Kim są Chrystadelfianie w Społeczności Dawn? – wierzenia i praktyka

Wspólnota – główne zasady

Pojęcie wspólnoty z Bogiem jest jedną z fundamentalnych doktryn Biblii. Po pierwsze, jest to wspólnota z Wszechmogącym, który stworzył człowieka celem włączenia go do wspólnoty wiecznej. Świętość Boga jest obecnie barierą pomiędzy Nim a grzesznym człowiekiem, ale dzięki dziełu Jezusa Chrystusa ta doskonała wspólnota może zostać w końcu osiągnięta. W międzyczasie ci, którzy zostali powołani do Prawdy, mają dodatkowy przywilej radosnej wspólnoty ze sobą nawzajem. Dalej trwają w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach (Dz 2.42). Ale to dzielenie się daną przez Boga nadzieją oznacza, że poszczególni wierni oraz społeczności wiernych muszą odrzucić jakąkolwiek wspólnotę z czymkolwiek, co jest Mu wstrętne. Jest to główna zasada Bożego objawienia i podstawa wciąż powtarzanych w Piśmie nauk. 

            Dlatego Bóg chce świętych ludzi. Takie było zaproszenie Boga skierowane do Izraela na Synaju i takie same słowa skierowane zostały do chrześcijan przez Piotra w jego pierwszym liście (1 P 2.9). Bycie świętym oznacza, że mamy być komuś/czemuś „poświęconymi” lub „odłączonymi”. Nasze życie musi być poświęcone wypełnianiu woli Boga i musi się wyraźnie różnić od życia większości ludzi, którzy za nic mają Boże standardy i wymagania. Bóg stwierdza: Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa (Iz 66.2). Pokora wobec Boga, szacunek dla Jego Słowa i wiara w Jego obietnice to cechy charakteryzujące człowieka wiary. Wiara i posłuszeństwo sytuują nas w relacji przymierza z Bogiem przez Chrystusa, obdarzając nas ogromnym przywilejem, ale również wielką odpowiedzialnością. Słowo Boga jest Prawdą, jest tylko jedna prawdziwa ewangelia i jeden tylko standard odpowiedniego zachowania przed Jego obliczem. Miłość do Boga i szacunek dla Jego Słowa wymagają, abyśmy szukali tej Prawdy i dążyli do jej utrzymania. Od czasu do czasu każdy z nas zawodzi i potrzebujemy Bożego miłosierdzia i przebaczenia. Nasze osobiste słabości nie oznaczają jednak, iż możemy dążyć do obniżenia Bożych standardów, a raczej musimy wzmóc nasze wysiłki, by starać się żyć zgodnie z Bożym, świętym powołaniem.

Nauczanie w Starym Testamencie

Kiedy Bóg wybrał Izraelitów jako Swój święty lud, dał im Prawo, by ich pouczyć, jak być świętymi i oddzielonymi od innych ludźmi. Duża część tego Prawa była poświęcona ukazaniu, jak łatwo człowiek mógł stać się nieczystym i oddzielonym od Boga. Chociaż nie jesteśmy już skrępowani Prawem Mojżeszowym, to jego zasady prezentujące nieczystość rytualną mogą nas wiele nauczyć. W następstwie przypadkowego kontaktu z padliną zwierzęcia nieczystego człowiek pozostawał nieczysty aż do wieczora. Jeśli ktoś niósł zwłoki zwierzęcia, wymagane były dodatkowe zabiegi – musiał on uprać swe ubranie, a następnie pozostawał nieczystym aż do wieczora. Prawo definiowało dłuższe okresy nieczystości w następstwie kontaktu z narodzinami albo śmiercią człowieka. W tym czasie pozostawania nieczystym Izraelita nie mógł zbliżać się do świątyni ani dotykać rzeczy świętych, lecz wciąż pozostawał częścią obozu Izraela. Ale istniała też jeszcze inna kategoria nieczystości: to ci, którzy pozostawali w stanie permanentnej nieczystości, uosabianej przez trędowatego. Ci nieszczęśnicy nie tylko nie mieli dostępu do świątyni, musieli oni także przebywać poza obozem.

We wszystkich tych przykładach istnieje wzorzec dla duchowego Izraela. Wszyscy grzeszymy i musimy ćwiczyć nasze sumienie w przyznaniu się do tego grzechu i odbyciu przepisanego procesu oczyszczenia. Ale człowiek, który tkwi w grzechu, reprezentowany przez trędowatego, musi być usunięty poza obóz, by zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii. Okres separacji od obozu nie był definitywny; wolny od choroby, po okazaniu swego stanu kapłanowi, oczyszczony trędowaty mógł z powrotem znaleźć się w obozie. Zasady te dają nam jasny wgląd w poglądy Ducha Św. odnośnie tych kwestii.

Nauczanie w Nowym Testamencie

Te same zasady są bardzo jasno przedstawione w Nowym Testamencie, gdzie znajdują się liczne wzmianki o konieczności oddzielenia się od tych, którzy obstają przy błędnej nauce i/lub uczynkach (Mt 18.15-17; Rzym 16.17; 1 Kor 5.11; 2 Tes 3.6,14-15; Tyt 3.10-11; 2 J 10).

Podobnie jak w Prawie Mojżeszowym, tak jest i w nauczaniu apostołów: osoba, która pozostawała w błędzie, miała pozostawać odseparowana od społeczności świętych do czasu, gdy on czy ona pokazała, że zmieniła swe zachowanie. Następnie osoba ta mogła i powinna być przyjęta z powrotem do społeczności, jak to jasno ukazane zostało w przypadku brata w Koryncie (2 Kor 2.6-7). Odsunięcie się to było konieczne, by przywieść grzesznika do nawrócenia i by zapobiec spowodowaniu, że za jego złym przykładem pójdą inni – Czy nie wiecie, że odrobina kwasu cały zaczyn zakwasza? (1 Kor 5.6). Odsunięcie się jest jedyną karą, metodą eklezji do zastosowania w przypadku, gdy brat lub siostra odmawiają odwrócenia się od błędu w wierze lub uczynkach. Celem zawsze powinno być unaocznienie powagi tej sytuacji w nadziei spowodowania zmiany zdania u osoby błądzącej. Odsunięcie się zawsze powinno mieć na celu poprawę, a nigdy ukaranie.

Znaczenie odsunięcia się 

Stwierdziwszy, że odsunięcie się to odpowiedzialność spoczywająca na ludzie Boga, czego nakazano przestrzegać zarówno w czasach Starego, jak i Nowego Testamentu, powinniśmy spróbować zrozumieć, co ono oznacza. Nigdy nie wolno przypisać sobie przywileju osądzania, czy ktoś może zostać zaakceptowany przez Boga. Nie możemy sądzić sługę innego Pana i z pewnością nie wolno nam ustalać stanowiska brata czy siostry przed Bogiem i Chrystusem. Jeśli odsuniemy się sami od kogoś innego, nie czynimy siebie lepszymi od tej osoby; my tylko zaznaczamy swą odmienność. Mówimy przez to, że – zgodnie z naszym rozumieniem Pisma – wierzymy, iż zachowanie brata czy siostry jest niewłaściwe, więc musimy odsunąć się od takiego postępowania. Niepodjęcie żadnego działania w tym wypadku może skutkować zbłądzeniem przez innych, a co ważniejsze dla nas, my sami popełnilibyśmy grzech. Ta kwestia jest niezwykle ważna, chociaż często niedoceniana. Nie zostajemy skażeni grzechem kogoś innego, lecz swoim własnym grzechem nieposłuszeństwa wobec nakazu Chrystusa, by odsunąć się od ludzi postępujących źle uporczywie i bez chęci nawrócenia. Nie mamy takich kompetencji, aby zmieniać, ignorować czy umniejszać znaczenie przykazań Chrystusa; takie postępowanie podejmowane po to, by okazać komuś swą miłość, jest – w rezultacie – twierdzeniem, że kochamy mocniej niż sam Chrystus.

Pierwszym działaniem musi być próba naprawy sytuacji poprzez pobożną rozmowę. Lecz jeśli problemy fundamentalnej natury nadal są niemożliwe do rozwiązania, wówczas możliwe są tylko dwa wyjścia. Możemy albo „zamieść te różnice pod dywan” i je zignorować, albo musimy odłączyć się od tych, którzy popierają błędy, a także od tych, którzy te błędy tolerują. Społeczność Dawn wierzy, że właściwy jest wybór drugi. Jeśli będziemy ignorować różnice, wtedy eklezje będą przyjmować różne standardy i w efekcie każdy będzie „czynił to, co było słuszne w jego oczach.”

Podkreślamy jeszcze raz, że odłączając się, nie potępiamy naszych braci czy siostry. Raczej, potępilibyśmy siebie samych, gdybyśmy niczego nie uczynili, gdyż sprzeniewierzylibyśmy się naszemu sumieniu. Nie wyrzucamy brata czy siostry z Bożej rodziny, lecz mamy nadzieję na pobudzenie ich do zmiany stanowiska. Taka droga postępowania nie jest łatwa; przeciwnie, zawsze jest bardzo bolesna, ale wierzymy, że pójście nią jest konieczne.

Jeśli w tej części wydajemy się poświęcać więcej uwagi usunięciu się, niż pozytywnym aspektom wspólnoty, to nie dlatego, że uważamy tę kwestię za ważniejszą niż inne, ale z tego powodu, że jest to ten aspekt wspólnoty, którym różnimy się od niektórych innych społeczności chrystadelfian.

Wspólnota w praktyce

Przedstawiwszy zasady, przejdźmy teraz do rozważenia praktycznych skutków owych zasad w życiu eklezji oraz konkretnych nauk zawartych w Nowym Testamencie odnośnie do tego tematu.

Wywodząc się z osobistej wspólnoty z Bogiem i Panem Jezusem Chrystusem, wspólnota obejmuje również podobnie myślących ludzi. Najpierw spójrzmy na sposób, w jaki używa się określenia „wspólnota”. Zazwyczaj używa się wówczas greckiego wyrazu koinonia, której polskim odpowiednikiem są słowa „wspólnota”, „partnerstwo”, „współudział”, „współuczestnictwo”. Wyraz koinonia sam w sobie nie ma wyłącznie „religijnego” znaczenia, ale był też używany w kontekście małżeństwa, partnerstwa biznesowego i tym podobnych. Na przykład w Łk 5.10 jest powiedziane, że Jakub i Jan byli „wspólnikami” (koinonos) Szymona w handlu rybami. Później stali się wspólnikami w o wiele ważniejszym przedsięwzięciu.

Wraz z rozwojem dzieła ewangelicznego coraz częściej używa się słowa koinonia w odniesieniu do Prawdy, tych, którzy jej służą, współdzielą pracę dla Prawdy, podzielają jej nadzieję i cierpienia dla niej. Czytamy, że wierni:

 Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie (Dz 2.42).

Bezspornie, ich wspólnota była czymś znacznie więcej niż tylko przyjemnością przebywania z innymi. Istniało coś, co ich łączyło, coś bardzo wielkiego, bardzo poważnego i mającego niezwykłe znaczenie. Była to ewangelia ich zbawienia, to ona ich łączyła w jedność.

Dziękuję Bogu mojemu za każdym razem, ilekroć was wspominam… za społeczność waszą w ewangelii od pierwszego dnia aż dotąd (Fil 1.3,5).

Wszyscy, którzy trwali we wspólnocie apostolskiej, byli tymi wiernymi ewangelii, którzy potwierdzili swą wiarę poprzez poddanie się procedurze chrztu. Nade wszystko ważny był fakt, że każdy z nich był w ten sposób włączany do wspólnoty/społeczności z Bogiem i Jego synem, Jezusem:

co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem (1 J 1.3).

Na tej podstawie rozwija się Kościół Boga. Składa się on ze wszystkich, którzy wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa na każdym miejscu (1 Kor 1.2), którzy tym samym stają się „ciałem” Chrystusa (1 Kor 12.12; Ef 1.23). Ale chociaż ten Kościół/eklezja Boga jest z naturalnych przyczyn podzielony na pojedyncze Kościoły/eklezje – takie, jak Kościół Boży w Koryncie (1 Kor 1.2) – to każda taka eklezja/Kościół jest częścią jednego ciała. Wynika z tego zatem, że musi istnieć jednomyślność w kwestii wiary i praktyki we wszystkich fundamentalnych kwestiach w całym ciele wiernych, w przeciwnym razie jego jedność przestanie istnieć.

Konieczność właściwej wiary i praktyki

Ustęp z Dz 2.42 cytowany powyżej łączy wspólnotę z nauką/doktryną – Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie. Doktryna/nauka oznacza tu po prostu nauczanie, a to, czego nauczali apostołowie, streszcza się w stwierdzeniu: nauczał o królestwie Bożym oraz o imieniu Jezusa Chrystusa (Dz 8.12). Każde z tych dwóch pojęć jest fundamentalne dla zbawiającej Prawdy Boga. Jeśli zbadamy tzw. przez nas „najważniejsze zasady” naszej wiary, przekonamy się, że mają one bezpośredni związek z jednym bądź drugim, albo oboma tymi fundamentalnymi pojęciami.

Na przykład:

Obietnice dane Abrahamowi i Dawidowi, odbudowa królestwa Izraela, powrót Chrystusa mają bezpośredni związek ze sprawami Królestwa Bożego.

Natura człowieka od jego upadku, upadek Adama i Ewy, diabeł (misja i dzieła Zbawiciela), ofiara Chrystusa, zmartwychwstanie, kapłaństwo Chrystusa, relacja Chrystusa wobec Ojca mają bezpośredni związek ze sprawami dotyczącymi imienia Jezusa Chrystusa.

Dodatkowo, takie fundamentalne zasady, jak wszechmoc Boga oraz działanie Ducha Świętego mają oczywiście zastosowanie we wszystkich aspektach ewangelii.

Z powyższych przesłanek jasno wynika, że błędne wierzenia, takie jak te przyswojone przez chrześcijaństwo, uniemożliwiają ludziom właściwe rozumienie Bożej Prawdy. Wiara w pójście do nieba pozostaje w sprzeczności z wiarą w sprawy dotyczące królestwa; podobnie wiara w nadprzyrodzonego diabła czyni niemożliwym zrozumienie zbawczego dzieła Chrystusa, by ograniczyć się tylko do dwóch przykładów. Nie trzeba koniecznie brać pod uwagę wszystkich błędnych wierzeń, by uniemożliwić właściwe zrozumienie ewangelicznego przekazu; jedna „herezja” może wystarczyć.

Z tego właśnie powodu jest tak ważne całościowe nauczanie kandydatów do ochrzczenia się. Nie wystarcza powiedzenie przez tę osobę: „Wierzę w Jezusa jako mojego Zbawiciela”. Może ona to powiedzieć – zupełnie szczerze – a jednocześnie nadal zachowywać sprzeczne z ewangelią wierzenia.

Czasami obserwujemy zniecierpliwienie z powodu długości nauczania przed chrztem. Czy musimy zgłębiać Biblię tak szczegółowo? Oczywiście, możliwe jest położenie zbyt wielkiego nacisku na „wiedzę książkową”, ale to niemożliwe, by przecenić wartość dogłębnego zrozumienia najważniejszych zasad, takich jak wspomniane powyżej. Dla dobra Prawdy i dla dobra danej osoby bardzo ważne jest zapewnienie jej całościowego nauczania.

Z Pisma jasno wynika, iż podobnie jak właściwe wierzenia, także nasze uczynki i sposób życia muszą być zgodne z Bożymi wymogami. Z takim apelem zwracał się Jan Chrzciciel: Wydajcie więc godny owoc nawrócenia – odpowiedni do nowego życia (Mt 3.8); i czy skierujemy się do Chrystusowego „kazania na górze”, czy do któregokolwiek z listów, znajdziemy ten sam nacisk kładziony na właściwe uczynki. Mówienie, jak to czasem nam się zdarza, o poprawnej „doktrynie i praktyce”, jest nieco mylące. Słowo „doktryna”, jak widzieliśmy, znaczy nauczanie, a nauczanie Chrystusa było jak najbardziej praktyczne. „Wiara i praktyka” byłoby lepszym wyrażeniem.

Łamanie chleba

Obok „nauczania/doktryny i wspólnoty” Łukasz umieszcza „łamanie chleba” pośród podstawowych elementów prawdziwego życia chrześcijańskiego (Dz 2.42). Częste uczestnictwo w łamaniu chleba i piciu wina na pamiątkę śmierci Chrystusa jest nakazem (1 Kor 11.23-25), powinno być ono praktykowane z chęcią i miłością, gdyż jest znakiem wspólnoty z Ojcem, Panem Jezusem i ze sobą nawzajem. Eklezje w pierwszym wieku naszej ery spotykały się w tym celu w pierwszy dzień tygodnia (Dz 20.7). Wiadomo, iż niektórzy, zmuszeni okolicznościami, nie mogli uczestniczyć za każdym razem w tej wspólnej pamiątce i mogli być zobligowani do łamania chleba i picia wina samotnie (chociaż nie byli sami, gdyż Pan jest z tymi, którzy szczerze służą Prawdzie). Jednakże unikanie bez powodu spożywania emblematów i opuszczanie wspólnych spotkań jest sprzeczne z nakazami Chrystusa. Czynienie tego przez dłuższy czas może sprawić, że zerwana zostanie ta cenna więź wspólnoty, którą symbolizuje łamanie chleba.

Łamanie chleba wiąże się również ze wspólną odpowiedzialnością, by było pewne, że jego uczestnicy są wszyscy jednomyślni (1 Kor 1.10). Uczestniczący w spożywaniu emblematów dzielą się „jednym chlebem” jako członkowie  „jednego ciała” (1 Kor 10.17), i ta wspólnota może występować jedynie pomiędzy tymi, którzy chodzą w światłości (1 J 1.7). Zasada ta jest złamana, jeśli spożywamy emblematy z tymi, którzy różnią się od nas w fundamentalnych kwestiach.

Eklezjalna dyscyplina

Jak stwierdziliśmy powyżej, ideał, przedstawiony w Piśmie, to doskonała jedność: A proszę was, bracia, w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy byli jednomyślni i aby nie było między wami rozłamów, lecz abyście byli zespoleni jednością myśli i jednością zdania (1 Kor 1.10). To ideał nie do osiągnięcia przez śmiertelników; nie będzie doskonałej wspólnoty, zanim nie będzie tu Królestwa, tym niemniej do tego ideału powinniśmy dążyć.

Niestety, nieuchronne jest to, że będzie się zdarzać, iż nastąpią próby wprowadzania błędnych nauk do eklezji. Apostołowie przestrzegli nas, że tak się stanie (Dz 20.29-30; 2 Tym 4.3; 2 P 2.1; 1 J 2.18-19). Powiedzieli nam też jasno, co mamy czynić, gdy ktoś trwa w błędzie. Na przykład: Nakazujemy wam, bracia, w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który żyje nieporządnie, a nie według nauki, którą otrzymaliście od nas (2 Tes 3.6). To jasny nakaz, którego nie możemy ignorować.

Ponieważ zdajemy sobie sprawę z naszych własnych ograniczeń, możemy podchodzić z niechęcią do odsunięcia się od błądzącego członka eklezji. „Tak łatwo to mógłbym/mogłabym być ja” – myślimy, i mamy rację. Pokora, nie przekonanie o własnej nieomylności, jest jedynym słusznym nastawieniem, kiedy przywołuje się kwestię odsunięcia. Co więcej, musimy dokładnie rozumieć, co czynimy. Stajemy z dala od postępującego niewłaściwie. Nie osądzamy danej osoby, ale też jego/jej nie popieramy. W rezultacie mówimy: „Jeśli zamierzasz nadal iść tą drogą, to musisz nią iść bez nas. Nie możemy cię powstrzymać, ale nie będziemy ci towarzyszyć ani życzyć ci powodzenia.” 

NIE pragniemy potępiać winowajcy ani uzurpować sobie władzy Chrystusa w przyszłym dniu sądu. NIE oświadczamy, że brat/siostra nie są już teraz we wspólnocie z Bogiem. Nie mamy takiej władzy, by to uczynić. Czasem używa się wyrażenia „usunąć wspólnotę od”. To może być stwierdzenie mylące i niebezpieczne. „Usunąć siebie samych od/stronić od” – to wyrażenie pochodzi z Biblii i dlatego jest lepsze.

PRAGNIEMY uzmysłowić błądzącemu członkowi eklezji powagę jego sytuacji, żeby mógł się nawrócić i w ten sposób uniknąć odrzucenia przez Chrystusa w przyszłości.

A jeśli ktoś jest nieposłuszny słowu naszemu, w tym liście wypowiedzianemu, baczcie na niego i nie przestawajcie z nim, aby się zawstydził; nie uważajcie go jednak za nieprzyjaciela, lecz napominajcie jako brata (2 Tes 3.14-15).

i nie miejcie nic wspólnego z bezowocnymi uczynkami ciemności, ale je raczej karćcie (Ef 5.11).

Jeśli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu ani go nie pozdrawiajcie. Kto bowiem takiego pozdrawia, staje się uczestnikiem jego złych uczynków (2 J 10-11).

Ostatni z cytowanych ustępów mówi jasno, iż każdy, kto unika poparcia eklezji w jej decyzji separacji od błędu, ma być uznany na równi z samym błądzącym. Ta zasada wywodzi się ze Starego Testamentu: na przykład – Gdy widzisz złodzieja, bratasz się z nim, a z cudzołożnikami zadajesz się (Ps 50.18). To często komplikuje podjęcie decyzji, ale jest nieuniknione.

Usunięcie się, należy to podkreślić, chociaż bez wątpienia jest nakazem Chrystusa, to środek ostateczny po podjęciu wszystkich innych wysiłków (czasami przez długi czas), które okazały się nieskuteczne. Błędy, które skutkują koniecznością usunięcia się, są oczywiście bardzo poważne, stojące w jawnej sprzeczności z Pismem, a nie pomyłkami, które popełniamy wszyscy codziennie i o wybaczenie których modlimy się każdego dnia. Przykłady, które znajdujemy w Nowym Testamencie, mają związek z błędami w sferze wiary (np. 2 J 10-11) oraz jej wcielania w życie (np. 1 Kor 5.3-5,9,11,13; 2 Tes 3.6).

Próbując spełnić ten smutny obowiązek, gdy zachodzi taka potrzeba, nie korzystamy z daru przewodnictwa Ducha Świętego, jaki posiadali apostołowie, a który czasami czynił ich działanie wydawałoby się nieco apodyktycznym (na przykład w przypadku Ananiasza i Safiry). Musimy postępować z wielką ostrożnością i pokorą, zawsze z ogromnym bólem i troską, ale nie możemy wymigiwać się od naszego obowiązku. Ponieważ tak jak mamy obowiązek przestrzec i zganić postępowanie gorszyciela dla jego własnego ewentualnego zbawienia, tak też mamy obowiązki wobec wspólnoty oddanych wiernych. Wcale nie macie się czym chlubić! Czyż nie wiecie, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza? Wyrzućcie więc stary kwas… (1 Kor 5.6-7).

Odpowiedzialność wspólnoty/eklezji za jedność

Eklezja jest ciałem odpowiedzialnym, przez wyznaczonych przez siebie przedstawicieli, za wypełnienie tych wszystkich obowiązków, którymi są: nauczanie i odpowiedni akt chrztu nowych członków, dobro zarówno duchowe, jak i materialne wszystkich swych członków, naprawienie błędów i ewentualne, jeśli to konieczne, odsunięcie się od niezdyscyplinowanych czy tkwiących w błędzie członków. Te obowiązki są podejmowane przez eklezję dla dobra całej społeczności wiernych, dlatego musi istnieć całkowita zgoda pomiędzy  eklezjami co do podstaw, na jakich oparta jest wspólnota. Jak zostało to już wcześniej stwierdzone, wierzymy, iż wszystkie eklezje w społeczności Dawn powinny być uważane za części jednego ciała; podział na poszczególne eklezje to jedynie kwestia odległości geograficznych. Z tego powodu koncepcja „autonomii eklezji”, według której poszczególne eklezje przyjmują odmienne standardy w kwestii podstaw wiary i jej stosowania w praktyce, została przez społeczność Dawn odrzucona. Natomiast mogą istnieć różnice pomiędzy eklezjami w kwestiach pozafundamentalnych. Stanowczo odrzucamy koncepcję jakiegokolwiek ciała kierowniczego.

Ponowny chrzest

Czasami podnoszona jest kwestia ważności chrztów przeprowadzanych przez społeczności chrystadelfian, z którymi nie tworzymy wspólnoty. Jeśli uważamy, że tkwią one w błędzie, to jak możemy uznać za ważne mające tam miejsce chrzty? Czy nie powinniśmy takich wiernych ochrzcić ponownie, jeśli pragną oni przyłączyć się do nas?

Powtórne zanurzenie powinno mieć miejsce, gdy stanie się jasne, że taka osoba miała błędne wierzenia albo zupełnie niewłaściwe zrozumienie podstaw wiary w chwili chrztu, albo też jeśli sama ta osoba tego pragnie. Lecz częściej okazuje się, że ci wierni mieli zawsze właściwe zrozumienie Prawdy, ale uczestniczyli w błędach społeczności, którą opuszczają, by wypełniać biblijne standardy. Ważność chrztu danej osoby jest zależna od stanu jej serca i umysłu w tamtym czasie, a nie od tych, którzy dokonywali chrztu.

„Jedno ciało”

Istnieją jeszcze inne kłopoty, których wydają się doświadczać niektórzy wierni. Ponieważ w niektórych przypadkach przyznajemy, że ktoś, kto nie jest we wspólnocie z nami, może mimo to stać blisko Ojca, tak jak my, miejmy nadzieję, stoimy, to czy nie powinniśmy przyjąć tej osoby do wspólnoty? Mówiąc najkrócej: nie znamy stanu człowieczego serca i nie wiemy, jacy jesteśmy w oczach Boga; i możemy jedynie ufać w Jego łaskawe przebaczenie, gdy błądzimy.

Nasuwa się podobny argument, mianowicie – ponieważ jest tylko „jedno ciało” Chrystusa, to nie powinno się go dzielić. Ale przecież nie wiemy, kto jest, a kto nie jest częścią ciała Chrystusa. Nie jest to tylko kwestia właściwego aktu chrztu czy nazywania kogoś chrystadelfianinem. Podziałowi wewnątrz ciała nie zapobiegnie tolerowanie błędnych wierzeń czy praktyk; bezczynność jedynie go maskuje. Prawdziwa jedność może opierać się jedynie na jednomyślności w fundamentalnych kwestiach.

Listy do siedmiu Kościołów

Listy do siedmiu Kościołów są systematycznie przytaczane jako uzasadnienie dla tolerowania w eklezjach błędu, pozostawiając ostateczne rozstrzygnięcie Chrystusowi. Twierdzi się, iż każda eklezja, do której skierowany był list, nie była odpowiedzialna za błędy innej, i że nie ma dowodu, że wierne Pismu eklezje odsunęły się od tych tkwiących w błędzie.

Powyższy argument ma kilka słabych punktów. Niemądre jest próbowanie ustanowienia fundamentalnych zasad na podstawie sytuacji, co do których nie jesteśmy dzisiaj zorientowani; szczególnie jeśli są sprzeczne z innymi, jednoznacznymi zapisami w Biblii. Pozostaje faktem, że listy te wskazywały na niewłaściwość ukrywania błędu; Pergamon został mocno zganiony za nieusunięcie błędnej nauki spośród siebie, a Tiatyra za to, że „pozwala działać” fałszywym nauczycielom. Zatem rozczarowuje fakt posługiwania się tymi samymi listami przez niektórych ludzi dzisiaj do usprawiedliwiania nieodsunięcia się od trwałego błędu. Musimy zapytać samych siebie, czy bylibyśmy zadowoleni z bycia w eklezji, do której Chrystus skierował tak otwarte słowa krytyki i potępienia.

Ogólne przesłanie listów do Kościołów było takie, że błędy w wierze i uczynkach były przez niektórych dopuszczane i to stało się powodem ich surowego napomnienia przez Chrystusa, włącznie z groźbą ukarania, jeśli taka sytuacja nie zostanie naprawiona. To ostrzeżenie odnosi się także do naszych czasów: Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów (Obj 2.29).

Obecna sytuacja podziału miedzy chrystadelfianami nie sprawia przyjemności ani nie daje powodu do satysfakcji dla nikogo z nas i jest oskarżeniem naszych ludzkich słabości. Eklezje znane jako społeczności chrystadelfian Dawn nie są zadowolone czy też dumne z powodu istniejącej separacji: jak możemy być, jeśli dzielone są rodziny i bliscy przyjaciele? My po prostu próbujemy z czystym sumieniem stosować się do poleceń naszego Pana, który jasno pokazał, że nasza miłość do niego musi przewyższać wszystkie ziemskie relacje i który zrównał naszą miłość do niego z zachowywaniem jego przykazań (Mt 10.37; J 15.14).

Małżeństwo, rozwód i powtórne małżeństwo

Streszczenie wierzeń wspólnoty Chrystadelfian Dawn

Nie ma wątpliwości, że obniżające się standardy odnośnie do kwestii małżeństwa, tak oczywiste w świecie, wkradły się również do społeczności chrystadelfian i to, co było nie do pomyślenia w poprzednich pokoleniach, obecnie jest tolerowane. W głównych odłamach chrystadelfian (od których społeczność Dawn się odłączyła) rozwód oraz powtórne małżeństwo, poprzednio właściwie niespotykane, zostały dozwolone z wielu różnych powodów. Najpierw cudzołóstwo zostało uznane przez niektórych za jedyny ważny powód do rozwodu; następnie uznano dodatkowo odejście od niewierzącego współmałżonka za podstawę dla powtórnego zawarcia związku małżeńskiego; a dzisiaj niektórzy wierni, którzy rozwiedli się jedynie z powodu niezgodności charakterów, a potem zawarli związki małżeńskie powtórnie, są przyjmowani do wspólnoty.

W niniejszej części przedstawimy, jakie jest – zgodnie z naszym rozumieniem – nauczanie Biblii w tej ważnej kwestii. Dla jasności wywodu najpierw zaprezentujemy w skrócie wnioski, jakie znajdują się w Deklaracji Biblijnych Prawd Wiary społeczności Braci w Chrystusie Dawn; po nich umieszczamy w apendyksie omówienie bardziej szczegółowo dyskusji na ten temat, pokazując niektóre spośród argumentów, które mogą prowadzić do tych wniosków.

Jest absolutnie konieczne, byśmy nasze standardy wywodzili ze Słowa Boga i oparli się wszelkim tendencjom dostosowania naszego sposobu życia do zmieniających się norm moralnych naszych czasów. To szczególnie istotne, gdyż omawiany temat wiąże się z bardzo silnymi ludzkimi emocjami, które mogą wpływać na nasz osąd. Ale w kwestii naszej reakcji na wolę Stwórcy wszystkiego nie możemy pozwolić, by powodowały nami ludzkie emocje. Przyjmuje się, iż wnioski, do jakich doszliśmy, mogą się różnić od tych, jakie prezentowali nasi bracia, formując społeczność chrystadelfian. Jasne jest, że mieli oni bardzo niewielkie doświadczenie w tej materii: później sytuacje, o których tylko wspominano w pierwszych paragrafach Deklaracji, wymusiły konieczność poddania ich dokładniejszemu sprawdzeniu w świetle nauk Biblii.

Czym jest małżeństwo?

W sensie prawnym małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety, zawarte za wspólną zgodą, publicznie potwierdzone, zgodnie z wymogami i zwyczajami obowiązującymi w danym czasie. (Małżeństwo nie jest jedynie związkiem seksualnym za przyzwoleniem mężczyzny i kobiety, a pozamałżeński związek seksualny jest cudzołóstwem).

Wzorem małżeństwa jest Boży ideał małżeństwa przedstawiony w Piśmie. Jego celem były zarówno towarzyszenie sobie nawzajem i wzajemna pomoc, jak i rozmnażanie się (Rdz 1.28; 2.18), ale przede wszystkim, co było jasne od samego początku, Bóg ustanowił małżeństwo na całe życie małżonków. Tak związani ze sobą ludzie stawali się „jednym ciałem” (Rdz 2.24) i tylko śmierć mogła zerwać ten związek (1 Kor 7.39). Zamysł Boga w tym względzie został potwierdzony przez nauczanie Jezusa (Mk 10.8-9) i jest ono wzorem ustanowionym dla jego naśladowców.

W większości krajów małżeństwo jest uświetniane świecką bądź religijną ceremonią, jest rejestrowane w urzędzie i wydawany jest odpowiedni certyfikat jego zawarcia. W tych krajach, w których nie ma takiego zwyczaju czy prawa, ważne jest, by bracia i siostry pamiętali o podstawach małżeństwa, o jakich mówi Pismo, i sprawili, by ich związek został potwierdzony obopólną deklaracją w obecności świadków.

Zakaz rozwodzenia się i powtórnego małżeństwa dla ochrzczonych wierzących

Wiele ksiąg biblijnych łączy nauczanie, że rozwód jest zakazany dla wierzących oraz że powtórne małżeństwo jest cudzołóstwem:

I będą ci dwoje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza (Mk 10.8-9).

Tym zaś, którzy żyją w stanie małżeńskim, nakazuję nie ja, lecz Pan, ażeby żona męża nie opuszczała, a jeśliby opuściła, niech pozostanie niezamężna albo niech się z mężem pojedna; niech też mąż z żoną się nie rozwodzi (1 Kor 7.10-11).

A w domu pytali go uczniowie znowu o to samo. I rzekł im: Ktokolwiek by rozwiódł się z żoną swoją i poślubił inną, popełnia wobec niej cudzołóstwo. A jeśliby sama rozwiodła się z mężem swoim i poślubiła innego, dopuszcza się cudzołóstwa (Mk 10.10-12).

Każdy, kto opuszcza żonę swoją, a pojmuje inną, cudzołoży, a kto opuszczoną przez męża poślubia, cudzołoży (Łk 16.18).

Podobnie też i kobieta zamężna, na mocy Prawa, związana jest ze swoim mężem, jak długo on żyje. Gdy jednak mąż umrze, traci nad nią moc prawo męża. Dlatego to uchodzić będzie za cudzołożną, jeśli za życia swego męża współżyje z innym mężczyzną. Jeśli jednak umrze jej mąż, wolna jest od tego prawa, tak iż nie jest cudzołożną, współżyjąc z innym mężczyzną (Rz 7.2-3).

Żona związana jest tak długo, dopóki żyje jej mąż; a jeśli mąż umrze, wolno jej wyjść za mąż za kogo chce, byle w Panu (1 Kor 7.39).

Jak widzimy, tylko śmierć rozwiązuje węzeł małżeński; rozwód i powtórne małżeństwo są zakazane; byłoby to cudzołóstwem. Zwróćmy uwagę, że Chrystus nie czyni  żadnych ustępstw w stosunku do strony „niewinnej”, by się mogła rozwieść.

 „Klauzula Mateuszowa”

Kiedy Jezus wymienił jeden wyjątek od całkowitego zakazu rozwodu i powtórnego małżeństwa – w wypadku nierządu – walczył z próbą złapania go w pułapkę przez faryzeuszy w kwestii rozwodu w Prawie Mojżeszowym:

Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu? (Mt 19.3).

Odpowiadając im, Jezus rzekł: 

A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo (Mt 19.9).

Pytanie i odpowiedź na nie miały związek z Prawem Mojżeszowym. „Klauzula Mateuszowa” (cokolwiek by ona miała znaczyć) nie odnosi się zatem do duchowego Izraela. Tym, którzy przebywali  w domu (Mk 10.10-11), z całą dobitnością zakazano rozwodu i powtórnego małżeństwa. (Dalsze informacje zawarte są w Apendyksie 1)

Zastosowanie powyższego biblijnego nauczania:

Jeśli brat rozwiedzie się ze swą żoną, z jakiegokolwiek powodu, i poślubi inną kobietę za życia swej małżonki, staje się cudzołożnikiem. Jeśli siostra rozwiedzie się ze swym mężem i poślubi innego za życia swego męża, staje się cudzołożnicą. Cudzołóstwo to musi zostać przerwane, w przeciwnym razie będzie ono skutkowało wykluczeniem z Bożego królestwa (1 Kor 6.9-10; Gal 5.19-21; Hbr 13.4).

Rozwód i powtórne małżeństwo nieoświeconych

Nieoświeceni znajdują się w innej sytuacji, niż osoby oświecone. Ci, którzy pozostają w ciemności, czyli ogólnie rzecz biorąc – grzesznicy, nie są z punktu widzenia Boga odpowiedzialni za przekroczenie konkretnych nakazów Jego Prawa. Biblijna zasada została jasno wyłożona przez Pawła:

…wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu (Rz 3.19).

Gdzie zaś nie ma Prawa, tam nie ma i przestępstwa (Rz 4.15).

…grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa (Rz 5.13).

Stąd każdy, kto się rozwiódł lub rozwiódł się i ożenił powtórnie, zanim posiadł znajomość Prawdy,  powinien zostać ochrzczony, pozostając w takim stanie, w jakim jest, zdając sobie sprawę, iż rozpoczyna nowe życie w Jezusie Chrystusie.

Zastosowanie biblijnego nauczania:

Od tych, którzy, będąc w ciemności niewiedzy, rozwiedli się i ożenili powtórnie, nie wymaga się separacji od współmałżonka, jeśli w późniejszym czasie poznali Prawdę i zapragnęli się ochrzcić.

Separacja

Porażka małżeństwa chrystadelfian, prowadząca do separacji, jest bardzo smutnym i poważnym zdarzeniem i – w świetle wielu przykazań i nauk dotyczących życia małżonków – takie oziębienie stosunków może zostać wzięte pod uwagę w czasie sądu. Ale nie istnieje tak kategoryczny nakaz skierowany przeciw separacji, jak to ma miejsce w przypadku rozwodu i powtórnego małżeństwa (np. 1 Kor 7.10-11). Dlatego uważamy, że zainteresowana eklezja musi zdecydować w każdym poszczególnym przypadku, co mówi Pismo. Okoliczności niektórych separacji mogą skłonić eklezję do wdrożenia kar wobec jednego lub obydwojga partnerów. W każdym wypadku uważamy, że obowiązkiem każdego z małżonków żyjących w separacji jest dążenie do pojednania i przywrócenia małżeństwa.

Podsumowanie

Dla nikogo z nas nie istnieje łatwa droga do królestwa. Jezus powiedział nam, że musimy być przygotowani na zaparcie się samych siebie oraz wzięcie na siebie swego krzyża i pójścia za nim (Łk 14.27). Paweł powiedział nam, że przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego (Dz 14.22). Owo „wzięcie krzyża” oznacza w przypadku każdego z nas zupełnie co innego. Sam Bóg jedynie wie, co jest dla nas najlepsze, by nas przygotować do królestwa i musimy wierzyć, że próby, jakie przechodzimy, są zaprojektowane przez Niego zgodnie z naszymi potrzebami. Bóg przyrzekł nam dwie rzeczy. Że nigdy nas nie opuści ani nie porzuci  (Hbr 13.5) oraz że nie będzie nas testował ponad to, co możemy znieść (1 Kor 10.13). Ale musimy pozostawić Jemu, naszemu kochającemu, wszystkowiedzącemu Ojcu niebieskiemu, decyzję co do tego, co możemy znieść.

Apendyks 1. „Klauzula Mateuszowa”

W ewangelii Marka 10.10-11 Jezus, w prywatnej rozmowie ze swymi uczniami, absolutnie zabronił rozwodów i powtórnych małżeństw. To nauczanie powtórzył Paweł (1 Kor 7.10-11). Ale w dwóch odniesieniach do tego tematu w ewangelii Mateusza (5.31-32; 19.3-12) znajduje się wyrażenie: poza wypadkiem nierządu. Czy zmienia ono zatem nauczanie Chrystusa i interpretację Pawła? Wiele osób szczerze jest przekonanych, że tak właśnie jest i że Chrystus daje swym wyznawcom pozwolenie na rozwody i powtórne małżeństwa w przypadku niewierności jednego z małżonków. Uważamy, że jest to niezrozumienie jego nauczania.

Kontekst starotestamentowy – cudzołóstwo karane śmiercią

By właściwie odczytać odniesienia do rozwodów w ewangelii Mateusza, należy koniecznie przypomnieć krótko niektóre spośród nakazów i wskazówek zawartych w Starym Testamencie. 

W jednym z najbardziej stanowczych i jasno sformułowanych nakazów Prawa Mojżeszowego kara śmierci groziła obydwojgu cudzołożnikom:

Mężczyzna, który cudzołoży z żoną swego bliźniego, poniesie śmierć, zarówno cudzołożnik jak i cudzołożnica (Kpł 20.10; powtórzone w Pwt 22.22).

W czasach Jezusa Żydzi rzadko egzekwowali tę karę, chociaż nadal uznawali ważność tego nakazu (J 8.5). Należy pamiętać, że kara śmierci za cudzołóstwo była częścią tego Prawa, o którym Jezus powiedział, iż nie przyszedł go usunąć, lecz wypełnić, i z którego ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie, aż się wszystko spełni (Mt 5.17-18). Nie można więc wziąć tak sobie użyte przez Chrystusa słowo „nierząd” [stosunki osób nieżonatych/niezamężnych] i nadać mu znaczenie, jakie zawiera słowo „cudzołóstwo” [stosunki pozamałżeńskie osób żonatych/zamężnych], a następnie twierdzić, że „klauzula Mateuszowa” odnosi się do pary małżonków, jeśli nastąpił akt zdrady, niewierności wobec współmałżonka.

Rozwód w Prawie Mojżeszowym

W każdym wypadku Prawo Mojżeszowe uważa małżeństwo za związek nierozerwalny. Zarządzenie z Księgi Rodzaju, że mężczyzna i kobieta stają się jednym ciałem (2.24), z wynikającym stąd zakazem rozwodu, jest podstawą zawartego w nim nauczania. Chociaż jest jasne, że rozwody i powtórne małżeństwa były czasem praktykowane przez Izrael, nie istnieją takie przykazania, które zezwalałyby na rozwody. Nie ma żadnego stwierdzenia w Prawie Mojżeszowym, zgodnie z którym „jeśli kobieta postąpi tak i tak, to jej mąż może się z nią rozwieść, a ona może wyjść za mąż powtórnie”. Zamiast tego mamy kilka przepisów, które „pozwalają” (Mt 19.8) na praktykę rozwodów, a poza tym mają za cel uregulowanie tej sprawy, a przede wszystkim ich ograniczenie. Stąd mężczyzna, który zadał gwałt dziewicy niezaślubionej, musiał się z nią ożenić, ale nie mógł jej następnie oddalić przez całe swoje życie (Pwt 22.28-29); ani też nie mógł tego uczynić mężczyzna, który oskarżył bezpodstawnie taką dziewczynę o niewierność (w. 19). Z pewnością święte powołanie kapłanów (które z pewnością powinno być typiczne dla naszego usytuowania w Chrystusie) zapobiegało jakiemukolwiek małżeństwu z rozwódką (Kpł 21.7).

Księga Powtórzonego Prawa 24.1-4

Najbardziej znanym z tych przepisów jest ten znajdujący się w Pwt 24.1-4. W polskim tłumaczeniu (BT; BW) wydaje się być to konkretny nakaz, który dopuszcza rozwody z powodu „czegoś odrażającego”, ale jest to w rzeczywistości jeszcze jeden z ustępów biblijnych, który potwierdza istnienie rozwodów i w związku z tym służy uregulowaniu tej kwestii. W oryginale ustęp ten jest serią przypuszczeń – „jeśli” – które stanowią kulminację w głównym punkcie tego nakazu – tj. że po rozwodzie i powtórnym małżeństwie uprzedni małżonkowie nie powinni zejść się ponownie. W rzeczywistości, w języku hebrajskim ustęp ten jest jednym długim zdaniem. Oto tłumaczenie tego fragmentu w BT, z podkreśleniem na początku wersetów wielu przypuszczeń, prowadzących do końcowego zakazu:

Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie. Jeśli ona wyszedłszy z jego domu, pójdzie i zostanie żoną innego, a ten drugi też ją znienawidzi, wręczy jej list rozwodowy i usunie ją z domu, albo jeśli ten drugi mąż, który ją poślubił, umrze, nie będzie mógł pierwszy jej mąż, który ją odesłał, wziąć jej powtórnie za żonę jako splugawionej. To bowiem budzi odrazę u Pana, a ty nie możesz dopuścić do takiej nieprawości w kraju, który ci daje w posiadanie Pan, Bóg twój.

Łatwo można zauważyć, że jest to nakaz raczej ograniczający możliwość powtórnych małżeństw, niż popierający rozwody. Jak powiedział dr J. H. Hertz, zmarły naczelny rabin, o tym ustępie:

„Nie mamy tutaj do czynienia z prawem ustanawiającym czy nakazującym rozwód. Takie zarządzenie  uważa się za rzecz oczywistą, podobnie jak to ma miejsce w Kpł 21.7 oraz w Lb 30.9. Mamy tu jedynie do czynienia z jedną regulacją związaną z tą sprawą; mianowicie, że mężczyzna, który rozwiedzie się ze swą żoną, nie może jej powtórnie poślubić, jeśli jej drugi mąż rozwiódłby się z nią lub zmarł.” Jest jasne, że Bóg przez Mojżesza ani nie ustanowił, ani też nie nakazał rozwodów. Było to praktyką, którą utwierdził obyczaj, a nie Boże przykazanie. Jak to powie później Jezus, Mojżesz „pozwolił” („ścierpiał”) im oddalać swoje żony (Mt 19.8).

Jednakże, chociaż nie mamy tu nakazu rozwodu, to ustęp ten potwierdza, że rozwody były praktykowane w Izraelu, a Prawo zaakceptowało tę sytuację z powodu zatwardziałości ich serc; ale jednocześnie je regulowało. Stąd ustęp ten pokazuje, że rozwód nie może wynikać z kaprysu męża; musi istnieć konkretny powód, a następnie muszą zostać podjęte właściwe procedury. Co było owym konkretnym powodem? Trudno to dokładnie określić. Wyrażenie „coś odrażającego” (BT), „coś nieprzyzwoitego” (UBG) w oryginale znaczy dosłownie „kwestia nagości”. Jedynym innym miejscem w Piśmie zawierającym dokładnie tę samą frazę jest ustęp w Pwt 23.14, który odnosi się do zakrywania ekskrementów, aby Bóg nie widział „żadnej nieprzyzwoitości” (UBG), „nic odrażającego” (BT) w obozie Izraelitów. Tak więc nie określono dokładnie natury owej nieprzyzwoitości i do dziś toczą się liczne dyskusje na temat znaczenia tego określenia. Jedną rzecz w każdym razie się wyklucza. Nie może to wyrażenie oznaczać cudzołóstwa. Za to przewinienie, jak to widzieliśmy wcześniej, karą był nie rozwód, ale śmierć.

Faryzeusze pragną Chrystusowej wykładni Prawa

To ta pozorna dwuznaczność dała początek konfrontacji faryzeuszów z Chrystusem, o czym czytamy w ewangelii Mateusza 19. Przez lata w szkołach rabinicznych wrzały zażarte spory na temat znaczenia owego wyrażenia „coś odrażającego”, o którym mówił Mojżesz. W czasach Chrystusa istniały dwa główne stanowiska. Szkoła Hillela opowiadała się za bardzo swobodnym podejściem do tej kwestii. Uczono w niej, że rozwód jest możliwy z prawie każdego powodu – dopuszczano całkiem błahe przyczyny. Z drugiej strony Szkoła Szammaja twierdziła, że jedynym zgodnym z Prawem powodem rozwodu była „nieczystość”/cudzołóstwo/ żony.

Tło powyższego zdarzenia

Tło powyższej próby faryzeuszy przyłapania Jezusa ma znaczenie w tej relacji. Jezus opuścił Kafarnaum (Mk 9.33), udał się na drugą stronę Jordanu (Mt 19.1; Mk 10.1) i w ten sposób wkroczył na terytorium Heroda Antypasa. Był to obszar, na którym kwestia rozwodów i powtórnych małżeństw miała wydźwięk polityczny. Herod poślubił Herodiadę, która wcześniej była małżonką jego brata, Filipa. Jan Chrzciciel już poniósł straszną karę za stwierdzenie, że ów drugi związek był niezgodny z Prawem (Mk 6.17-28). Jezus znajdował się więc na wrogim terytorium. Herodianie już wcześniej przyłączyli się do faryzeuszy, by wspólnie go zgładzić (Mk 3.6), i bez wątpienia skorzystali z tej okazji, by zobaczyć, czy mogą powtórzyć zgubę zgotowaną Janowi Chrzcicielowi także w przypadku Jezusa, dopóki znajdował się on na ziemi pod jurysdykcją Heroda.

Jedno jest pewne: faryzeusze nie pragnęli tak naprawdę czegokolwiek się dowiedzieć. Ich jedynym celem było schwycenie w pułapkę i tym samym zgładzenie Jezusa (zobacz takie samo posłużenie się słowem w J 8.6). Jego surowe zapatrywanie się na rozwody było na pewno już znane, tak jak było znane stanowisko Jana Chrzciciela, dlatego starali się sprawić, by dał publicznie taką odpowiedź, która albo spowodowałaby interwencję Heroda, albo stałaby w sprzeczności z Prawem Mojżeszowym; obydwie doprowadziłyby do jego zguby. Mogli też chcieć zmniejszyć liczbę jego wyznawców wśród ludu, z których większość akceptowała bardziej pobłażliwe, aktualne w tamtym czasie, spojrzenie na kwestię rozwodu. 

Takie było religijne i polityczne tło zdarzenia odnotowanego w 19. rozdziale ewangelii Mateusza:

3. Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?

4. On odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę?

5. I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem.

6. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela.

7. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?

8. Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było.

9. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo.

Próba złapania Jezusa w pułapkę

Jak to widzimy, Jezus był pytany przez faryzeuszy, próbujących złapać go w pułapkę, a nie zdobyć jakiekolwiek informacje. Którą ze szkół poprze, liberalną i popularną szkołę Hillela, czy może restrykcyjną szkołę Szammaja? Stąd takie sformułowanie pytania: „Czy wolno… z jakiegokolwiek powodu” (w. 3). Jego natychmiastowa odpowiedź pominęła te dwa stanowiska, umieszczając małżeństwo na zupełnie innym poziomie, Edenu (w. 4-6), i to powinno wystarczyć jego oponentom – jak i uczniom Chrystusa – czyli oznaczała, że nie ma rozwodów. Tylko dlatego, że jego przeciwnicy nadal próbowali go złapać w pułapkę, rozmowa ta była kontynuowana. Jezus następnie poprawił użycie przez nich słowa „polecił/nakazał” (w. 7) podczas przedstawiania prawa rozwodowego. Było to pozwolenie, a nie nakaz, i dane tylko z powodu zatwardziałości ludzkich serc; i znów odnosi się do intencji Boga w Edenie (w. 8). Pod presją nacisków faryzeuszy Jezus ponownie wypowiedział się o zakazie rozwodów (w. 9), a także o będących ich konsekwencją powtórnych małżeństwach jako o cudzołóstwie. Ale też w nawiasie dodał wyrażenie chyba w wypadku nierządu, wskazując, że w tej dyskusji na temat Prawa Mojżeszowego podziela punkt widzenia Szammaja. Musimy uważać, by nie skupiać naszej uwagi na pobocznej uwadze tak bardzo, iż pomijamy główną myśl zawartą w jego odpowiedzi – tzn. „Nie ma zgody na rozwód”.

Nie ma wielkiego pożytku z dokładnego przestudiowania znaczenia słowa tłumaczonego jako „nierząd/wszeteczeństwo”. To, co istotne, to fakt, iż nie znaczy ono w tym kontekście „cudzołóstwo”. Jezus wiedział, że Prawo – które, co wyraźnie stwierdził, zachowywał – nakazywało karę śmierci za cudzołóstwo, zatem nie orzekał tu na temat małżeństw, w których jeden z małżonków dopuścił się zdrady. Dopuszczanie rozwodu w takim wypadku byłoby sprzeczne z tym samym Prawem, które, jak powiedział, nie przyszedł znieść/rozwiązać, lecz wypełnić. Tak więc „nierząd” musi być czymś innym, niż cudzołóstwo. Ale czymkolwiek by on nie był, pytanie, które wywołało tę dyskusję, miało związek z postanowieniami Prawa Mojżeszowego i odpowiedź nie była nakazem Chrystusa skierowanym do jego uczniów – ten dał im w tej sprawie później, „w domu”.

Znamienne jest to, że słysząc to, uczniowie wyrazili wielkie zaskoczenie Chrystusowym zakazem rozwodów, nawet w przypadku nierządu. Jeśli tak się przedstawia sprawa męża i żony, nie warto się żenić (Mt 19.10). Komentarz ten pokazuje, że jasno go zrozumieli, iż ma na myśli absolutny zakaz rozwodów i że nie ma w ich przypadku zastosowania żaden wyjątek, żadna „klauzula Mateuszowa”. Stąd w czasie pytania go „w domu” w tej sprawie (Mk 10.10-12; ustęp ten jest w oczywisty sposób paralelny do Mt 19) Jezus potwierdził to ich pierwsze wrażenie i absolutnie im zabronił rozwodów i powtórnych małżeństw. Każdy związek w ich następstwie będzie cudzołóstwem, powiedział.

Czy „klauzula Mateuszowa” ma zastosowanie w dzisiejszych czasach?

Niektórzy chrystadelfianie stwierdzili, że włączenie przez Chrystusa słów chyba w wypadku nierządu stanowi zgodę dla jego wyznawców na rozwody i powtórne małżeństwa, jeśli ich współmałżonek popełniłby cudzołóstwo. Uważamy, że jest to niezrozumienie omawianego ustępu. Chrystus nawet nie wspomniał o cudzołóstwie w tym kontekście. Jego odpowiedź przy tej okazji wynikła z uporczywego wypytywania go przez złych ludzi, chcących pochwycić go w pułapkę. Czy naprawdę można sądzić, że odpowiedź dana w takich okolicznościach powinna być zasadą zachowania się wszystkich jego uczniów?

Należy zawsze pamiętać, że faryzeusze chcieli osądzenia przez Chrystusa jednego z aspektów Prawa Mojżeszowego. Przypuśćmy, że przyszliby oni do Jezusa z inną kwestią dotyczącą tego Prawa, o którą spierali się sami ze sobą; powiedzmy, na przykład odnośnie czegoś, co wiązało się ze składaniem ofiar w świątyni. Przypuśćmy, że Jezus odpowiedziałby w taki sposób, by skarcić nadużycia, które się w te posługi wkradły i wskazał na oryginalne nakazy Boże. Nikt nie sugerowałby wówczas, że takie zasady są wiążące i dla nas obecnie. Mielibyśmy rację mówiąc, że były to nakazy Prawa, które już nie obowiązuje. Dlaczego więc niektórzy twierdzą, że orzeczenie Chrystusa w kwestii nadużywania przez faryzeuszy klauzul rozwodowych zapisanych w Prawie powinno się stosować do wszystkich naśladowców Chrystusa?

„W domu”

W czasie swej posługi Jezus czasem korzystał z nadarzającej się okazji, by dokładniej objaśnić swe nauczanie prywatnie swoim uczniom: albo z własnej inicjatywy, albo w odpowiedzi na ich prośbę. Te osobiste rozmowy „w domu” są przedstawione przy różnych okazjach przez Marka (np. 7.17-23; 9.28-29; 9.33-37) i oczywiście pokazują konkretne przykłady nauczania Pana skierowane do jego uczniów. Okazja, której się przyjrzymy, jest jeszcze jednym takim przykładem (w. 10-12). Usłyszawszy odpowiedź Pana daną faryzeuszom, pragnęli pozyskać informacje na temat swej własnej sytuacji. 

A w domu pytali go uczniowie znowu o to samo. I rzekł im: Ktokolwiek by rozwiódł się z żoną swoją i poślubił inną, popełnia wobec niej cudzołóstwo. A jeśliby sama rozwiodła się z mężem swoim i poślubiła innego, dopuszcza się cudzołóstwa (Mk 10.10-12).

Tak więc w odpowiedzi na ich pytanie Jezus przenosi punkt ciężkości z rozwodu – którego absolutnie zabrania – na powtórne małżeństwa. Dla jego naśladowców powtórne małżeństwa po rozwodzie są cudzołóstwem. Cudzołóstwo, zarówno z definicji, jak i w Piśmie, to pozamałżeńskie związki seksualne, kiedy jedna lub obie strony są w związkach małżeńskich. To oznacza, że Chrystus mówi, iż jakiekolwiek by nie były podjęte kroki prawne w celu orzeczenia rozwodu, to w oczach Boga pierwsi małżonkowie są nimi nadal; w przeciwnym razie nie nazywałby ich cudzołożnikami/cudzołożnicami, gdyby zawarli powtórnie związki małżeńskie.

Innym aspektem nauki, przekazanej przez Chrystusa prywatnie swym naśladowcom, jest wspomnienie o kobiecie, która uzyskała rozwód. W świetle żydowskiego prawa i praktyki nie było to możliwe, ale było na porządku dziennym w społeczności Rzymian. Wiedząc, że jego uczniowie zostaną wezwani do głoszenia Chrystusa na całym świecie, Jezus dawał im instrukcje, które przewidywały każdą sytuację, w jakiej mogli się oni znaleźć.

Kazanie na górze

Ten dyskurs Chrystusa z jego uczniami, chociaż nie miał miejsca w gorączce sporu, jak w Mt 19, również zawiera aluzje do niewłaściwej interpretacji Prawa Mojżeszowego przez żydowskich przywódców. Po serii błogosławieństw Jezus w Mt 5.17 rozpoczyna nową część swego kazania. Poprzedza ją stwierdzeniem, że nie przyszedł Prawa znieść, lecz je wypełnić; mówi, że ani jedna jota, ani jedna kreska nie zostanie usunięta z Prawa, zanim się ono nie wypełni; oraz że każdy, kto nauczałby łamania któregokolwiek z tych praw, będzie najmniejszym w królestwie niebieskim (w. 17-19).

Dwie kwestie wynikają z tego wstępu. Po pierwsze, powiedziawszy powyższe słowa na temat Prawa, Jezus nie przeszedłby natychmiast do tematu jego zmiany. Ale zmieniłby to Prawo, jeśli – jak powiedział – rozwód byłby alternatywą śmierci w przypadku osób popełniających cudzołóstwo. Po drugie, tymi słowami wstępu Jezus ostrzegał swych uczniów przed tymi, którzy łamali Prawo i je unieważniali przez swoją tradycję (Mk 7.13). 

Jezus następnie przechodzi do przeglądu niektórych spośród nakazów Prawa albo ukazując głębię jego ukrytych znaczeń, albo przedstawiając serię przypadków, w których przywódcy religijni negowali Prawo ze względu na „tradycję”. Jego aluzja do rozwodu jest przykładem tego ostatniego przypadku:

Powiedziano też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę – poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa (Mt 5.31-32).

Słyszeliście, że powiedziano – kto powiedział? Chociaż jest jasne, iż to aluzja do Księgi Powtórzonego Prawa 24.1-4, nie jest to cytat dosłowny. A z pewnością oczekuje się najbardziej  spośród wszystkich ludzi dokładności od Jezusa, kiedy cytuje on słowa Prawa. Ani też, jak widzimy, nie jest to faktyczne nauczanie zawarte w tym ustępie; jeśli tak, to byłoby to prawodawstwo umożliwiające rozwody i mówiące, jak powinny się one odbywać, a właśnie o tym w Księdze Powtórzonego Prawa nie ma mowy. Zatem Jezus musiał cytować tradycyjną interpretację faryzeuszy, zderzając ją z prawdziwymi nakazami Prawa. To faryzeusze, zgodnie ze swą tradycją, stwierdzili: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę…, w ten sposób dając pozwolenie na rozwód prawie każdemu człowiekowi. Doceniając to, że Jezus ostrzega swych uczniów przed błędami tradycji faryzeuszy, dostrzegamy, że odniesienie to jest analogiczne do konfrontacji z faryzeuszami opisanej w ewangelii Mateusza 19. Podobnie jak poprzednim przypadku, Jezus koryguje luźną interpretację Prawa przez przywódców religijnych, tym samym przywracając ustępowi z Księgi  Powtórzonego Prawa jego pierwotne znaczenie.

Ale nas Prawo Mojżeszowe nie obowiązuje, zatem nie trzeba nas przestrzegać przed niewłaściwą jego interpretacją. Lecz duch tego Prawa i reszta Starego Testamentu – zakaz rozwodów i powtórnych małżeństw – zostały przekazane przez Chrystusa wszystkim jego naśladowcom, nakazane i ujęte w konkretnych przykazaniach i jasno wyłożonych innych ustępach biblijnych (Mk 10.6-12; Łk 16.18; 1 Kor 7.11,39).

Zakaz rozwodów i powtórnych małżeństw we wczesnym Kościele

W taki sam sposób, w jaki czasami sprawdzamy podstawowe wierzenia wczesnego Kościoła, by pokazać, że jego doktryny były w większości takie same jak nasze obecnie, można również sprawdzić praktyczną stronę życia pierwszych chrześcijan i przekonać się, jak odnosili się oni do kwestii rozwodów i powtórnych małżeństw. Eklezje z końca pierwszego i początku drugiego wieku miały na te sprawy podobne do naszych zapatrywania. W świecie rzymskim rozwodzono się łatwo i często, zarówno jeśli chodzi o mężczyzny, jak i kobiety, czasami z bardzo trywialnych powodów. Nie dziwi nas zatem, że ówcześni chrześcijańscy autorzy często przedstawiają swój punkt widzenia odnośnie do tego problemu. Chociaż nie jest to oczywiście stanowisko równie ważne i porównywalne z wagą stanowiska zawartego w Biblii, to cenne jest wówczas, gdy chcemy  pokazać, jak osoby żyjące niewiele lat po śmierci apostołów rozumiały biblijne ustępy, które rozważaliśmy wcześniej.

Ich pisma (zob. poniżej) odnoszą się głównie do kwestii powtórnych małżeństw; zwraca naszą uwagę fakt, że często cytują oni z ewangelii Mateusza 5 i 19, a więc jest oczywiste, że znali oni klauzulę: poza wypadkiem nierządu. Zwróćmy uwagę na ważną sprawę: chociaż w tamtym czasie owe eklezje zaczynały już odpadać od czystej, pierwotnej Prawdy, jednak nigdy nie posługiwano się formułą „poza wypadkiem nierządu” jako argumentem na poparcie powtórnych małżeństw i rozwodów. Najwidoczniej nie uważano tej klauzuli za zgodną z ówczesnym stanowiskiem eklezji. Powtórne małżeństwo po wcześniejszym rozwodzie, nawet jeśli ten rozwód nastąpił z powodu cudzołóstwa, było we wczesnym Kościele zakazane; uważano, że nie zostały zerwane pierwotne więzy małżeńskie, dlatego jakikolwiek późniejszy związek byłby cudzołóstwem. Uważano także, że powtórne małżeństwo stanęłoby na drodze jakiejkolwiek możliwości okazania skruchy przez osobę winną, gdyż uniemożliwiłoby pogodzenie się i przywrócenie małżeństwa – to kwestia, na którą według nas nie kładzie się wystarczającego nacisku w dzisiejszych czasach. Posłuszne dziecko Boga nigdy nie powinno postawić się w sytuacji, gdy – z powodu powtórnego małżeństwa – wyrażający skruchę błądzący partner nie może zostać przyjęty z powrotem.

Przykłady: Hermas (data niepewna, ale przed rokiem 150): „Lecz jeśli po odesłaniu swej (cudzołożnej) żony poślubił on inną kobietę, to także on sam popełnia cudzołóstwo.” Na temat skruchy żony pisze: „Jeśli jej mąż nie przyjmie jej z powrotem, grzeszy i sprowadza na siebie wielki grzech. Musi on przyjąć swą grzeszną żonę, która wyraża skruchę.” „Z tego powodu nakazane macie pozostać samotnymi … ponieważ w takim przypadku akt skruchy jest możliwy.” [Mandate,4.1.7-8,10]

Justyn Męczennik (nawrócony w 130 r., zmarł w 165 r.). W swojej Apologii pierwszej Justyn cytuje po kolei Mt 5.28, 5.32 i Mt 19.11, a zaraz potem dodaje: „Zatem ci, którzy zawierają powtórnie związki małżeńskie zgodnie z prawem ludzkim, w oczach naszego Nauczyciela są grzesznikami” [Apol. I 15]. Zwróćmy uwagę: a) Justyn czyni rozróżnienie pomiędzy tym, co pozostaje w zgodzie z „prawem ludzkim” i przez skojarzenie, co jest możliwe w „prawie Nauczyciela”. Podczas gdy prawo ludzkie może uznać powtórne małżeństwo za ważne, to Nauczyciel uważa to za grzech. b) Nawet cytując Mt 5 i 19, Justyn każde powtórne małżeństwo uznaje bez wyjątku za grzech.

Komentując stanowiska pierwszych Ojców Kościoła, jeden z badaczy mówi: „Ich praktycznie jednomyślne świadectwo, stwierdzone lub sugerowane, jest takie, że Chrystus w ewangeliach – szczególnie Mateusza – zakazał w każdym przypadku powtórnych małżeństw po rozwodzie, włącznie z przypadkiem, gdy rozwód nastąpił z przyczyny cudzołóstwa” [A. Cornes: Divorce and Remarriage, s. 231].

Apendyks 2. Skrucha i przebaczenie

Jaka powinna być reakcja eklezji wobec kogoś, kto się rozwiódł i powtórnie zawarł związek małżeński wbrew Bożym przykazaniom, a potem tego żałuje? Jest to kluczowe pytanie i prawdopodobnie takie, które naprawdę dzieli opinię publiczną. Ci, od których się odsunęliśmy, sugerują, że w przypadku szczerego wyrażenia skruchy komuś, kto powtórnie zawarł związek małżeński, powinno się pozwolić na powrót do społeczności. Mówią oni, że naleganie na separację od drugiego partnera jako warunek ponownego połączenia się z eklezją skutkowałby w większości wypadków jeszcze większym złem, szczególnie jeśli ta osoba posiada z tego małżeństwa dzieci. Ci, którzy opowiadają się za takim trybem postępowania, mówią, iż skoro każdy grzech będzie wybaczony skruszonemu grzesznikowi, to musimy też przyjąć, że grzech powtórnego małżeństwa jest przez Boga wybaczany. W przeciwnym razie stałby się on innym niewybaczalnym grzechem, oprócz tego przeciw Duchowi Św., o którym mowa w ewangelii Mateusza 12.31.

Najważniejsze w kwestii rozwiązania problemu osób żałujących z powodu podjęcia decyzji o rozwodzie jest znaczenie żalu jako podstawy Bożego przebaczenia. Oczywiście, nie znamy w całej pełni głębi Bożego miłosierdzia, ale Bóg powiedział nam o podstawie, na jakiej opiera się Jego przebaczenie, i musi ona wpływać także na naszą decyzję. Bóg mówi zatem, że odczuwanie żalu to nie tylko proste stwierdzenie „Przykro mi”, lecz temu żalowi musi towarzyszyć intencja odwrócenia się od grzechu. Nie zazna szczęścia, kto błędy swe ukrywa; kto je wyznaje, porzuca – ten miłosierdzia dostąpi (Prz 28.13). Tylko na tej podstawie możemy ocenić czyjąś skruchę. Brat, który wyznał swój żal z powodu notorycznych rozbojów, nie zostałby przyjęty przez nikogo z nas, jeśli nie zszedłby z tej przestępczej drogi. Podobnie osoba, która świadomie złamała nakaz świętego i sprawiedliwego Stwórcy, stając się zgodnie z Bożą definicją winną cudzołóstwa, powinna przynajmniej okazać żal poprzez zaprzestania cudzołożenia.

Niektórzy uważają takie stanowisko za zbyt surowe, niepraktyczne i sprzeczne z duchem i nakazem Jezusa, który mówi nam, byśmy byli miłosierni i przebaczający. Ale takie podejście pomija różnicę pomiędzy grzechami przeciw ludziom a tymi przeciw Bogu. Musimy przebaczać grzechy popełnione przeciwko nam samym, lecz nie dano nam prawa przebaczania odstępstw innych ludzi w kwestii przestrzegania Bożych przykazań. To przebaczenie należy do Boga. Lecz jeśli według naszej najlepszej wiedzy spełnione są Boże kryteria w kwestii skruchy okazanej przez daną osobę, to możemy zakładać, że takie grzechy są przebaczone przez Niego i na podstawie takiego założenia przyjmujemy z powrotem owego winowajcę do społeczności. Ale nie mamy władzy przebaczania ani przyjmowania z powrotem kogokolwiek, jeśli w sposób oczywisty nie są spełnione konieczne do tego warunki. Pamiętajmy, że poprzez odsunięcie się od kogoś nie osądzamy tej osoby – my po prostu odłączamy się od zgorszenia.

Przyjęcie z powrotem kogoś, komu nie wybaczył Bóg, byłoby przeciwieństwem bycia kochającym i miłosiernym. Celem odsunięcia się powinno być przekonanie gorszyciela o powadze jego sytuacji, by przywieść go do szczerej skruchy. Jeśli nie zwrócimy uwagi na takie zgorszenia, może to wywołać poczucie samozadowolenia u osoby postępującej niewłaściwie, co w dłuższej perspektywie czasu byłoby dla niej bardzo szkodliwe. Dlatego w przypadku powtórnie zawierającego małżeństwo rozwodnika (rozwodniczki), ponieważ Bóg jasno stwierdził, że uważa taki związek za cudzołóstwo, wszelkie współczucie i pomoc, które możemy w tym przypadku zaoferować, nie naprawi tej sytuacji w Jego oczach; i na to zwróci uwagę prawdziwa miłość. Nikt nie mówi, że ostatecznie kochający Ojciec niebieski nie może okazać miłosierdzia, lecz nie będziemy tego wiedzieć do dnia sądu, więc w międzyczasie eklezja musi dążyć do wypełniania nakazów Chrystusa w ich obecnym brzmieniu.

To prowadzi do innej kwestii, którą powinniśmy rozważyć – powinności wiernych wobec całej Prawdy. Eklezje mają dwojaką odpowiedzialność: zapewnić właściwe duchowe otoczenie, w którym każdy może żyć i wzrastać w Chrystusie, ale także być filarem i podwaliną prawdy (1 Tym 3.15). Pozwolenie na przeniknięcie do eklezji błędnej praktyki i uznanie jej za rzecz normalną, a tym samym wprowadzenie błędnej religii, jest w efekcie tak samo rujnujące jak przyjęcie błędnej doktryny. Należy pamiętać, że wprowadzanie błędu jest prawie zawsze stopniowym, podstępnym procesem, mającym niewinne początki. Można tak bardzo współczuć w indywidualnych przypadkach, że nie dostrzeżemy wpływu efektów tego współczucia na całą Prawdę.

Jakie więc istnieją wyjścia dla kogoś, kto gorzko żałuje powtórnego zawarcia związku małżeńskiego po rozwodzie? Według naszego, bezspornie ograniczonego ludzkiego osądu, ożeniony powtórnie rozwodnik/rozwodniczka powinien zaprzestać cudzołożnego związku, zadośćuczyniwszy wcześniej potrzebom osób pozostających na jego/jej utrzymaniu, i zostać przyjętym na powrót do eklezji. W przeciwnym razie powtórnie ożeniony brat lub siostra nie mogą dążyć do przyjęcia przez eklezję, ale pokładać swą nadzieję w Tym, którego wielkie jest miłosierdzie (2 Sam 24.14).

Nikt nie ośmieliłby się sugerować, że to łatwe do wykonania wyjścia, ale prawdziwie żałujące dziecko Boga nie ugnie się wobec takich trudności, lecz zawierzy siebie Bogu, że da mu On siłę i pomoże, i że okaże miłosierdzie w dzień Chrystusa. Wiele sług Boga w przeszłości i obecnie musiało z konieczności pracować bez niczyjej pomocy, otrzymawszy siłę duchową, by wytrwać wiernie do końca.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *