu na pustyni po przyjęciu chrztu. Budowniczym wieży jest (wiersze 28-30) Jezus budujący Królestwo. Królem wyruszającym na wojnę (wiersze 31-32) – Jezus walczący ze złem. Jakkolwiek taka interpretacja może być ciekawa ze względu na swoją obrazowość, to jednak z kontekstu wynika, że przypowieść związana jest ściśle z wypowiedziami na temat uczniów i dotyczy uczniów.

Przypowieść przestrzega przed nieprzemyślanym i mało świadomym przyjmowaniem statusu ucznia. Jezus w swych pouczeniach wskazywał na wymogi stojące przed jego uczniami.

W Mat 8;19-22 czytamy;

(19): Wtem przystąpił pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: „Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”. (20): Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć”. (21): Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca”. (22): Lecz Jezus mu odpowiedział: „Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych”. [Biblia Tysiąclecia II, Mt 8]

Kiedy Jakub i Jan wyrazili pragnienie królowania z Jezusem, usłyszeli pytanie: „czy możecie …?”

Status ucznia nie jest czymś błahym i wezwanie do stania się uczniem nie zwalnia od poważnego zastanowienia się.

Znaczenie przypowieści jest jasne. Jeśli ktoś zamierza budować wieżę, musi dokonać obliczenia potrzebnych środków. Jeśli ktoś wyrusza na wojnę, powinien ocenić swe siły. Bycie uczniem zobowiązuje do uprzedniego poważnego zastanowienia się. Bycie uczniem zmienia relacje rodzinne, wymaga gotowości poświęcenia życia, przesuwa zainteresowanie sobą samym na innych i zobowiązuje do dyspozycyjności dla innych. Zarazem przypowieść zobowiązuje do zastanowienia się, czy wolno odrzucić wezwanie Chrystusa.

Z pewnością nie wszyscy chcą być uczniami Jezusa. Nie ma jednak podstaw by twierdzić, że bycie uczniem nie jest możliwe dla wszystkich. W historii chrześcijaństwa próbowano ustanowić dwa stopnie zaangażowania wierzących: ludzi w pełni realizujących zobowiązania uczniów oraz tych bardziej zajętych sprawami świata. Tego typu podejście nie ma, żadnych biblijnych podstaw. Albo jest się uczniem Jezusa albo się nim nie jest.

Zaproszenie Jezusa jest uniwersalne. Każdy może i powinien stać się uczniem Chrystusa – choć może być to realizowane w różny sposób. Zastanowienie, do którego wzywa przypowieść, polega na dostrzeżeniu i policzeniu zobowiązań płynących ze statusu ucznia. Jeśli tego zabraknie, może zaistnieć sytuacja porzucenia zamiaru i dezercji w obliczu zadania, do którego podeszło się bez wystarczającego zastanowienia. Ukazując wymogi, którym należy stawić czoła, kontekst przypowieści zobowiązuje ucznia Chrystusa do wytrwałości. Pójście za Jezusem nie jest sprawą chwilowego entuzjazmu. Ewangelia mówi o długotrwałej, cierpliwej i kosztownej inwestycji co w zderzeniu ze współczesną kulturą życia jest bardzo trudne. Przyjęcie Bożego wezwania i zaproszenie przez Jezusa jest dla człowieka konieczne do zbawienia. Dlatego nie można przypowieści rozumieć w ten sposób, że lepiej jest odrzucić wezwanie Boże, niż poprzez niedoskonałą współpracę nie wykorzystać Bożej łaski. W przypowieści zawarta jest cicha, ale mocna nadzieja, że trudności tym bardziej zmobilizują do wejścia na drogę ucznia Chrystusowego. Przypowieść raczej zachęca do podjęcia wysiłku niż do wycofania się.

Każdy z nas kiedyś podejmował tę bardzo ważną decyzję o pójściu za Chrystusem – „czy policzyliśmy wydatki”? czy zastanawialiśmy się nad bitwą z dwukrotnie większymi siłami, którą musimy stoczyć? Niekoniecznie, ale teraz już wiemy jakiego zadania się podjęliśmy z wszystkim jego konsekwencjami. „Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” Rz 8;3.

Przypowieść o zasiewie Mk 4,26-29

„Z Królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo”.

Przypowieść o zasianym ziarnie, które kiełkuje i rośnie, występuje jedynie w Ewangelii Marka. Wskazuje ona na sposób zrozumienia Królestwa Bożego podobnie jak przypowieść o ziarnie gorczycy Mk 4;30-32. Ewangelia Marka różni się od Ewangelii Mateusza, gdzie znajduje się znacznie więcej przypowieści w których Jezus chciał pokazać naturę Królestwa. Na przykład: jest ono podobne człowieka, który zasiał ziarno na swej roli (Mt 13,24), do ziarna gorczycy (Mt 13,31), do kwasu (Mt 13,33), do ukrytego skarbu (Mt 13,44), do rybackiej sieci (Mt 13,47), do właściciela winnicy (Mt 20,1), do króla który chciał się rozliczyć ze swoimi sługami (Mt 18,23), do króla, który przygotował wesele (Mt 22,2), do dziesięciu panien oczekujących na oblubieńca (Mt 25,1). W Ewangelii Marka Królestwo Boże podobne jest do zasianego ziarna, które kiełkuje i wzrasta, podobne jest także do ziarenka gorczycy.

Cały czwarty rozdział Ewangelii Marka jest zbiorem pouczeń Jezusa skoncentrowanym na Królestwie Bożym. Działalność Jezusa miała miejsce głównie w okolicach Kafarnaum i Jeziora Galilejskiego, gdzie naturalnym tłem nauczania było jezioro i łodzie, to jednak materiał do przypowieści wydaje się być zaczerpnięty z życia wiosek i gospodarstw Nazaretu. Przypowieści tego zbioru: przypowieść o siewcy (Mk 4,3-8) wraz z objaśnieniem (Mk 4,13-20), o zasiewie (Mk 4,26), a także ostatnia – o ziarnie gorczycy (Mk 4,30-32) objaśniają się nawzajem i uzupełniają. Zauważmy, że ten rozdział następuje po rozdziale trzecim, który mówi o sprzeciwie i niezrozumieniu wobec nauczania Jezusa. Rodzina uważała, że „odszedł od zmysłów” Mk 3,21 a uczeni w piśmie mówili, że „ma Belzebuba i że mocą księcia demonów wypędza demony” Mk 3,22. To właśnie główny temat nauczania Chrystusa – Królestwo Boże wywoływał tak przeciwstawne reakcje.

Przypowieść składa się z trzech sekwencji wydarzeń wraz z dołączonym objaśnieniem do drugiej sekwencji. Sekwencja pierwsza obejmuje takie czynności jak: zasiew, spoczynek i ponowne powstanie do pracy gospodarza. Wyrażenie „w nocy i we dnie” wskazuje na rytm upływającego czasu i jest przeciwieństwem słowa „zaraz” („wnet” tłum BW) w końcowej sekwencji trzeciej. W judaizmie dzień zaczyna się po zachodzie słońca stąd taka kolejność noc i dzień. Druga sekwencja opowiada o kiełkowaniu i wzrastaniu zasiewu. Podkreślona jest w niej wewnętrzna moc ziemi, dzięki której następuje wzrost. Skoro siewca wrzucił ziarno, wszystko zmierza ku żniwom, chociaż siewca nie czyni już nic w tym kierunku ani nie wie jak to się dzieje. Ziarna raz wrzucone w ziemię, nic nie powstrzyma, ponieważ tak postanowił Stwórca. I na tym mogłaby zakończyć się przypowieść o Królestwie Bożym, które z czegoś tak małego jak ziarno osiągnie swój pełny kształt. Ale oto pojawia się jeszcze jedna sekwencja wydarzeń: dojrzałe zboże wskazuje na czas rozpoczęcia żniw (w. 29) – przerwany zostaje dotychczasowy rytm pracy i snu. „Żniwo” w Starym Testamencie jest metaforą końca czasów – wskazuje na nowy eschatologiczny wątek przypowieści.

Przypowieść przedstawia rolniczy świat Palestyny. W porze zimowej rolnik wykonuje pracę zasiewu. Po wykonaniu pracy udaje się na odpoczynek nocny, a następnego dnia wstaje znów do nowej pracy. Nie jest powiedziane czy dokonuje on jakiś zabiegów pielęgnacyjnych. Przypowieść o kąkolu sugeruje, że takie prace były podejmowane. Brak wiedzy rolnika odnosi się do zjawiska kiełkowania i wzrostu rośliny, nie zaś do nawadniania czy innych zabiegów pielęgnacyjnych. W opisie bardzo mocno podkreślona jest energia ziemi – „ziemia sama z siebie owoc wydaje”. Przypomina to opis ziemi w akcie stworzenia – „niech się zazieleni ziemia, zieloną trawą, wydającą nasienie i drzewem owocowym, rodzącym według rodzaju swego owoc, w którym jest jego nasienie na ziemi” 1Moj 1,11. Bez współpracy ziemi nie powstanie łodyga, źdźbło i kłos.

W ostatnim wersecie przypowieść nawiązuje do Księgi Joela 3;18 (lub 3;13) – „zapuście sierp gdyż nastało żniwo”. Wzmianka o sierpie i żniwach pojawia się również w Obj 14,14-16:

„Potem ujrzałem: oto biały obłok – a Siedzący na obłoku, podobny do Syna Człowieczego, miał złoty wieniec na głowie, a w ręku ostry sierp. I wyszedł inny anioł ze świątyni, wołając głosem donośnym do Siedzącego na obłoku: zapuść twój sierp i żniwa dokonaj, bo przyszła już pora dokonać żniwa, bo dojrzało żniwo na ziemi! A Siedzący na obłoku rzucił swój sierp na ziemię i ziemia została zżęta”.

Występujące słowa: żniwo, sierp, zaraz, wysłać – wskazują na powrót Chrystusa i sąd. Z jednej strony żniwa są powodem do radości, z drugiej jednak czas żniw przynosił rozczarowanie. Wielu zubożałych rolników i robotników najemnych, zmuszanych do płacenia uciążliwych podatków wszczynało bunty i rozruchy – pisze o tym Józef Flawiusz. Wspominanie „sierpów” nie jest bez znaczenia. Joel mówi o wojnie przeciw Izraelowi za pomocą sierpów przekutych w miecze. Także Izraelici przekuwają sierpy na miecze, o czym również wspomina Flawiusz.  

Jezus posługiwał się obrazem żniwa dla opisania swej działalności np. w Mt 9,37-38 – „wtedy rzekł do swoich uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” oraz przyszłego sądu w Mt 13,30,39 – „żniwem jest koniec świata, a żeńcami aniołowie”.

W Iz 61,11 znajdujemy słowa użyte w Mk 4,28 – „bo jak ziemia wydaje swoją roślinność i jak w ogrodzie kiełkuje to, co w nim zasiano”. Ps 126,5 przeciwstawia sianie ziarna „pośród łez” późniejszej radości z powodu żniw – „ci, którzy siali ze łzami, niech zbierają z radością”. Wytrwała praca cieszy się uznaniem Boga: „Izaak zasiewał w tym kraju i zbierał rokrocznie stokrotny plon” 1Moj 26,12. Obraz ziarna przenoszony był na ludzi: „zaledwie ich zaszczepiono, zaledwie ich zasiano, zaledwie zakorzenił się ich pień w ziemi” Iz 40,24, albo Izrael: „Bóg zasiał ich między narodami” Zach 10,9.

Obraz ziarna czy zasiewu jest często stosowany w Nowym Testamencie. Szczególnie czasownik „siać” – pojawia się 52 razy. Paweł stosuje tematykę zasiewu i żniwa w swoim wykładzie na temat zmartwychwstania w 1Kor 15. Czy „zasypianie” i „wstawanie” siewcy może być alegorią zmartwychwstania Chrystusa?

Obrazy: ziarno – siew – żniwo okazują się szczególnie przydatne w opisie mającego nadejść Królestwa Bożego.

Znaczenie wyrażenia „samo z siebie” (gr. automate). Wyrażenie to wskazuje na coś co pojawia się spontanicznie, samoczynnie, jak np. rośnięcie zboża w roku szabatowym jak np. w 3Moj 25,5,11. Tutaj na pewno nie chodzi o rok szabatowy, ponieważ to człowiek siał ziarno. Wyrażenie „samo z siebie” odnosi się do czegoś co zachodzi bez udziału człowieka i jak się wydaje jest istotne do zrozumienia całej przypowieści. Przypowieść nie mówi o tym, co człowiek powinien czynić, ale o tym, do czego Królestwo Boże jest podobne. Podobnie jak czynność siania rozpoczyna spontaniczny i nieodwracalny proces, tak i Królestwo jest podobne do procesu takiego wzrastania, które prowadzi „samo z siebie” do żniwa. Nie zależy to od tych, którzy je głoszą ani tych którzy je przyjmują – to wszystko jest uzależnione jedynie od Bożego działania.

Niekiedy mówi się, że ważnym elementem przypowieści jest opis bezczynności człowieka, który zasiał ziarno. Czasami mówi się o jego braku doświadczenia czy lenistwie. Wynikałoby stąd, że przypowieść uczy bierności, obojętności, czy postawy beztroski. Powyższe wnioski trudno uznać za prawdziwe mając na uwadze nauczanie Jezusa w ogóle. Wzmiankę o zasypianiu i wstawaniu należy rozumieć raczej jako informację o upływie czasu, a nie pochwałę bierności. W rzeczywistości rolnicy nie ograniczali się jedynie do zasiania ziarna lecz podejmowali jeszcze inne działania jak np. spulchnianie ziemi czy nawadnianie. Rolnicy starają się usunąć wszelkie przeszkody uniemożliwiające kiełkowanie i wzrost ziarna. Przypowieść o zasiewie, podobnie jak inne przypowieści, ukazuje ciąg wydarzeń: człowiek sieje, śpi i wstaje, wysyła żeńców. To, że człowiek nie wie, jak dokonuje się wzrost, ma pouczać, że wzrost nie jest zależny od niego.

Takie przypowieści jak: o siewcy, o zasianym ziarnie, o ziarnie gorczycy, o kwasie, o pszenicy i chwaście odpowiadają na pytania pojawiające się wobec nauczania Jezusa o mającym nadejść Królestwie. Nieodparcie nasuwa się pytanie: gdzie jest to Królestwo? Skoro nie spełniły się żydowskie oczekiwania w sprawie Królestwa i wyzwolenia Izraela, to czy Jezus jest rzeczywiście tym na którego oczekiwano? Czyżby wędrowny nauczyciel z Galilei i jego mała grupa uczniów miała dać początek oczekiwanego Królestwa? Słuchacze Jezusa są zawiedzeni tym, że nic się nie dzieje i że Jezus w niczym nie wyobraża Bożego gniewu na bezbożnych, którego spodziewano się i oczekiwano w dniach ostatecznych. Wręcz przeciwnie – Jezus był uosobieniem łagodności i dobroci wobec grzeszników. Jak więc spełni on obietnice mesjańskie? Dlaczego nie daje sygnału do ataku i usunięcia Rzymian i ustanowienia Królestwa Izraela – Królestwa Bożego? Jeśli pamiętamy, że uczniami Jezusa byli Galilejczycy i że niektórzy z nich byli sympatykami Zelotów (Łk 6,12-16), to możemy wyobrazić sobie ich rozczarowanie stanowiskiem Jezusa.

I w tym momencie pojawiają się przypowieści, które odpowiadają na te pytania. Jezus mówi, że rozumie ich problem. Opowiada im przypowieść, by pokazać, że Bóg ma czas na wszystko. Jeśli Bóg dopuszcza, że wszystko biegnie swoim torem, to dlatego że potrafi czekać na odpowiedni czas dla ostatecznej interwencji.  Znaczenie przypowieści byłoby może bardziej oczywiste, gdyby w myśl końcowych pytań, występujących w wielu przypowieściach (Mk 12,9; Łk 7,42; 10,36; 18,7), także tutaj pojawiło się pytanie, np.: Czy uważacie, że człowiek ten nie powróci już nigdy na swoje pole? Odpowiedź byłaby jednoznaczna: oczywiście, kiedy ziarno dojrzeje – powróci.

Poza korygowaniem poglądów na temat Królestwa, przypowieść podkreśla takie tematy jak: czas wzrostu i pewność nadejścia żniw. Zasiew dokonuje się w działalności Jezusa. Działalność Chrystusa zapoczątkowała ciąg czynności prowadzących do pełni Królestwa tak niezawodnie, jak sianie nieuchronnie prowadzi do żniwa. Głoszone przez Jezusa Królestwo zakłada wzrost, jakkolwiek to nauczanie nie ukazuje szczegółów, w jaki sposób ten wzrost następuje. Przypowieść głosi: to, co widzisz, to nie wszystko to, co się wydarzy przed nadejściem Królestwa.

Przypowieść nie mówi, co człowiek potrafi a czego nie potrafi czynić. Ziemia „sama z siebie” dokonuje wzrostu. Królestwo jest Bożym Królestwem – ludzie nie pojmują ani nie powodują jego wzrostu, ale ten jest tak pewny jak wzrost i owocowanie zasianego ziarna. To pełna optymizmu przypowieść. Pomimo skromnych początków ludzie mogą ufać, że Królestwo urzeczywistni się – cierpliwość oraz otucha są owocami tej przypowieści.

W przypowieści o ziarnie można upatrywać odpowiedź na trudności związane z głoszeniem Królestwa Bożego. Jak już wspomniano, poprzedzający przypowieść rozdział trzeci mówi o wielu przeciwnościach i mocnej opozycji z jaką spotkał się Chrystus wśród swoich rodaków i najbliższej rodziny. Czy warto kontynuować nauczanie w takich warunkach? Przypowieść odpowiada, że warto. Trzeba ufać w końcowy rezultat jak w przypowieści o siewcy, gdzie jest mowa o owocu „trzydziestokrotnym, sześćdziesięciokrotnym i stokrotnym” i wierzyć w wewnętrzną moc głoszonego Królestwa jak w przypowieści o zasiewie. Poprzez przypowieść Jezus odpowiadał tym którzy powątpiewali w powodzenie Jego misji. Możemy również domniemywać, że ewangelista Marek odnosił przesłanie przypowieści do swoich czasów, czasów kościoła apostolskiego. W obliczu wielu trudności i prześladowań, przypowieść zachęca: wytrwajcie! Nie pozostaje nic innego jak zaufać Bogu w przekonaniu, że na końcu nie zabraknie owoców. To odnosi się również do nas. Ewangelia może spotkać się z obojętnością i sprzeciwem, jednak żadna moc nie jest w stanie jej powstrzymać skoro zasiew został już dokonany – plon i żniwo są tylko kwestią czasu. Obowiązkiem wierzących jest świadczyć o Ewangelii. Reszta nie zależy od nas.

Przesłanie przypowieści jest dość oczywiste, Królestwo Boże przyjdzie niezawodnie. Potrzebna jest nam cierpliwość, dzięki której z nadzieją patrzymy w przyszłość należącą ostatecznie do Boga.

Przypowieść o odźwiernym Mk 13,33-37

„Patrzcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy ten czas nadejdzie. Podobnie jak z człowiekiem w podróży: zostawił swój dom, przekazał uprawnienia swoim sługom, każdemu wyznaczył zajecie, a odźwiernemu przykazał, by czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: późno czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodziewanie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!”.

Przypowieść nosi różne nazwy. Niekiedy podkreślona jest w niej osoba pana: „o nieobecnym panu” czy też „o późno powracającym panu” lub „o panu powracającym nocą”. Inni kładą nacisk na odźwiernego: „o odźwiernym” albo „czuwającym odźwiernym”. Każda z tych nazw ma swoje uzasadnienie.

Kontekst. Przypowieść o odźwiernym stanowi zakończenie mowy będącej odpowiedzią Jezusa na pytanie uczniów o czas zapowiedzianego zburzenia świątyni – „Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak, gdy to wszystko będzie się spełniać?”Mk 13,4. Cała mowa Jezusa zapisana w 13 rozdziale Ewangelii wg Marka składa się z dwóch części. Pierwsza (w. 5 -27) wymienia mające nastąpić wydarzenia, druga (w. 28 – 37) koncentruje się na pytaniu „kiedy?”. Ta druga część rozpoczyna się przypowieścią o zieleniejącym drzewie figowym (w. 28 – 29), a kończy przypowieścią o odźwiernym (w. 33 – 37) i dotyczy powrotu Chrystusa na ziemię. Moment przyjścia, którego poprzedzające znaki przypowieści o zieleniejącej fidze zaleca rozpoznawać, jest nieznany – „Ale o tym dniu i godzinie nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” Mk 13,32, w przeciwieństwie do wydarzeń wymienionych wcześniej tj. w w. 5 – 23, o których wiadomo kiedy się rozpoczną, a mianowicie za dni „tego pokolenia” (w. 30).

Tekst. W samej przypowieści uderza potrójne wezwanie do czuwania. Znajdujemy je na samym początku przypowieści: „Czuwajcie, bo nie wiecie” (w. 33), pośrodku: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie” (w. 35) oraz na końcu: „Czuwajcie” (w. 37). Pomiędzy tymi zachętami opisane zostało położenie właściciela domu przed wyjazdem (w. 34) oraz po powrocie (w. 35 – 37).

Werset 33 stanowi zachętę. Pojawia się tutaj czasownik w trybie rozkazującym „patrzcie” z późniejszym uzasadnieniem oraz kolejne zalecenie „czuwajcie”, nawiązujące już do przypowieści o nocnym powrocie pana. Kolejny werset opowiada o bliżej nieznanym właścicielu, który wybierając się w podróż, przekazuje swoim sługom staranie o swoje mienie. Spośród wszystkich sług wymieniony jest odźwierny, do którego obowiązków należy czuwanie i gotowość na przyjęcie pana domu, niezależnie od godziny jego przybycia. Powrót o nieprzewidywalnej porze wymaga czuwania ze strony odźwiernego i pozostałych sług. Z wypowiedzi tej wynika, że czuwający otrzymają nagrodę, śpiący zaś poniosą karę.

Główną postacią jest właściciel domu, drugorzędnymi są słudzy. Przeciwnikiem sług jest noc, która nakłania do snu. Stąd wymienione są cztery pory straży nocnej: późno, o północy, o pianiu kogutów i rankiem. Właściciel domu nie wymaga rzeczy niemożliwej. Odźwierny musi pamiętać, że o każdej straży nocnej powinien być przygotowany na przyjęcie właściciela.

Obraz. Przypowieść nawiązuje do starożytnej instytucji „domu”. Pan przekazuje swoją władzę nad domem swoim sługom. Powód i czas jego nieobecności nie jest podany. Może to być sąsiedzka wizyta, ale też dłuższa nieobecność. W obydwu przypadkach nocny powrót jest niezwykłością. Podróże nocne były niebezpieczne. Z tego też powodu uroczyste przyjęcia i uczty kończyły się przed zapadnięciem zmroku. Wyjątki były oczywiście możliwe. Poza tym nawet jeśli chętniej podróżowano za dnia niż nocą, to jednak jest możliwe, że wracano do domu już po zmroku, aby nie spędzać poza nim kolejnej nocy.

Wejście do typowego grecko-rzymskiego domu, którego przykłady znajdowały się także w Jerozolimie, prowadziło poprzez wąski korytarz do zadaszonego atrium. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogły spełniać obowiązki odźwiernego. Ilustruje to opowiadanie o uwolnieniu Piotra z więzienia: „Kiedy zakołatał do drzwi wejściowych, nadbiegła dziewczyna imieniem Rode i nasłuchiwała. Poznała głos Piotra i z radości nie otwarła bramy, lecz pobiegła powiedzieć, że Piotr stoi przed bramą” [Biblia Tysiąclecia II, Dz 12;13-14]. Uwolniony Piotr puka do drzwi znajomego w Jerozolimie. Odźwierna nie otwiera natychmiast, ale informuje mieszkańców.

Cztery straże odpowiadają rzymskim zwyczajom wojskowym. Noc zaczyna się o godzinie 21:00, a ranek rozpoczynał się o godzinie 06:00. Służba straży była niejednokrotnie bardzo ryzykowna. Żołnierz, który zasnął na straży narażał się na karę śmierci. Czy kara ta była stosowana zawsze, trudno powiedzieć. Prawdopodobnie była też zamieniana na inne odpowiednie kary. W przypadku zaśnięcia odźwierny nie musiał liczyć się z karą śmierci, choć nie jest to wykluczone, gdyż do czasów Hadriana właściciel posiadał nieograniczoną władzę nad swoim niewolnikiem.

Motyw odejścia właściciela oraz jego powrotu pojawia się też w Ewangeliach Łukasza i Mateusza. W Łk 12,35-38 czytamy o czuwających sługach, w Łk 12,42-46 i Mt 24,45-51 o wiernym i roztropnym słudze natomiast w Łk 19,12-27 i Mt 25,14-30 o panu, który wyjeżdżając przekazał sługom pieniądze.

Znaczenie wezwania do czuwania. W niektórych przypowieściach informacja o ich zastosowaniu pojawia się zaraz na samym początku np. w Łk 18,1 – „Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać”. Zazwyczaj jest przeciwnie, taka informacja pojawia się na końcu np. w Łk 11,9 – „I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. Przypowieść o odźwiernym jest jedyną, w której mamy do czynienia z trzy razy pojawiającym się zastosowaniem: na początku, pośrodku i na końcu.

Pierwsze znaczenie czasownika agripneo zastosowanego w wierszu Mk 13,33 to „nie spać”, „powstrzymać się od snu”. Takie znaczenie czasownika znajdujemy np. w 2Kor 6,5 gdy mowa jest o „nocnych czuwaniach” podobnie w 2Kor 11;27 o braku snu apostoła. W ten sposób czasownik podkreśla najpierw aspekt negatywny, czyli brak snu, podczas gdy czasownik gregoreo zastosowany w wierszach 35 i 37 podkreśla aspekt pozytywny, a mianowicie fakt bycia trzeźwym, czuwania.

Czym charakteryzuje się owa postawa czuwania?  W Ef 6,17-18 postawa czuwania łączy się z postawą modlitwy. „Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże –  wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu. Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych”. Widać to także w Łk 21,36 gdzie czytamy: „Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”. Tak więc wierzący okazują się czuwającymi poprzez modlitwę. Natomiast w Hbr 13,17 czasownik agripneo odpowiada postawie troszczenia się i odpowiedzialności za wspólnotę – „Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają (agripnousin) nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne”.

Zachęta z wiersza 33 została podjęta w wierszach 35 i 37 tym razem przy pomocy czasownika gregoreo. Czasownik ten pojawia się dwukrotnie w następnym rozdziale w opisie wydarzenia z ogrodu Getsemani. W Mk 14,34,37-38 czytamy: „zostańcie tu i czuwajcie” oraz „rzekł do Piotra: Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”.

Czuwanie w Nowym Testamencie często odnosi się do stałości w wierze: „czuwajcie, trwajcie w wierze, bądźcie mocni” 1Kor 16,13, „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu. Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie” 1P 5,8-9.

O czuwaniu poprzez trwanie w wierze i budowanie społeczności pisze Paweł w swoim Pierwszym Liście do Tesaloniczan: „Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi. Ci, którzy śpią, w nocy śpią, a którzy się upijają, w nocy są pijani. My zaś, którzy do dnia należymy, bądźmy trzeźwi, odziani w pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia. Ponieważ nie przeznaczył nas Bóg, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, abyśmy, czy żywi, czy umarli, wraz z Nim żyli. Dlatego zachęcajcie się wzajemnie i budujcie jedni drugich, jak to zresztą czynicie” 1Tes 5,6-11.

Tak więc czuwanie w rozumieniu pierwszych uczniów Jezusa polega na trwaniu w wierze poprzez modlitwę (to obecność przed Bogiem) i budowaniu społeczności wierzących poprzez przyjęcie odpowiedzialności za innych (to obecności przed braćmi i siostrami).

Przestroga przed spaniem. Ten, kto zostanie zaskoczony przez powracającego Pana zaniedbał jego polecenie. „Czuwać” oznacza właściwe zachowanie do ostatniego momentu, „zasypianie” natomiast jest stopniowym odchodzeniem, zaniedbaniem powierzonych obowiązków z fatalnym skutkiem. Sen w Biblii jest metaforą śmierci do której ostatecznie doprowadzi postawa braku czuwania. Jednak postawa taka może być odwrócona, zachęca do tego apostoł Paweł w swoich listach: „A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli” Rz 13,11, „Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus” Ef 5,14 czy też „Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi” 1Tes 5,6.

Jest rzeczą oczywistą, że przypowieść o odźwiernym odnosi się do powtórnego przyjścia Chrystusa na ziemię i ustanowienia Królestwa Bożego. Przekonanie o mającym nadejść Panu powinno być dla nas zachętą do nieustannego czuwania, poprzez wzrastanie w wierze i społeczności. Każdego dnia pamiętajmy o słowach obietnicy zapisanych w ostatniej księdze Nowego Testamentu: „Mówi ten, który o tym świadczy: „Zaiste, przyjdę niebawem”. Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” Ap 22;20.